W piątek GUS opublikuje tzw. szybki szacunek produktu krajowego brutto za III kwartał 2020 roku.

Ekonomista wskazał, że biorąc pod uwagę publikowane do tej pory co miesiąc dane GUS dotyczące produkcji przemysłowej, budownictwa czy sprzedaży detalicznej, skala odbicia polskiej gospodarki w III kwartale może okazać się większa, niż zakładają to prognozy rynkowe.

"Jeżeli spadek PKB w III kw. rok do roku będzie znacznie mniejszy niż 1,9 proc., to mimo drugiej fali pandemii i narastającego negatywnego ryzyka na IV kw., niekoniecznie potrzebna będzie rewizja naszej prognozy na cały rok 2020, wynoszącej -2,9 proc." - powiedział.

Przypomniał, że w II kwartale br., po wprowadzeniu lockdownu, PKB wyrównany sezonowo zmniejszył się realnie o 8,9 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i był niższy niż przed rokiem o 7,9 proc. Podkreślił też moc, z jaką polska gospodarka wychodziła z recesji notowanej w II kwartale.

Pytany o prognozy na IV kwartał powiedział, że zarówno w Polsce, jak i Europie wszystkie kraje spodziewają się negatywnego wpływu drugiej fali pandemii. "Przewidujemy spadek PKB w IV kw. o 2,5 proc. kw./kw. po wyrównaniu sezonowym, a w ujęciu rocznym o ok. 3,5 proc." - wskazał.

Reklama

Ekonomista PKO BP zauważył, że choć obecnie liczba zakażeń jest większa niż podczas pierwszej wiosennej fali pandemii, to zarówno firmy, jak i konsumenci "zaadoptowali się" i znacznie lepiej radzą sobie z nienormalną sytuacją. "Raczej bez zakłóceń działają łańcuchy dostaw, nie ma blokady transportu, nie ma poważniejszych problemów z dostawami, które wiosną paraliżowały działania całych korporacji" - wymienił.

Ponadto - jak wskazał - wiele zakładów lokalnych dostosowało się do pandemii - wdrożyło reżimy sanitarne, zmieniło organizację pracy. "Mimo znacznie gorszej sytuacji epidemiologicznej, firmy są bardziej odporne na zakażenia i zaburzenia funkcjonowania niż podczas pierwszej fali" - powiedział. Dowodem na to - jak mówił - jest np. mniejsza liczba wyłączeń całych zakładów z powodu grupowej kwarantanny. Podkreślił też, że choć obowiązują nas obecnie obostrzenia sanitarne, to ich zakres jest mniejszy niż wiosną.

Ekonomista zwrócił uwagę, że np. handel i usługi, które obecnie mocno ucierpiały z powodu nałożonych restrykcji, powinny znaczącą część strat odbić sobie w grudniu, podczas przedświątecznego szczytu zakupowego. Przypomniał, że podczas pierwszej fali epidemii przed Wielkanocą większość sklepów była wyłączona.

Pytany o możliwość wprowadzenia tzw. kwarantanny narodowej, przyznał, że dodatkowych restrykcji nie można wykluczyć. "Wszystko będzie zależało od liczby zakażeń, ale z dostępnych analiz i prognoz wynika, że w najbliższym tygodniu liczba zakażeń powinna się ustabilizować" - powiedział. To - jak zaznaczył - daje nadzieję, że uda się dalszych restrykcji uniknąć.

Bujak podkreślił też, jak duży wpływ na gospodarkę ma informacja koncernu Pfizer o zakończeniu badań klinicznych nad szczepionką na koronawirusa. "Szczepionka daje nadzieje, że już niedługo uda się zapanować nad pandemią. I nawet jeśli na początku roku trafi ona tylko do nielicznych, to obniży liczbę hospitalizacji, liczbę zgonów, zmniejszać będzie potrzebę nakładania najbardziej bolesnych dla gospodarki restrykcji" - wskazał.

Ekonomista podkreślił, że choć druga fala pandemii z punktu zdrowotnego jest znacznie silniejsza niż pierwsza, to jej skutki gospodarcze powinny być mniejsze niż na wiosnę, ponieważ jesteśmy lepiej przygotowani. Zaznaczył jednak, że będzie to nadal "potężne załamanie aktywności gospodarczej".