Nowy szef Komitetu Wojskowego zostanie wybrany podczas jego wyjazdowego posiedzenia w Rzymie, które odbędzie się 18 i 19 września.

– Koncepcja kandydowania gen. Rajmunda Andrzejczaka, który obecnie jest szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, narodziła się w ośrodku prezydenckim i jest elementem szerszej polityki prezydenta Andrzeja Dudy związanej z promowaniem polskich oficerów w strukturach sojuszniczych – mówi DGP Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

– To jeden z priorytetów na drugą kadencję. Jest to też nawiązanie do działań prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zabiegał o wybór na to stanowisko, jako pierwszego Polaka, gen. Franciszka Gągora. Katastrofa smoleńska pokrzyżowała te plany – dodaje Soloch. – Generał Andrzejczak w ramach swojej kandydatury prezentuje nie tylko wrażliwość krajów wschodniej flanki NATO i wagę więzi transatlantyckich, lecz także kładzie duży nacisk na problemy na południu Sojuszu, sytuację nowych państw członkowskich i nowych wyzwań dla całego NATO – kończy prezydencki minister.

Co do tego, że warto powalczyć o to stanowisko, nie mają także wątpliwości ludzie związani z opozycją. – Gdyby gen. Andrzejczak został szefem tego komitetu, byłaby to znakomita wiadomość dla Polski. Szef Komitetu Wojskowego NATO jest obecny przy każdej rozmowie na najważniejsze tematy. Może mieć olbrzymi wpływ na tamowanie głupich pomysłów, zduszanie ich w zarodku, ostrzeganie. To nie jest stanowisko wojskowe, ale polityczne z przełożeniem na wojsko – opowiada gen. Jarosław Stróżyk, który przez trzy lata pełnił funkcję zastępcy dyrektora Zarządu Wywiadu Międzynarodowego Sztabu Wojskowego NATO przy Komitecie Wojskowym.

Reklama

To może być szczególnie istotne, jeśli chodzi o kształtowanie relacji z Rosją. – Każda inicjatywa sojusznicza przechodzi przez niego. Oczywiście są tam tarcia, ale bez niego nie podejmuje się żadnej decyzji. Jest ważne, kogo szef weźmie ze sobą na szefa sekretariatu. Andrzejczak jako szef Komitetu Wojskowego byłby opłacany przez Polskę, jego sekretariat również – to nie jest stanowisko urzędnicze bezpartyjne i bezpaństwowe. On mógłby aktywnie dbać o interesy Polski – przekonuje były wojskowy.

Pozytywnie o Andrzejczaku wypowiada się były minister obrony Tomasz Siemoniak. – Generał Andrzejczak jest bardzo zdolnym oficerem. Po czystkach Antoniego Macierewicza był zmuszony do przyspieszonego rozwoju. Trudno ocenić jego szanse, bo to kwestia polityki. Pamiętam, jak czeski gen. Petr Pavel zostawał szefem komitetu i ile zabiegów czynili Czesi, by go wypromować. Dawno żaden Polak nie pełnił ważnych stanowisk w NATO, więc gdyby to się udało, byłby to dobry znak i probierz skuteczności naszej dyplomacji – stwierdza polityk Platformy Obywatelskiej.

Konkurentem Polaka jest admirał Rob Bauer z Holandii

Kontrkandydatem Andrzejczaka jest holenderski admirał Rob Bauer. Dwóch naszych rozmówców związanych z obozem rządzącym ocenia szanse pół na pół. – Głosują szefowie sztabów w sposób tajny. Nie ma możliwości zbyt dużej kontroli ich wyboru przez stolice. Niektóre kraje zostawiają decyzję szefom sztabów. To jest nieweryfikowalne – mówi nam jeden z nich. – Relacje ministra obrony Mariusza Błaszczaka z gen. Andrzejczakiem, delikatnie mówiąc, nie są najlepsze. W interesie MON jest, by Andrzejczak wygrał i odszedł z pełnionej funkcji – dodaje urzędnik.

Głosuje 30 szefów sztabu państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. Andrzejczak ma dobre kontakty z Amerykanami, rozmawiał ostatnio z szefem połączonych sztabów gen. Markiem Milleyem. Jednak przesłanki do wyboru są różne. Jedną z nich jest geografia. Większość krajów Europy Środkowej powinna zagłosować za Andrzejczakiem, ponieważ jego kandydatura oznacza realne wyczulenie na problemy naszego regionu. To pokaże, czy i jak działa natowska grupa B9, którą tworzą kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Z drugiej strony, jeśli teraz funkcję obejmie ktoś z naszego regionu, w przyszłym rozdaniu nikt z Bułgarii czy Rumunii już nie będzie miał szans. Z pewną ostrożnością można założyć jednak, że większość tej grupy zagłosuje za polskim kandydatem.

Europa Zachodnia raczej będzie stawiać na Holendra. Nie wiadomo, co zrobią kraje Południa, jak Włochy, które ostatnio mocno starły się z Holandią na forum Unii Europejskiej w kwestiach finansów; Haga proponowała znacznie bardziej oszczędne podejście do wydatków. Ważne jest także to, kto reprezentuje jaki rodzaj sił zbrojnych. Holender jest admirałem, w związku z czym kilku szefom sztabów wywodzącym się z marynarki (m.in. Belgii czy Chorwacji) może być do niego znacznie bliżej niż do Polaka. Nie bez znaczenia jest w tej rozgrywce także… urok osobisty obu oficerów i to, na ile potrafią przekonać do siebie kolegów.

– Zabiegi prowadzone są na poziomie Kancelarii Prezydenta i premiera, BBN, MON, MSZ oraz polskich placówek dyplomatycznych. Nie chciałbym zdradzać ich kuchni, ale oceniam je pozytywnie. Liczymy na sukces, a niezależnie od wyniku kandydatura przyczyni się do budowania pozycji Polski w Sojuszu – podsumowuje Paweł Soloch. Nieco inaczej to widzi jeden z byłych wojskowych długo związanych ze sztabem generalnym. – Andrzejczak to znakomity kandydat i dla Polski byłoby dobrze, gdyby został szefem komitetu. Ale gdy ponad 10 lat temu do tej roli aspirował gen. Gągor, wspierała go cała machina państwowa. A kandydaturę Andrzejczaka można było zdecydowanie lepiej promować i prowadzić – mówi nasz rozmówca. Nowy szef Komitetu Wojskowego NATO swoje obowiązki obejmie w połowie przyszłego roku.