Z Marcinem Podgórskim rozmawia Mira Suchodolska

Włoskie stowarzyszenie lekarzy anestezjologii, reanimacji i intensywnej terapii uważa, że pierwszeństwo w leczeniu COVID-19 powinni mieć pacjenci, którzy mają największą szansę na przeżycie. My także zdecydujemy się na podobny triaż?

Nie słyszałem, by gdziekolwiek w Polsce zastosowano już tego typu zasady wobec pacjentów potrzebujących pomocy szpitalnej.

Może selekcja następuje w inny sposób – trzeba przecież zdecydować, kogo podłączyć do respiratora, bo brakuje sprzętu. Profesor Krzysztof Simon mówił w TVN24, że sam trzykrotnie stawał przed takim dylematem.

Dylematy – kogo ratować – to może być nowa sytuacja dla lekarzy działających w obszarze szpitalnym, lecz nie dla ratowników medycznych. Myślę, że jeszcze nie jesteśmy na etapie, by bariera – na którą składa się brak kadry medycznej, urządzeń oraz odległość, jaką należy przebyć z pacjentem – była nie do przeskoczenia. Pod warunkiem, oczywiście, wdrożenia chociażby systemu informatycznego, który zawierałby niezbędne dane o wolnych miejscach i kadrze. Na razie takiego systemu nie ma, za późno na jego tworzenie na potrzeby obecnego kryzysu, lecz wierzę, że w przyszłości powstanie.

Reklama

Coraz częściej słyszę od lekarzy, że w tej pandemii jesteśmy w analogicznej sytuacji, jak w czasie wypadku masowego, kiedy siły medyków są zbyt skąpe, aby uratować wszystkich potrzebujących.

Pewne analogie można dostrzec. Nie ma takiego szpitala na świecie, który mógłby samodzielnie zająć się wszystkimi poszkodowanymi ze zdarzenia masowego. Dlatego najistotniejszą kwestią podczas takiego rodzaju wypadków jest właściwe wykorzystanie tego, czym dysponujemy. Podstawą jest też komunikacja i wymienianie się informacjami.

Nie obawia się pan, że z powodu mizerii sprzętowej i kadrowej cofniemy się do epoki napoleońskiej, kiedy to Dominique-Jean Larrey wprowadził zasady triażu: zaprzestano operowania najciężej rannych, bo to zabierało lekarzom zbyt wiele czasu, w pierwszej kolejności zajmowano się tymi, których można było w miarę szybko uratować, żeby nie umierali w oczekiwaniu na pomoc. Zaś lekko ranni musieli czekać na swoją kolej.

Gdybyśmy chcieli porównywać obecną sytuację z czasami Larreya, trzeba by przyznać, że jesteśmy na wojnie. A jeśli tak, to uruchamiamy mechanizmy mobilizujące kadrowo i sprzętowo wszystkie obszary, które w tych działaniach mogą uczestniczyć. Główny cel tej kampanii to wygrana z pandemią, zaś cele pośrednie – wygrana przy jak najmniejszej liczbie osób zmarłych z powodu koronawirusa oraz jak najmniejszej liczbie osób zmarłych z powodu innych jednostek chorobowych.

Larrey był pierwszym, który zastosował zasady triażu...

Następnym był brytyjski chirurg John Wilson, który te zasady spisał w 1846 r. Ideą triażu jest to, by tak selekcjonować poszkodowanych, by ci najbardziej potrzebujący pomocy otrzymywali ją bezzwłocznie, w dalszej kolejności należy ratować tych, którzy mogą na nią poczekać. Z czasem wykształcił się jeden z popularniejszych na świecie system selekcji START (Simple Triage and Rapid Treatment), którego także używamy w Polsce.

Pacjent, który ma zaburzenia świadomości, tętna lub oddechu i nie może czekać – jest mu przypisywany kolor czerwony, więc powinien bezzwłocznie otrzymać pomoc. Jeśli pacjent nie chodzi, ale nie ma zaburzeń świadomości, krążenia i oddechu: może czekać – kolor żółty. Jeśli nie ma zaburzeń, do tego chodzi: musi czekać – kolor zielony. I mamy czwartą kategorię: kolor czarny – pacjent nie oddycha pomimo udrożnienia dróg oddechowych. Wobec takich osób nie podejmuje się prób resuscytacji, chyba że są to dzieci, którym należy się pięć oddechów ratunkowych.

Dzieci do pierwszego roku powinny otrzymywać kolor czerwony. Starsze, do ośmiu lat, które po udrożnieniu dróg oddechowych nie oddychają, otrzymują pięć oddechów ratunkowych. Dopiero na tej podstawie podejmuje się decyzję, czy pacjent zostanie zakwalifikowany do grupy określonej kolorem czarnym lub czerwonym. Hipoksja, stan niedoboru tlenowego, wynika u dzieci najczęściej z zapadnięcia się języka czy zachłyśnięcia się wydzieliną. Dlatego przed podjęciem decyzji o przypisaniu koloru/priorytetu wykonywane są oddechy ratownicze, które mają spowodować potencjalny powrót spontanicznego oddechu.

Treść całego wywiadu można przeczytać w piątkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej.