Własna waluta i niezależność banku centralnego

Ten tekst przeczytasz w 11 minut
5 stycznia 2023, 06:04
Euro, złoty
ShutterStock
Bank centralny, własna waluta są kluczowymi i nieodłącznymi czynnikami kształtującymi silny, właściwy model gospodarki – mówi prof. Zbigniew Krysiak

Hubert Biskupski: Porozmawiamy sobie o własnej walucie i niezależności banku centralnego. Czym jest niezależność banku centralnego? Na czym polega niezależność funkcjonalna i instytucjonalna?

Jak wczytamy się literalnie i w konstytucję, i w ustawę, to zakres działalności NBP i RPP jest u nas tak naprawdę dość ograniczony. Obie instytucje skoncentrowane są na polityce monetarnej i na celu inflacyjnym. Polityka fiskalna należy do domeny rządu. Jak zatem godzić te dwa wykluczające się cele – z jednej strony polityki monetarnej, czyli dążenia do niskiej inflacji, a z drugiej strony rządu, który zawsze dąży do tego, żeby był jak najwyższy poziom PKB? Chciałbym odejść od bieżącej polityki, tylko spojrzeć na to nieco szerzej, bo czasami te cele i środki prowadzące do tych celów wzajemnie się wykluczają.

Zaczął pan profesor od tego, że aby mieć niezależny bank centralny, należy mieć własną walutę. Część ekonomistów, abstrahując od tego, że nie spełniamy jeszcze tych warunków przystąpienia do strefy euro, mówi, że gdybyśmy byli w strefie euro, inflacja byłaby u nas w tej chwili niższa nawet o kilka punktów procentowych. Czy Polska powinna przystąpić do strefy euro?

Po pierwsze, własna waluta jest jak termometr, który mierzy temperaturę danej gospodarki. I jeśli aktywność w różnych wymiarach, w różnych parametrach tej gospodarki jest różna, bo różna jest w Niemczech, we Francji czy w Polsce, to ten termometr, ze skalą pomiarową dla potencjału w Niemczech, w którymś momencie po prostu pęknie i rtęć się nam rozleje. Jeśli własna waluta ma mierzyć procesy i potencjał, a one są różne, to nie da się tego zmierzyć.

A jednak 19 państw do strefy euro przystąpiło.

Politycznego czy gospodarczego?

Zapytam prowokacyjnie, skoro beneficjentami strefy euro mają być tylko Niemcy i Holendrzy, to dlaczego nasi bliscy sąsiedzi – Litwa, Łotwa, Estonia, Słowacja, Słowenia, czyli państwa pokomunistyczne – zdecydowały się przystąpić do tej strefy?

To prawda, ale ja nie wiem, czy tam ten czynnik polityczny nie miał dość istotnego znaczenia, czyli mówię tutaj o państwach bałtyckich.

Sąsiedztwo z Rosją i przekonanie o tym, że bycie we wspólnej strefie gospodarczej, wspólnej strefie walutowej wzmacnia również bezpieczeństwo polityczne?

To widać po ratingach.

Z profesorem Zbigniewem Krysiakiem rozmawiał Hubert Biskupski,

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj