6 stycznia w Pałacu Elizejskim odbył się szczyt z udziałem ponad dwudziestu państw sojuszniczych. Spotkanie dotyczyło gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy po ewentualnym zawieszeniu broni z Rosją. Tym razem rozmowy zakończyły się konkretnymi ustaleniami.

Przełom w Paryżu. Europejskie wojska jadą na Ukrainę

Po raz pierwszy administracja Donalda Trumpa oficjalnie poparła europejskie ramy takich gwarancji. Obejmują one także udział USA w monitorowaniu rozejmu. Ustalenia zapisano w nowo ogłoszonej deklaracji paryskiej. Choć propozycje nie dają Ukrainie ochrony wynikającej z artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego, to wyraźnie wykraczają poza wcześniejsze rozwiązania.

Francja i Wielka Brytania zadeklarowały gotowość wysłania wojsk do Ukrainy po zawarciu porozumienia pokojowego. To pierwszy raz, gdy taka zapowiedź padła w oficjalnej formie. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zapowiedział, że po zawieszeniu broni oba państwa utworzą w Ukrainie centra wojskowe. Mają one pełnić funkcję baz sprzętowych, szkoleniowych i logistycznych.

Po zakończeniu rozmów Keir Starmer, Emmanuel Macron i Wołodymyr Zełenski podpisali trójstronną deklarację intencji. Prezydent Ukrainy określił ją jako przełom. – To nie są tylko słowa. Za tym stoi konkretna treść – podkreślił.

Nowe gwarancje dla Ukrainy. USA wchodzą do gry

Duże znaczenie miała obecność amerykańskich przedstawicieli. W spotkaniach uczestniczyli wysłannik USA Steve Witkoff oraz Jared Kushner, zięć Donalda Trumpa. Kushner oświadczył, że Trump "zdecydowanie popiera" inicjatywę. Nazwał ją „bardzo, bardzo ważnym kamieniem milowym”. Zaznaczył jednak, że nie oznacza ona szybkiego pokoju.

Jednym z kluczowych elementów deklaracji jestamerykańskie dowództwo operacji monitorującej zawieszenie broni. – To oznacza amerykańskie drony i obserwatorów na miejscu – tłumaczy Fried. – Rosji się to nie spodoba, bo odbierze jej możliwość bezkarnego przeprowadzania rajdów – dodaje.

Daniel Fried podkreśla, że nowe rozwiązania nie oznaczają członkostwa Ukrainy w NATO ani automatycznej obrony zbiorowej. Jednocześnie znacząco różnią się od wcześniejszych porozumień, w tym ustaleń mińskich. – Ukraina tak naprawdę nie miała nic poza deklaracjami. Nigdy wcześniej nie było mowy o realnej obecności wojsk czy monitorowaniu linii zawieszenia broni. To jest zupełnie nowa jakość – powiedział Fried.

Putin stracił asa w rękawie. Rosji się to nie spodoba

Nowa formuła zakłada możliwość monitorowania przestrzeni lądowej i powietrznej. Dopuszcza także rozmieszczenie sił o charakterze szkoleniowym i odstraszającym. Wiele szczegółów pozostaje otwartych. – To nie są gwarancje w stylu artykułu 5 – przyznaje Fried. – Ale to zdecydowanie więcej, niż Ukraina kiedykolwiek wcześniej miała. Mamy teraz cały wachlarz możliwości – od mocniejszych po słabsze rozwiązania — mówi. – Rosjan to będzie niepokoić, bo ta elastyczność i otwartość działa na ich niekorzyść. A oni tego bardzo nie lubią – kontynuuje.

Największym ograniczeniem nowych gwarancji jest ich uzależnienie od zawieszenia broni. Oznacza to, że Władimir Putin może próbować opóźniać porozumienie, aby uniknąć zachodniej obecności wojskowej w Ukrainie.

Fried przyznaje, że to realne ryzyko. Zwraca jednak uwagę, że warunek ten może stać się narzędziem nacisku. – Jeśli Rosjanie będą zachowywać się skrajnie konfrontacyjnie, zawsze można znieść ten warunek albo zagrozić jego zniesieniem – uważa Fried. – To całkiem sprytne rozwiązanie – kończy.