Mocna deklaracja bez dyplomatycznych sformułowań
We wtorek przywódcy siedmiu państw europejskich – Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoch, Polski i Danii – podkreślili we wspólnej deklaracji, że tylko Dania i Grenlandia mogą podejmować decyzje dotyczące swojej przyszłości.
"Politiken" zaznaczył, że dokument "nie zawiera typowych dyplomatycznych sformułowań". Przypomniał też, że liczba ludności USA wynosi około 345 mln mieszkańców, a łączna populacja wspomnianych siedmiu krajów europejskich to około 365 mln.
Według źródeł gazety uwzględnienie znacznie większej liczby krajów-sygnatariuszy dokumentu nie stanowiłoby problemu, ale celem przygotowywanej w pośpiechu deklaracji było zgromadzenie głównych państw europejskich. Chciano również uniknąć rozwodnienia tekstu, do czego mogłoby dojść, gdyby skonsultowano się ze wszystkimi krajami członkowskimi UE.
Dania rozważa trzy opcje konfrontacji z USA. Ale boi się Trumpa
Gazeta spekuluje, że rząd w Kopenhadze rozważa kolejne opcje konfrontacji z USA, lecz obawia się też eskalacji konfliktu z Waszyngtonem. Według dziennika strona duńska bierze pod uwagę uruchomienie artykułu 4. NATO, dającego każdemu państwu członkowskiemu prawo do zwołania posiedzenia, jeśli zagrożona jest integralność terytorialna wnioskodawcy. Od 1949 r. w historii NATO stało się tak dziewięć razy.
Inną opcją mogłoby być wykorzystanie niestałego (tymczasowego) członkostwa Danii w Radzie Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych i poruszenie na tym forum sprawy gróźb Trumpa.
Trzecią możliwością jest natomiast powtórzenie przez duńską premierkę Mette Frederiksen ubiegłorocznej podróży po stolicach europejskich w celu uzyskania poparcia.
Jesienią 2025 r. na Grenlandii zorganizowano duże ćwiczenia wojsk państw europejskich, a duńskie siły zbrojne zacieśniły współpracę z marynarkami wojennymi Francji i Niemiec.
"Debata na temat Grenlandii nie toczy się w próżni"
Z kolei cytowany przez duńską gazetę „Boersen” Mujtaba Rahman, ekspert londyńskiego think tanku Eurasia Group, zwrócił uwagę na słabość Europy, mimo złożenia mocnej deklaracji przez przywódców siedmiu czołowych państw.
"Istnieje znaczna niepewność co do tego, co mogą faktycznie zrobić Dania i jej europejscy sojusznicy, jeśli Trump poważnie myśli o zajęciu Grenlandii" – zauważył Rahman. Dodał, że w Europie wciąż istnieją kraje i rządy, które nie chcą zaakceptować tego, iż Stany Zjednoczone mogą być rywalem lub jawnym wrogiem. Wspomniał w tym kontekście o wsparciu administracji Trumpa dla partii prawicowych w kilku europejskich krajach.
Zdaniem Rahmana można sobie wyobrazić, że spór o Grenlandię będzie powiązany z kwestią dalszej pomocy USA dla Ukrainy, europejskimi regulacjami dotyczącymi amerykańskich firm technologicznych i wsparciem Waszyngtonu dla partii prawicowych.
"Debata na temat Grenlandii nie toczy się w próżni. Odbywa się w kontekście, w którym istnienie Sojuszu jest już zagrożone" – skonkludował ekspert.