Artur Patrzylas: Czy polski system podatkowo-składkowy po wdrożeniu Polskiego Ładu będzie sprawiedliwy?

Jakub Sawulski: W mojej opinii nadal będzie niesprawiedliwy, choć nieco mniej niż obecnie. Nie wiem jednak, czy sprawiedliwość jest właściwym słowem do oceny systemu, ponieważ ocena sprawiedliwości jest subiektywna. Uważam, że osoby o wysokich dochodach powinny być wyżej opodatkowane niż te o niskich, ale wiele osób uważa inaczej, ponieważ posiada inny system wartości. Ważniejsze jest to, czy nasz system podatkowy jest korzystny dla dobrobytu większości obywateli i rozwoju gospodarki.

Reklama

Właśnie. Jaki system podatkowy byłby najlepszy dla rozwoju polskiej gospodarki w długiej perspektywie: wysoce progresywny (model skandynawski), wysoce regresywny, a może coś pomiędzy?

Myślę, że warto postawić to pytanie w kontekście jednej z najważniejszych statystyk opisujących polską gospodarkę, a mianowicie nierówności dochodowych. W Polsce przez wiele lat przyjmowano, że są one niskie, ponieważ te oceny były dokonywane na podstawie ułomnych w tym zakresie danych GUS-u. Obecnie te nierówności bada się naukowo w inny sposób, łącząc dane pochodzące z urzędów statystycznych z danymi podatkowymi. W Polsce zrobił to po raz pierwszy kilka lat temu ekonomista Paweł Bukowski i okazało się, że nierówności dochodowe w Polsce są jednymi z najwyższych w Europie.

Dlaczego mówię o tym w kontekście systemu podatkowego? Wiemy na podstawie licznych badań i artykułów naukowych, że wysokie i nadmierne nierówności dochodowe ˗ a o takich możemy mówić w przypadku Polski ˗ są niekorzystne dla dużej części obywateli. Szkodzą też wzrostowi gospodarczemu. Polski system podatkowy jest zły, ponieważ w żaden sposób nie koryguje tych nierówności. Inaczej jest w niemal wszystkich rozwiniętych krajach, w których systemy podatkowe spełniają w moim odczuciu jedną ze swoich głównych funkcji.

Dlaczego nierówności dochodowe w Polsce są tak wysokie na tle UE?

Znaczna część nierówności w Polsce, w której najlepiej zarabiające 10 proc. osób zgarnia około 40 proc. dochodów z gospodarki, co jest bardzo wysokim wskaźnikiem na tle Europy, wynika w sporym uproszczeniu z tego, że dużą część wspomnianej uprzywilejowanej grupy stanowią przedsiębiorcy. Wynika to w dużej mierze z charakterystyki polskiej transformacji ustrojowej – wiele z przynoszących duże dochody firm powstało w latach 90. Polski system podatkowy traktuje na bardzo preferencyjnych zasadach takie działalności, co pogłębia wspomniane nierówności.

Czy polski system podatkowy jest degresywny na tle Zachodu?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć czy jest degresywny jako całość, ponieważ musielibyśmy uwzględnić nie tylko podatki dochodowe, ale także VAT, akcyzę czy podatek od nieruchomości. Jeśli nawet jest progresywny, to w niewielkim stopniu. Jest też w niewielkim stopniu progresywny w porównaniu do innych państw.

Jeśli weźmiemy pod uwagę samo opodatkowanie i oskładkowanie dochodów, to potwierdzają to dwa zestawy danych. Po pierwsze statystyki opodatkowania pracy; jak przeciętnie opodatkowane są niskie wynagrodzenia w stosunku do wysokich. W UE w niemalże wszystkich krajach wysokie wynagrodzenia są wyżej opodatkowane niż niskie (mówimy też o składkach, czyli o całym klinie podatkowym). W Polsce ta różnica niemalże nie występuje i jest najniższa spośród wszystkich krajów UE (obok Węgier).

Drugi czynnik, który wpływa na stopień progresywności systemu podatkowego to duża różnica pomiędzy opodatkowaniem wysoko wynagradzanych umów o pracę i wysoce dochodowych działalności gospodarczych. Wysokodochodowa przedsiębiorczość w Polsce jest bardzo nisko opodatkowana, niemalże dwa razy niżej niż wysokie dochody z umów o pracę.

Czy dostrzega Pan jakieś rażące słabości w obecnie obowiązującym systemie podatkowo-składkowym w naszym kraju? Co należałoby w nim zmienić?

Podstawową słabością jest wysokie opodatkowanie niskich wynagrodzeń, co ma szereg negatywnych konsekwencji: zniechęca do pracy osoby o niskich dochodach i słabych kwalifikacjach oraz rozbudowuje szarą strefę. Drugą jest ryczałtowe pobieranie składek na ubezpieczenia społeczne od działalności gospodarczych (Polski Ład zmienia to tylko w odniesieniu do NFZ-u). To jest absurdalne. Osoby prowadzące działalność, która jest niewielka i nisko dochodowa, są mocno obciążone składkami na ZUS, natomiast w przypadku wysoko dochodowych działalności to oskładkowanie jest śmiesznie niskie. Ma to oczywiście częściowo wpływ na wysokość świadczeń emerytalnych, ale należy pamiętać, że w skład składki odprowadzanej do ZUS-u wchodzi nie tylko składka emerytalna, ale także inne, które w mniejszym stopniu wpływają na wysokość przyszłych świadczeń.

Polski system podatkowy po Polskim Ładzie

Jak ocenia Pan podatkowe propozycje z Polskiego Ładu?

Kierunek zmian jest dobry, jednak był znacznie lepszy w pierwszej wersji projektu niż w tej, która została ostatecznie uchwalona. Zamysł był taki, żeby obniżyć opodatkowanie niskich wynagrodzeń oraz zmniejszyć różnicę pomiędzy opodatkowaniem wysoko dochodowych umów o pracę i wysoko dochodowych działalności gospodarczych. Z drugiego rozwiązanie niemalże całkowicie zrezygnowano w trakcie konsultacji społecznych, co zupełnie niepotrzebnie znacznie zwiększyło całkowity koszt reformy podatkowej, a nie będzie miało pozytywnych skutków dla gospodarki. Skuteczność wprowadzonych zmian będzie więc znacznie mniejsza, niż mogłaby być.

Czy w reformie podatkowej Zjednoczonej Prawicy nie brakuje dodatkowych progów podatkowych dla najlepiej zarabiających osób (powiedzmy 20-50 tys. brutto miesięcznie), które w większym stopniu zwiększyłyby progresywność polskiego systemu?

Progresję systemu można zwiększyć na różne sposoby, również przez wprowadzenie dodatkowego progu podatkowego, ale można to zrobić tak jak rząd, czyli za pomocą wprowadzenia zakazu odliczania składki zdrowotnej. Można to także zrobić manipulując wysokością kwoty wolnej. Ważniejszy od wyboru metody jest skutek zmian.

Czy proponowane zmiany uderzą w klasę średnią?

Pytanie brzmi: jak zdefiniujemy klasę średnią. Na reformie tracą niemalże wyłącznie osoby, które zaliczają się do 10 proc. najlepiej zarabiających. Pozostałe osoby albo zyskają albo zapłacą podobny podatek jak wcześniej. Najbardziej obciążone zostanie kilka procent najlepiej zarabiających. Nie jest to z pewnością klasa średnia. Reforma w ostatecznym kształcie jest przede wszystkim dosyć powszechną obniżką podatków. Jej koszt fiskalny to 17 mld zł. W pierwotnej wersji zmian ten koszt miał być znacznie niższy (5-7 mld zł).

Wracając do klasy średniej, istnieje wiele definicji, ale nie one są najważniejsze. Nie rozumiem, skąd w polskiej przestrzeni publicznej wzięła się nadmierna troska o tę grupę. Moim zdaniem dużo większym poszkodowanym polskiego systemu podatkowego, o którego należy troszczyć się w pierwszej kolejności, są najsłabiej zarabiający. Mam na myśli osoby, które są wynagradzane w okolicach płacy minimalnej i które znaczną część wynagrodzenia otrzymują „pod stołem”, ponieważ klin podatkowy w przypadku niskich pensji jest bardzo wysoki.

Bezpodstawnie uważa się, że mityczna klasa średnia ma magiczny wpływ na wzrost gospodarczy, a prawda jest taka, że uboga część społeczeństwa również solidarnie pracuje na wzrost PKB. W Polsce klasa średnia jest relatywnie słabsza niż na Zachodzie, ponieważ Polacy mają niewielkie majątki. Głównym celem polityki gospodarczej państwa powinno być włączanie do tej klasy jak największej części populacji, a robi się to m. in. zmniejszając nierówności dochodowe. Klasa średnia nie powinna się moim zdaniem ograniczać do elity.

Czy proponowane zmiany wpłyną na aktywność zawodową Polaków?

Aktywność zawodowa w Polsce jest szczególnie niska w kilku grupach, takich jak osoby starsze, młode i kobiety posiadające dzieci. Zmiana opodatkowania niskich wynagrodzeń może przyczynić się do zwiększenia podaży pracy w Polsce, co potwierdzają niektóre analizy, na przykład Instytutu Badań Strukturalnych. Mamy problem z niską aktywnością zawodową osób o słabych kwalifikacjach, które mają pewne bariery przed wejściem na rynek pracy. Każdy ma zapewne pewną płacę progową, po której otrzymaniu jest gotów podjąć zatrudnienie. Osoby podejmujące pracę w niskopłatnych zawodach będą dzięki reformie otrzymywały więcej na rękę o około 150 zł, więc może uda się przyciągnąć dodatkowe osoby na rynek pracy, ale nie wydaje mi się, by efekt był duży. Może zwiększyć się też podaż legalnej pracy, ponieważ atrakcyjność pracy w szarej strefie spadnie.

Jak ocenia Pan wprowadzenie tzw. minimalnego podatku od korporacji?

Moja opinia na ten temat nie jest jednoznaczna. Z pewnością nie tylko w Polsce mamy problem z opodatkowaniem dużych firm, szczególnie międzynarodowych korporacji i należy go rozwiązywać. Mam jednak pewne wątpliwości co do zaproponowanego rozwiązania w Polsce. Po pierwsze, jego konstrukcja sprawia, że trudno dzisiaj powiedzieć, które firmy będą faktycznie go płaciły. Po drugie, na międzynarodowym poziomie prowadzone są prace na temat wprowadzenia globalnego minimalnego podatku CIT. Być może niepotrzebnie wyprzedziliśmy te działania, a lepszym rozwiązaniem byłoby poczekanie na konkluzje na forum międzynarodowym.

Czy Europa zareagowała albo planuje zareagować na pandemię wzrostem progresywności systemów podatkowych? Jakie są najgłośniejsze przykłady?

Główne zmiany zachodzą w zakresie narracji o podatkach. W UE wzmocniły się głosy, że Wspólnota potrzebuje własnych podatkowych dochodów, np. minimalnego podatku CIT, węglowego, od transakcji finansowych czy cyfrowego. Wzmocniły się także narracje równościowe podkreślające konieczność wyższego opodatkowania osób o wysokich dochodach i dużych korporacji. Te zmiany w narracji pewnie stopniowo będą przekładały się na konkretne rozwiązania. Na razie mamy pojedyncze działania w niektórych krajach. Przykładowo w Wielkiej Brytanii zapowiedziano wzrost składki, z której finansowane są świadczenia społeczne i opieka zdrowotna.