Premia za dyplom maleje

Przepaść pomiędzy poziomem wynagrodzeń uzyskiwanych przez osoby posiadające dyplom wyższej uczelni a tymi, które zaledwie skończyły szkołę średnią w USA rosła drastycznie w latach 80. poprzedniego stulecia. Od początku następnej dekady różnica ta powoli malała i chociaż nadal jest wyraźna, to w latach 2010-15 absolwenci studiów przestali zasadniczo powiększać swoją dochodową przewagę nad mniej wykształconą częścią populacji. Co się stało? I czy w Polsce obserwujemy podobny trend?

Reklama
Robert G. Valetta z National Bureau of Economic Research wskazuje na dwa potencjalne zjawiska występujące na obecnym rynku pracy, które wyjaśniają pojawienie się opisanej powyżej tendencji ˗ spadek znaczenia średnio zaawansowanych kompetencji napędzany przez technologiczny postęp („polaryzacja”) oraz powszechne zmniejszenie się zapotrzebowania na zaawansowane poznawczo umiejętności („degradacja umiejętności”) na rynku pracy.

Różni badacze łączyli zazwyczaj wzrost dysproporcji w wynagrodzeniach pomiędzy grupami o różnym poziomie wykształcenia między innymi rozwojem zawodów opartych na komputerach i powiązanych z nimi technologiach, które wymagały kompetencji nabywanych na studiach. Występująca w ostatnich latach stagnacja we wzroście płac najlepiej wykształconych osób sugeruje, że czynniki, które wcześniej napędzały ich wzrost, wyczerpały się.

Pierwsza hipoteza wyjaśniająca obserwowany w USA (i jak wykażę później również w Polsce) trend to „polaryzacja” rynku pracy. Zjawisko to jest charakterystyczne dla wielu rozwiniętych gospodarek. Polega na zmianie rozkładu zatrudnienia osób z dyplomem uczelni wyższej, polegającej na tym, że coraz większa część osób z tej grupy zajmuje stanowiska, które są stopniowo likwidowane albo osłabiane na skutek automatyzacji pracy i innych powiązanych z nią czynników (takich jak outsourcing usług czy nasilający się handel). Poza tym wzrost popytu na kompetencje poznawcze posiadaczy dyplomu studiów wyższego stopnia (ang. graduate degree, czyli odpowiednika co najmniej magistra w polskim systemie szkolnictwa wyższego) może utrzymywać, a nawet podnosić ich płacową przewagę nad posiadaczami tytułu licencjata (ang. college degree, czyli w USA czteroletnie studia odbywane po zakończeniu szkoły średniej). Polaryzacja sprawia, że dochodzi do osłabienia klasy średniej, co skutkuje tym, że jej zarobki zaczynają zbliżać się do poziomu osób zarabiających niewiele. Uderza to przede wszystkim w „rutynowe” zawody: proste umysłowe prace biurowe oraz prace fizyczne obejmujące powtarzalne zadania produkcyjne czy monitoring. Chodzi zasadniczo o pracowników odpowiadających za środkową część rozkładu płac i rozkładu stopnia zaawansowania kompetencji.

Degradacja umiejętności

Inni badacze, na których prace powołuje się Valetta, wyjaśniają zmniejszanie się wysokości „premii za dyplom” zjawiskiem „degradacji umiejętności”. Wskazują na spadek po 2000 roku popytu na poznawcze umiejętności, będący wynikiem osiągnięcia przez sektor IT dojrzałości skutkujące spadkiem inwestycji w ten obszar rynku pracy. W wyniku tego osoby posiadające wysoki poziom kompetencji zawodowych mają coraz mniejsze szanse na znalezienie atrakcyjnej posady, zaczynają więc rywalizować z gorzej wykształconymi pracownikami o zawody wymagające mniej wymagających poznawczych działań, co spycha ich w dół kompetencyjnej drabiny.

Valetta zaobserwował, że po 2000 roku rozwinęło się zjawisko „ześlizgiwania się w dół” posiadaczy stopnia licencjata w kierunku prostych rutynowych prac. Po 2010 roku luka płacowa pomiędzy posiadaczami licencjata (college degree) i magistra (graduate degree) nieco spadła, co sugeruje, że kontynuowanie studiów wyższych na kolejnych szczeblach gwarantuje mniejszą przewagę kompetencyjną na rynku pracy niż w przeszłości. Ma na to wpływ prawdopodobnie zjawisko „degradacji umiejętności”, które odgrywa coraz większą rolę na najwyższych poziomach kompetencyjnej drabiny. Wyniki analiz Valetty wskazują generalnie, że w USA występuje coraz większa konkurencja pomiędzy dobrze wyedukowanymi osobami o malejącą liczbę dobrze płatnych miejsc pracy.

Spadek premii za wykształcenie w USA faktycznie przestał rosnąć, ale pamiętajmy, że wciąż jest na jednym z najwyższych poziomów wśród krajów OECD. Wynika to głównie z faktu, że studia w USA są płatne, a najlepsze uczelnie są bardzo drogie i mocno selektywne. Amerykańska specyfiką jest też niska mobilność społeczna, która wynika między innymi z tego, że trudno jest tam zapewnić dzieciom dobre studia, co jest możliwe dzięki pieniądzom i kontaktom rodziców – komentuje Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego.

Przytaczane przez badacza inne prace wskazują na to, że dla większości Amerykanów inwestycja w studia wyższe nadal się spłaca, jednak stopa zwrotu z inwestycji jest bardzo zróżnicowana w całej populacji absolwentów. Biorąc pod uwagę wypłaszczenie się wykresu zmiany wartości premii za dyplom w ostatniej dekadzie oraz stale rosnące koszty edukacji, inwestycja w studia staje się nieopłacalna dla coraz większej liczby osób.

Valetta stawia tezę, że spada korelacja między rozwojem technologii a zwrotem z inwestycji w studia wyższe. Może to negatywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy, bowiem kapitał ludzki był jednym z najważniejszych czynników wzrostu rozwiniętych gospodarek.

Zmiany technologiczne, w tym przede wszystkim rozwój e-gospodarki, spowodowały, że rośnie popyt na umiejętności, które niekoniecznie wymagają formalnego wykształcenia. Do typowych przedstawicieli górnych klas dochodowych, czyli prawników czy lekarzy, dołączają np. Internetowi przedsiębiorcy, którzy często nie ukończyli studiów – mówi Tomkiewicz.

W tym miejscu nasuwa się pytanie: czy również w Polsce zmalała w ostatniej dekadzie premia za dyplom i z czego wynika ewentualna zmiana?

Wartość polskiego dyplomu

Okazuje się, że opisywane zjawisko deprecjacji dyplomu studiów wyższych w kontekście wynagrodzeń występuje również w Polsce. Co więcej, wygląda na to, że jest wyraźnie silniejsze niż w USA. Z analiz Valetty wynika, że stosunek wynagrodzeń osób z wyższym wykształceniem do osób ze średnim wzrastał stopniowo w latach 2000-2010, po czym utrzymywał się na stabilnym poziomie w latach 2010-2015. W Polsce na natomiast doszło do odwrotnej tendencji: o ile w latach 2004-2014 płace osób z wykształceniem średnim ogólnokształcącym, zasadniczym zawodowym lub gimnazjalnym stanowiły ok. 55,6 proc. średniego wynagrodzenia osób z licencjatem lub wyższym tytułem* (dane pochodzą z GUS, wziąłem pod uwagę wynagrodzenia z lat 2004, 2010, 2014, 2018), o tyle w 2018 roku (najnowsze dostępne dane) relacja ta zwiększyła się do 57,9 proc. (w 2010 roku badany stosunek spadł nieznacznie do 54,2 proc.). Oznacza to, że w ostatnich latach maleje w Polsce finansowa premia za ukończenie studiów wyższych. Co ciekawe, trend z ostatnich lat jest słabszy, jeśli porównamy zarobki osób z wykształceniem średnim ogólnokształcącym i wyższym (w tym przypadku stosunek wzrósł nieznacznie z ok. 61,5 proc. w 2004 i 2010 roku do ok. 63 proc. w 2018 roku). Wskazuje to, że osoby z zawodowym dyplomem albo po gimnazjum pod względem wynagrodzeń poprawiły swoje położenie wobec najlepiej wykształconych bardziej niż licealiści. - W Polsce premia za dyplom jest niższa niż w USA, ponieważ studia na uczelniach publicznych są u nas bezpłatne, a te w prywatnych nie tak drogie jak w Stanach, więc ich dostępność jest większa – mówi Tomkiewicz.

Dynamice zmian w sile wpływu wykształcenia na poziom wynagrodzeń przyjrzał się socjolog Henryk Domański. Zauważył, że wykształcenie różnicowało zarobki w coraz większym stopniu po upadku systemu komunistycznego. Tendencja ta utrzymywała się do 2015 roku, kiedy to dystans zarobkowy między osobami z wyższym wykształceniem w stosunku do średniej osiągnął swoje apogeum. W latach 2005-13 dochodowa przewaga absolwentów studiów wyższych wobec średniej malała. Wyniki te potwierdzają zdaniem Domańskiego hipotezę, że obniża się opłacalność wyższego wykształcenia, co wynika jego zdaniem z nadpodaży osób z dyplomem wyższej uczelni na rynku pracy. Zaznacza jednak, że to jedna z możliwych interpretacji, bowiem nie jesteśmy w stanie oddzielić efektu nadprodukcji absolwentów uczelni od innych czynników oddziałujących na nierówność zarobków.

Hipotezę Domańskiego potwierdzają analizy przeprowadzone przez Macieja Szczepanika z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, który stwierdził, że duża podaż pracy oferowanej przez absolwentów wyższych uczelni spowodowała spadek dynamiki wzrostu ich wynagrodzeń w stosunku do poprzednich lat, gdy dobrze wykształconych osób na rynku pracy było znacznie mniej. W 2018 r. 44 proc. młodych dorosłych Polaków posiadało wyższe wykształcenie (odsetek zbliżony do średniej państw OECD), wynika z raportu "Education at a glance 2019". W 2008 roku udział ten wynosił 32 proc. Badacz zauważył, że wzrost liczby absolwentów przyczyniał się też (jego analiza objęła lata 2005-2014) do wzrostu ogólnego poziomu płac w sektorze przedsiębiorstw. Zdaniem Jacka Tomkiewicza gwałtowny wzrost liczby studiujących musiał siłą rzeczy spowodować spadek jakości kształcenia i wzrost liczby absolwentów w społeczeństwie, więc pozycja przetargowa i "jakość" (wiedza, umiejętności) przeciętnego absolwenta spadła. - Wzrost liczby studentów w Polsce przypada głównie na kierunki humanistyczne i społeczne, które kształcą dla branż, gdzie raczej nie płaci się dużo, więc dyplom daje stosunkowo małą premię – wyjaśnia.

Zwrot z inwestycji w studia: Polska na tle OECD

Nasuwa się w tym miejscu pytanie o wielkość premii za wyższe wykształcenie w Polsce w relacji do innych krajów OECD. Odpowiedzią na nie zajęły się badaczki Karolina Goraus-Tańska oraz Zuzanna Osika w artykule „Stopnie wyższego wykształcenia a zarobki w Polsce i innych krajach OECD”. Okazało się, że zdecydowanie największy zwrot z edukacji wyższej (spośród przeanalizowanych przez nie krajów) występuje w Grecji, gdzie osoby z dyplomem studiów wyższych zarabiają o 40 proc. więcej niż osoby ze średnim wykształceniem. Wynik dla Polski to 24 proc. Opłacalność studiów nad Wisłą jest więc znacznie niższa niż w Korei Płd. (analogiczna różnica wynosi tam 37 proc.), Irlandii (34 proc.), Hiszpanii (31 proc.) czy Francji (29 proc.). Wyprzedzają nas też Japonia i Izrael (kolejno 27 i 26 proc.). Na drugim krańcu zestawienia znajdują się kraje skandynawskie (Norwegia – 17 proc., Dania – 20 proc., Finlandia – 24 proc.).

Różnica pomiędzy stopą zwrotu z wykształcenia magisterskiego i licencjackiego wyniosła w Polsce 12,5 punktów procentowych (wartość stopy odpowiednio 29 proc. oraz 16,5 proc.). Gdzie najbardziej opłaca się robić tytuł magistra? Największa różnica w zarobkach pomiędzy posiadaczami dyplomu drugiego i pierwszego stopnia występuje we Francji, Korei Płd. oraz Japonii (kolejno 30, 26 i 21 pkt proc. różnicy w zarobkach w porównaniu do osób ze średnim wykształceniem).

Jednym z wyjaśnień spadku premii za dyplom w Polsce może być demograficzna struktura absolwentów.

Polską specyfiką jest lepsze wykształcenie kobiet niż mężczyzn, które jednak dużo częściej trafiają do zawodów wymagających wykształcenia, ale są nisko płatne: nauczycielki, pielęgniarki, urzędniczki, sektora publicznego (biblioteki czy muzea), co także obniża premię za edukację – mówi Tomkiewicz.

Co opłaca się studiować?

Z innego artykułu Leszka Wincenciaka z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że przeciętna stopa zwrotu z dodatkowego roku edukacji wyższej w Polsce kształtuje się na poziomie 9,2-10,4 proc. Oznacza to, że skończenie studiów jest korzystne po uwzględnieniu premii w dochodach i kosztów edukacji. Najlepsze stopy zwrotu osiągali absolwenci kierunków z grupy „technika, przemysł, budownictwo” oraz „zdrowie i opieka społeczna”. Stosunkowo wysoką stopę osiągali również absolwenci „Nauk społecznych, gospodarki i prawa”. Co ciekawe, niższą niż przeciętnie uzyskiwały osoby z dyplomem z kategorii „Nauki przyrodnicze, matematyka i statystyka”.

Wyniki badania potwierdzają, że w Polsce najbardziej opłaca się studiować kierunki techniczne (technika, przemysł, budownictwo) oraz medyczne. Autor prognozuje, że wzrost podaży dobrze wykształconych specjalistów z tych dziedzin zadziała hamująco na tempo wzrostu wynagrodzeń, czyli pojawi się rynkowy mechanizm autokorekty (pod warunkiem jednak, że wysokie płace przełożą się na wzrost zainteresowania wspomnianymi obszarami studiów).

Doświadczenia innych zachodnich krajów pokazują, że premia za wykształcenia ma charakter cykliczny i jest zależna od wzajemnych relacji między popytem na pracę specjalistyczną a podażą dobrze wykształconych absolwentów. Podobnie jak Domański, autor pisze, że stopa zwrotu z edukacji obniżała się w trakcie transformacji ustrojowej w Polsce.

*GUS oblicza wynagrodzenia osób z wyższym wykształceniem w podziale na dwie kategorie: wyższe ze stopniem naukowym co najmniej doktora oraz tytułem magistra, lekarza lub równorzędnym oraz wyższe z tytułem inżyniera, licencjata, dyplomowanego ekonomisty lub równorzędnym