Pułapka średniego dochodu. Co to tak naprawdę znaczy?

Pojęcie „pułapka średniego dochodu” zostało stworzone w 2006 roku przez ekonomistów Banku Światowego. Określa się tym mianem sytuację, w której gospodarka danego kraju wpada w długotrwałą stagnację po latach intensywnego wzrostu.

Reklama

W opublikowanym w 2012 roku artykule „Avoiding Middle-Income Growth Traps” ekonomiści tej instytucji przyjrzeli się z bliska wspomnianemu zjawisku. Zauważyli, że wiele krajów osiągnęło średni poziom PKB per capita na skutek szybkiego wzrostu gospodarczego z drugiej połowy poprzedniego stulecia. Tylko garstce udało się jednak awansować do finansowej ekstraklasy.

Spośród 101 krajów, które w 1960 roku były uznawane za państwa o średnim dochodzie, tylko 13 awansowało w 2008 roku do grupy o wyższych.

Lista zapewne okaże się dla wielu osób bardzo zaskakująca to: Grecja, Irlandia, Izrael, Japonia, Korea Płd., Mauritius, Portugalia, Hiszpania, Portoryko, Tajwan, Singapur, Hongkong i Gwinea Równikowa. Wiele z nich to małe kraje, niektóre ze specjalnym statusem (Hongkong, Singapur), inne są bardzo bogate w surowce naturalne (Gwinea Równikowa), jeszcze inne to państwa bazujące na walorach turystycznych (Mauritius). Kilka z nich opuściło już ekskluzywną listę. To Grecja (załamanie gospodarcze), Gwinea Równikowa (w wyniku spadku cen ropy naftowej) oraz Mauritius (z powodu stagnacji gospodarczej). Wśród regionów, które negatywnie wyróżniają się pod względem liczby krajów, które wpadły w interesującą nas pułapkę, znajdują się trzy: Ameryka Łacińska, Bliski Wschód (z wyłączeniem państw z bogatymi zasobami ropy naftowej) oraz Afryka Północna.

Koncepcję pułapki średniego dochodu podważa prof. Akademii Leona Koźmińskiego i autor książki „Europejski lider wzrostu. Polska droga od ekonomicznych peryferii do gospodarki sukcesu” Marcin Piątkowski. – Jest to koncepcja nośna medialnie, na którą nie ma jednak naukowych dowodów. Think tank Center for Globar Development opublikował właśnie raport, który potwierdził to, czego wraz z wieloma innymi ekonomistami spodziewaliśmy się od dawna ˗ od połowy lat 80. kraje o średnim poziomie dochodu rosły szybciej niż kraje rozwinięte, a nawet szybciej niż kraje biedne. Jest to empiryczny i twardy dowód na to, że koncepcja pułapki średniego dochodu jest fałszywa. Jej jedyną zaletą jest prowokowanie do debaty na temat przeprowadzania pożądanych zmian gospodarczych – mówi ekspert.

Tajemnica sukcesu azjatyckich tygrysów

Część ekonomistów uważa, że pułapka średniego dochodu dopada gospodarki, które osiągnęły poziom PKB na osobę przekraczający 17 tys. dol. amerykańskich w cenach stałych z 2005 roku. Polska przekroczyła ten poziom już na początku poprzedniej dekady. Nasza gospodarka ma jednak cechy, które zwiększają ryzyko, że nie awansujemy do finansowej elity.

Na najważniejsze determinanty wpadnięcia w ową pułapkę zwrócili uwagę badacze Dorota Ciesielska-Maciągowska oraz Mariusz Radlo ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie w artykule „Determinanty wejścia w pułapkę średniego dochodu: perspektywa Polski”. Wejście w pułapkę średniego dochodu wynika zwykle ze spadku wydajności czynników wytwórczych (TFP – total factor productivity, czyli dóbr i usług wykorzystywanych w procesie produkcji, które obejmują pracę, ziemię i kapitał), która odzwierciedla zmiany wydajności wynikające z postępu technologicznego i organizacyjnego. Państwa znajdujące się w „pułapce” nie są w stanie zwiększać TFP, ponieważ nie potrafią przesuwać zatrudnienia z sektorów rolniczych do przemysłu. Przestaje w nich rosnąć także wydajność pracy w przemyśle, ponieważ bazują na imporcie technologii, który przestaje wystarczać. Nieskuteczna staje się również polityka promowania eksportu z wykorzystaniem osłabiania własnej waluty oraz inwestycje niezwiązane z podnoszeniem innowacyjności gospodarki i tworzeniem nowych technologii. Co ciekawe, wysoki poziom inwestycji nie wystarczy – wiele krajów z wysoką stopą inwestycji utknęło w „pułapce”. Bardzo istotna jest natomiast struktura gospodarki i jej przewagi konkurencyjne w wymianie międzynarodowej. Kraje, którym nie udało się awansować do grupy państw rozwiniętych charakteryzowały się specjalizacją produkcji i sprzedażą dóbr w niewielkim stopniu technologicznie zaawansowanych. Co sprawia, że kraj może doświadczyć zaawansowanego postępu gospodarczego? Jego gospodarka musi posiadać innowacyjne i nowoczesne sektory. Kraje tkwiące w pułapce średniego dochodu wyspecjalizowały się w rozwoju działalności opartej o niską i średnią technikę, co umożliwiło szybki wzrost PKB i płac. Na pewnym poziomie działalność ta okazywała się jednak w niewielkim stopniu opłacalna.

Autorzy artykułu przywołują również inne ekonomiczne stanowiska, według których kluczowe dla wyjścia z pułapki średniego dochodu jest nie stałe udoskonalanie produkcji tych samych dóbr, ale zdolność przesuwania akcentów w gospodarce na działalności związane wyższymi poziomami wydajności pracy. Najbardziej odporne na stagnację gospodarczą są zróżnicowane gospodarki, które posiadają dobrze połączone ze sobą przemysły. Taka struktura gospodarki umożliwia gromadzenie dużej ilości kapitału ludzkiego i fizycznego, rozwój know-how firm oraz wzrost poziomu organizacyjnego gospodarek. Wśród ważnych powodów wpadnięcia w pułapkę średniego dochodu badacze wymieniają natomiast niską jakość systemu prawnego oraz problemy z egzekwowaniem kontraktów i praw własności, a także nadmierny przerost sektora publicznego i przeregulowanie rynków (pracy, produktów i kredytowego).

Co charakteryzuje kraje, które nie wpadły w omawianą „pułapkę”? Przyjrzyjmy się gospodarczym prymusom, czyli Korei Południowej i Tajwanowi, którym udało się uniknąć tego losu. Jak napisali Ciesielska i Radlo w swojej pracy, owy sukces to efekt udanej transformacji struktury gospodarek w kierunku wytwarzania zaawansowanych dóbr cechujących się wysokim udziałem wartości dodanej. Być może kluczem do powodzenia było to, że nowo powstałe, zaawansowane technologicznie branże, były powiązane w tych krajach z już istniejącymi i korzystały z wypracowanego przez nie know-how oraz technologii. Ważna była również polityka gospodarcza, która była dobrze skoordynowana z wprowadzanymi zmianami strukturalnymi.

Polska gospodarka w pułapce średniego dochodu?

Według autorów raportu Deloitte oraz Banku DNB Polska zatytułowanego „Kierunki 2016. Polska w pułapce średniego dochodu”, nasza gospodarka spełniła wszystkie warunki utknięcia w pułapce średniego dochodu. Największe jej słabości to zdaniem autorów raportu niewielki potencjał wzrostowy czynników produkcji oraz struktura. Sytuację sugestywnie zobrazował niedługo po ukazaniu się raportu CEO DNB Banku Artur Tomaszewski:

W sektorze przemysłowym, którego udział w tworzeniu wartości dodanej w Polsce jest zbliżony procentowo do Niemiec, polski pracownik wytwarza 19 tys. euro, a niemiecki 64 tys. euro rocznie, czyli przeszło trzy razy więcej i takie są też różnice w płacach netto. Gdy Polak zarabia rocznie średnio 7 tys. euro, to Niemiec już niemal 27 tys. euro. Wzrost w krajach rozwiniętych nie bierze się przy tym z pracy cięższej, ale „mądrzejszej”, co oznacza korzystanie z lepszych technologii i technik produkcji w celu wytwarzania większej wartości dodanej na pracownika – bez zwiększania zasobów pracy i kapitału, które z natury są ograniczone.

Autorzy dokumentu wskazują na spadającą dynamikę wzrostu wydajności czynników produkcji. Jak prezentuje się z szerokiej perspektywy efektywność polskich branż i firm? Aby odpowiedzieć na to pytanie, autorzy dokumentu podzielili polską gospodarkę na 19 głównych sektorów, które układają się w cztery grupy. W pierwszej z nich TFP rośnie. To m. in. gastronomia, zakwaterowanie, zdrowie oraz rolnictwo. Niestety odpowiadały one w 2016 roku za zaledwie tylko ok. 10 proc. wartości dodanej brutto w gospodarce. Druga grupa to sektory charakteryzujące się stabilnym, ale spadającym TFP - to przemysł przetwórczy, informacja i komunikacja, działalności finansowa i ubezpieczeniowa oraz administrowanie i działalność wspierająca (łącznie ponad 29 proc. wartości dodanej brutto). Kolejna grupa to sektor wodny, budownictwo, transport i magazynowanie oraz obsługa rynku nieruchomości (łącznie ok. 20 proc. wartości dodanej brutto), w której wzrost produktywności w ostatnich latach (przed 2016) był bliski zeru. Ostatnia kategoria to sektory z malejącym w coraz szybszym tempie TFP, które odpowiadały aż za 40 proc. wartości dodanej brutto. Należą do niej m. in. handel, edukacja, sektor energetyczny oraz sektor publiczny.

Czy to jednak na pewno problem? – Spadek TFP to naturalne zjawisko ˗ im bogatszy kraj oraz im bardziej rozwinięta gospodarka, tym trudniej „wycisnąć” z niej duże wzrosty. W przeszłości polski wzrost oparty był o niską bazę oraz absorpcję zachodnich technologii. Do spadku wydajności pracy oraz TFP doszło na całym świecie, a nie tylko w Polsce. Doświadczyły tego nawet najbardziej innowacyjne gospodarki takie jak Korea Płd., która notuje niższy wzrost TFP niż Polska. W krajach rozwiniętych TFP jest właściwie bliskie zera. Nawet w przypadku szybko rosnącej gospodarki Chin wzrost wydajności czynników wytwórczych spadł w ciągu dekady z 2,8 proc. do 0,7 proc. rocznie obecnie – mówi Piątkowski. Podkreśla jednak, że chociaż problem jest globalny, to nie oznacza, że zjawisko to nie martwi w kontekście Polski, ponieważ wzrost oparty o TFP i efektywność pracy jest najefektywniejszy.

Artur Tomaszewski i wiceprezes zarządu PKB Banku Polskiego Rafał Antczak wskazali w odniesieniu do wspomnianego raportu, że polska gospodarka ma dychotomiczny charakter: część sektorów ciągnie ją w górę, a część spowalnia. Eksperci wskazują na konieczność stworzenia strategii restrukturyzacji tych części gospodarki, w których wydajność czynników wytwórczych spada. To właśnie zrobiły kraje, którym udało się dołączyć go gospodarek rozwiniętych. - Jasne jest, że polska gospodarka w znacznym stopniu wykorzystała przewagę, którą dysponowała: zasoby wykształconych pracowników, tańszych niż na zachodzie Europy. Przyciągało to inwestycje i inwestorów. Ale czynnik ten już przed pandemią wyczerpywał się. Teoretycznie wiadomo, co należy zrobić, by wyjść z pułapki średniego rozwoju: należy poprawić otoczenie instytucjonalne gospodarki oraz zwiększać wydatki na B+R. Niezbędna jest także odpowiedzialna polityka makroekonomiczna - taka, która pozwala uniknąć nierównowag ekonomicznych i finansowych – komentuje Tomaszewski.

Kolejną bolączką nadwiślańskiej gospodarki są demograficzne trendy, które wskazują, że z roku na rok zasoby naszej siły roboczej będą się kurczyły. Jak może temu przeciwdziałać skuteczna polityka demograficzna? Autorzy raportu wskazują m. in. na stworzenie odpowiedniej strategii imigracyjnej oraz wzrost efektywności wykorzystania aktualnych zasobów siły roboczej, w tym przenoszenie pracowników z sektora publicznego do prywatnego oraz podniesienia jakości kształcenia.

Ostatni poważny problem z jakim zmaga się Polska według autorów raportu to niedobór kapitału. Wyliczyli oni, że luka inwestycji i oszczędności wynosi ok. 4 proc. PKB rocznie.

To ich zdaniem duży deficyt kapitału, który może zachwiać równowagą makroekonomiczną kraju. Sytuacja wymaga zdaniem ekspertów zwiększenia oszczędności w sektorze publicznym i prywatnym. Wzrost oszczędności krajowych w sektorze publicznym można osiągnąć poprzez stałe zmniejszanie deficytu. Cięcie o 1 proc. PKB dałoby rocznie 15 mld zł oszczędności. W przypadku sektora prywatnego należy oczekiwać wzrostu średniej stopy oszczędności o 2 proc. PKB. Dla firm oznacza to konieczność zwiększenia zysków o ok. 1/3 w porównaniu do poziomu z 2016 roku. Jak to zrobić? - Polskie firmy muszą podnosić poziom swoich oszczędności, by przejmować zagraniczne podmioty i przenosić część produkcji do Polski. Pozyskiwana technologia pozwalałaby podnosić krajową produktywność czynników produkcji – mówi Tomaszewski. Część polskich firm już realizuje tę strategię, ale skala jest zbyt mała.

Zupełnie inaczej sytuację polskiej gospodarki postrzega Piątkowski. – Nawet gdyby pułapka średniego dochodu istniała, to Polska nie tkwiłaby w niej, bowiem trudno o niej mówić w kontekście gospodarki, która w ciągu ostatnich 30 lat jest liderem europejskiego wzrostu PKB i w której PKB per capita wzrosło w tym czasie trzykrotnie, czyli najwięcej w Europie – mówi ekspert.

Polska nieinnowacyjna

Z artykułu autorstwa Jakuba Raszki z Uniwersytetu Gdańskiego oraz Adrianny Smyk z UMK w Toruniu zatytułowanego „Pułapka średniego dochodu – mit czy realne zagrożenie dla polskiej gospodarki?” wynika, że innym kluczowym problemem polskiej gospodarki może być jej przestarzała struktura, w której sektory oparte na wiedzy i nowych technologiach odgrywają relatywnie niewielką rolę, w przeciwieństwie do sektorów nisko produktywnych. Autorzy porównują Polskę w tym aspekcie do Niemiec i unijnej średniej ˗ analiza wypada mocno na naszą niekorzyść. Zwracają także uwagę na znaczenie produktów high-tech w eksporcie ˗ generalnie im wyższy ich udział, tym mniejsza szansa na wpadnięcie kraju w stagnację gospodarczą. „W 2018 roku udział dóbr zaawansowanej technologii w polskim eksporcie wyniósł zaledwie 8,4 proc., przy średniej krajów UE wynoszącej 17,9 proc, a w przypadku wiodących gospodarek europejskich około 20 proc., co po raz kolejny potwierdza zapóźnienie Polski w pod względem innowacyjności jej gospodarki” – piszą w artykule badacze.

Polska jest też krajem mało innowacyjnym. W raporcie „European Innovation Scoreboard 2019” została zaliczona do grupy państw umiarkowanie innowacyjnych. Porównajmy wybrane wskaźniki innowacyjności polskiej i niemieckiej gospodarki, która została uznana w raporcie za kraj wysoko innowacyjny, wobec czego powinna stanowić dla nas punkt odniesienia. Najważniejsze wskaźniki z dokumentu (wskaźnik dla całej UE=100; dane z 2018 roku):

  • Wydatki publiczne na badania i rozwój: Polska – 35,4, Niemcy – 150,5;
  • Wydatki przedsiębiorstw na badania i rozwój: Polska – 48,3, Niemcy – 154,7;
  • Aplikacje patentowe: Polska – 14,7, Niemcy – 177,8;
  • Eksport produktów średniej i wysokiej techniki: Polska – 79,8; Niemcy – 131,4;
  • Eksport usług opartych na wiedzy: Polska – 45,6, Niemcy – 114.

Widzimy więc, że od jednego z europejskich gospodarczych liderów dzieli nas w zakresie innowacyjności nadal przepaść. Co ciekawe, sytuacja Polski w odniesieniu do unijnej średniej poprawiła się na przestrzeni ostatnich lat tylko w kilku kategoriach: w porównaniu do 2011 roku zwiększyliśmy znacznie wskaźnik „wydatków przedsiębiorstw…” (z 14,2 do 48,3) oraz „aplikacji patentowych” (z 11,8 do 14,7), pogorszeniu uległy jednak wskaźniki „wydatków publicznych…” (duży spadek z 65,4 do 35,4) oraz „eksportu produktów…” (z 88,7 do 79,8). Raszka i Smyk podkreślają jednak, że w polskiej gospodarce widoczny jest powolny wzrost znaczenia innowacyjnych sektorów.

Autorzy wspomnianego rankingu oraz innych opisujących poziom innowacyjności (Global Innovation Index, Bloomberg Innovation Index, Globar Competitiveness Index) plasują Polskę daleko od globalnej czołówki, wskazując na niewielki wpływ innowacji na poziom wzrostu gospodarczego, wartość nakładów na badania i rozwój czy dostęp polskich firm do nowych technologii.

Polityka gospodarcza

Rząd Zjednoczonej Prawicy nakreślił strategię rozwoju polskiej gospodarki, której celem jest uniknięcie ryzyka wytracenia przez nią tempa wzrostu w dokumencie "Strategia na rzecz odpowiedzialnego rozwoju do 2020 roku (z perspektywą do 2030 roku)". Analiza zdiagnozowała słabości gospodarki oraz wskazała na działania potrzebne do ich przezwyciężenia. To między innymi konieczność zwiększenia znaczenia dóbr i usług opartych na wiedzy i nowych technologiach, wzrostu poziomu innowacyjności przedsiębiorstw oraz poprawę regulacji prawnych dla biznesu. Rząd wskazał także w tzw. Planie Morawieckiego na pogarszającą się demografię. To tylko teoria. Jak zmienia się sytuacja firm w naszym kraju?

Przyjrzyjmy się najważniejszym rankingom ekonomicznym, uwzględniającym m. in. środowisko biznesowe i prawne, w jakim działają polskie przedsiębiorstwa. Pod względem poziomu wskaźnika wolności gospodarczej, który odzwierciedla poziom restrykcyjności przepisów prawnych oraz zakres stosowania przymusu przez władzę w sferze gospodarki, Polska zajęła dopiero 46. miejsce na świecie (spadek z 39. pozycji, którą zajmowaliśmy w 2016 roku), plasując się za plecami Cypru czy Urugwaju. Jako uzasadnienie autorzy wskazali na rygorystyczny kodeks pracy, niewydolny system sądownictwa gospodarczego, rozbudowaną biurokrację oraz nieprzyjazny dla firm system podatkowy. Ciekawe wnioski płyną także z raportu Doing Business. Autorzy analizują w nim stopień regulacji biznesowych towarzyszących firmom na różnych etapach ich rozwoju. O ile w latach 2011-2017 pozycja Polski w tym zestawieniu rosła, o tyle w latach 2018 i 2019 zaobserwowano tendencję odwrotną (spadek pomiędzy 2017 a 2019 rokiem z 24. na 33. miejsce). W porównaniu do najlepszego dla Polski 2017 roku sytuacja pogorszyła się pod względem egzekwowania i płacenia podatków, ochrony inwestorów, dostępności kredytowania, rejestracji własności, dostępu do elektryczności oraz zakładaniu firm, co oznacza spadek oceny siedmiu z dziesięciu analizowanych obszarów prowadzenia działalności gospodarczej.

Pandemia a doganianie najbogatszych państw

Na perspektywy doganiania przez Polskę najbogatszych unijnych krajów mocno wpływa pandemia. Według lutowych szacunków KE PKB Polski w 2020 roku zmniejszył się o 2,8 proc. To jedna z najpłytszych recesji w całej Wspólnocie, co pokazuje, że dotychczas przechodzimy przez trwający na świecie gospodarczy szok relatywnie łagodnie. Jakie są jednak perspektywy? W 2021 roku wzrost gospodarczy nad Wisłą ma wynieść 3,1 proc. W 2022 roku ma przyśpieszyć do 5,1 proc. Pandemia może mieć też na naszą gospodarkę paradoksalnie pośrednio pozytywny wpływ, na co zwraca uwagę Tomaszewski: „Pandemia zmieniła, a wręcz wywróciła do góry nogami całą gospodarkę. Dotyczy to również perspektyw dla Polski. Pewien porządek ma szansę przywrócić unijny Plan Odbudowy dla Europy, zwany nowym Planem Marshalla, skupiony na dwóch głównych obszarach: cyfryzacji i transformacji energetycznej. Polska będzie jednym z jego największych beneficjentów i być może pozwoli nam uniknąć pułapki średniego dochodu w ciągu najbliższych lat. Pierwsze pozytywne skutki programu widoczne będą już w 2022 roku. Jak pokazują nasze wyliczenia, już wtedy polskie PKB wzrośnie dzięki niemu o 66,7 mld zł”. Ekspert zwraca uwagę na to, że wpłynie on bardzo pozytywnie na naszą gospodarkę. - W latach 2022-2023 wpływ funduszy NGEU odpowiadać będzie za ponad połowę całkowitego wzrostu PKB w tym okresie, a w kolejnych latach udział ten będzie utrzymywał się na znaczącym poziomie. W 2022 r. środki NGEU i finansowane nimi projekty inwestycyjne pozwolą utworzyć i utrzymać ponad 155 tys. stanowisk pracy. Szczególnie zyskają na tym usługi oraz przemysł przetwórczy – dodał.

Podobnie optymistycznie ocenia perspektywy naszego kraju Piątkowski. – Polska posiada gospodarcze DNA, które sprawia, że dobrze radzimy sobie również, a może przede wszystkim, w czasie kryzysu gospodarczego. Szacunki pokazują, że PKB naszego kraju w 2020 roku spadnie najmniej spośród wszystkich dużych gospodarek UE. Po raz pierwszy wyróżniamy się na tle unijnych i światowych najważniejszych gospodarek na plus – powiedział Piątkowski.