Na konferencji w ubiegłą środę, która dotyczyła nowych obostrzeń w związku z epidemią koronawirusa, premier Mateusz Morawiecki przekazał, że jeśli będzie powyżej 70-75 osób zakażonych koronawirusem na 100 tys. mieszkańców - będzie trzeba wdrożyć zasady "narodowej kwarantanny" m.in. zakaz przemieszczania się.

Rzecznik rządu został zapytany w poniedziałek w telewizji wPolsce.pl, co w praktyce będzie oznaczała kwarantanna narodowa.

"Jeżeli chodzi o wachlarz rozwiązań, wystarczy przyjrzeć się temu, co funkcjonuje w Europie. Widzimy, że są to m.in. większe ograniczenia, jeżeli chodzi o handel, czy kwestie związane z poszczególnymi sektorami usług. My, oczywiście, nie chcielibyśmy tych ograniczeń wprowadzać" - mówił Müller.

Jego zdaniem, spływające w ostatnich dniach dane dotyczące zachorowań pokazują, że "jest szansa, żeby w najbliższym tygodniu uniknąć tego wariantu". "Ale oczywiście jutro i pojutrze będziemy tak naprawdę widzieć to najmocniej, kiedy spłyną wyniki z tego tygodnia" - dodał.

"My cały czas wierzymy w to, że te obostrzenia, które są w tej chwili, nie doprowadzą do narodowej kwarantanny. Natomiast jeżeli miałoby to mieć miejsce, to zależnie od tego, jaki będzie próg wydolności służby zdrowia, będą podejmowane proporcjonalne środki" - oświadczył rzecznik rządu.

Reklama

Jak dodał, może to oznaczać "pewne ograniczenia, co do realizacji niektórych usług, być może również co do kwestii transportowych".

Dopytywany, czy możliwe jest wyłączenie ruchu lotniczego, rzecznik rządu podkreślił, że w tej chwili nie ma takich decyzji - jeśli chodzi o obszar UE.

"Nie mamy takiej sytuacji, jak kilka miesięcy temu, że w Polsce mamy określone ogniska i możemy je szybko identyfikować. To jest rozproszony system, jeżeli chodzi o zarażanie się, więc ograniczenie transportu z zewnątrz nie miałoby takich dobrych skutków, jak to miało miejsce wiosną. Aczkolwiek ja w tej chwili nie wykluczę tego w stu procentach, natomiast to nie jest wariant, który jest pierwszy brany pod uwagę" - mówił Müller.