Ekonomiści coraz zgodniejszym chórem wieszczą powrót stagflacji. To dla gospodarki wyjątkowo paskudne zjawisko, bo oznacza długotrwałą i wysoką inflacją połączoną z długim zastojem. Zwykłemu człowiekowi przynosi drożyznę, brak pracy i malejące dochody, zaś państwom niepokoje społeczne i kolejne krachy. A co najgorsze - brak sposobów, by skutecznie i szybko ją pokonać.
W przypadku stagflacji pewne jest przede wszystkim to, że potrafi zmienić bieg historii.
Reklama

Na początku był demontaż

Musimy chronić pozycję dolara amerykańskiego jako filaru stabilności monetarnej całego świata - oznajmił 15 sierpnia 1971 r. prezydent USA Richard Nixon. Dwa dni wcześniej zwołał naradę poświęconą sytuacji ekonomicznej kraju. Wskaźnik inflacji przekroczył 6 proc., a wysokość bezrobocia też się zbliżała do podobnego poziomu. Szef Fed Arthur Burns ostrzegał, iż realna jest groźba recesji. Tymczasem Amerykanie od końca II wojny światowej przyzwyczaili się do wzrostu gospodarczego oraz niskiej inflacji, która przez 25 lat nigdy nie przekroczyła 3 proc. Także bezrobocie właściwie nie istniało. Tej długoletniej idylli groził koniec i Nixon bał się, że jeśli nie podejmie radykalnych działań, to za rok przegra kolejne wybory.
Podczas narady rej wodził sekretarz skarbu John Connally, który uważał, że przyczyną problemów gospodarki USA jest układ z Bretton Woods. Latem 1944 r. do Ameryki przyjechały delegacje 44 państw - oprócz powołania Międzynarodowego Funduszu Walutowego zdecydowano też, że podstawowym pieniądzem w międzynarodowym obrocie będzie dolar oparty na parytecie złota. Inne waluty zostały z nim związane, zaś dozwolone wahania kursu nie mogły przekraczać 1 proc.
W Bretton Woods zgodzono się na jeszcze jedną rzecz. „Dolar nie mógł być już wymieniany na złoto przez obywateli amerykańskich. Stany Zjednoczone dysponowały zaraz po wojnie ogromnymi zasobami złota (wartości ok. 25 mld dol.), więc dysponowały dużymi możliwościami budowania na ich podstawie piramidy dolarów” - tłumaczy w książce „Złoto, banki, ludzie - krótka historia pieniądza” Murray Rothbard. „Europa dysponowała prawnie zagwarantowaną możliwością wymiany dolarów na złoto po kursie 35 dol. za uncję. I w miarę jak dolar stawał się coraz bardziej przewartościowany względem twardych walut i złota, rządy europejskie coraz chętniej korzystały z tej możliwości” - dodaje. Przez ćwierć wieku amerykańskie zasoby złota skurczyły się z ponad 20 do 9 mld dol. W zamian do USA napływały ze Starego Kontynentu coraz większe olbrzymie ilości „eurodolarów”, co napędzało inflację. Jednocześnie Ameryka miała ujemny bilans handlowy z Europą. Na pytanie Richarda Nixona, co z tym fantem można zrobić, Connally oznajmił, iż należy zniszczyć Bretton Woods.
Treść całego artykułu można przeczytać w piątkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej oraz w eDGP.