Wynegocjowany w okresie czterech dni przez 27 pozbawionych snu liderów układ, przewiduje wyemitowanie pierwszych wspólnych unijnych obligacji. Ten dług sfinansuje w rzeczywistości mechanizm ubezpieczeniowy, który ma na celu pomoc dla państw najbardziej dotkniętych koronawirusem, takich jak Włochy i Hiszpania, dowodząc w ten sposób europejskiej „solidarności”. Jednak ripostując Monnetowi i jego intelektualnym sukcesorom, wielu eurosceptyków (włączając tych, którzy tak jak ja są proeuropejscy) od dawna twierdzi, że Europa zawsze robi zbyt mało i zbyt późno. Nieważne, chodzi o kryzys strefy euro czy chaos uchodźczy, UE nigdy nie podejmuje do końca wyzwania.

Te dwie rywalizujące ze sobą narracje ramują debatę na temat przyszłości UE. Brukselski think tank Bruegel skarykaturyzował ten spór o (wizję UE – przyp. tłum.) jako: a) blok, który jest „wzmacniany przez przeciwności losu” prowadzące do nieustannej integracji kontra b) „spadające niebo”, które zdezintegruje Wspólnotę.

Jednak są osoby, które uważają, że jest to fałszywa dychotomia. Integracja nie jest podziałem na „tak i nie”, „ruch postępowy i wsteczny” oraz „postęp i regres”. Integracja i rozpad zachodzą natomiast w tym samym czasie.

W związku z tym lepszym sposobem na ujęcie niniejszej kontrowersji może być zastosowanie analogii do trwającej od dawna i toczonej przez biologów ewolucyjnych debaty pomiędzy „pełzającymi” a „szarpiącymi”. Biolodzy z pierwszej grupy wierzą, że ewolucja jest stopniowym i płynnym procesem adaptacji. Należący do drugiego obozu myślą, że przez wieki zmiana jest właściwie niezauważalna, aż do czasu, gdy nagłe wstrząsy wytworzą nową „nieciągłą równowagę”.

W tym podziale Monnet i wszyscy świętujący koronawirusowe porozumienie są „szarpiącymi”. W opozycji do nich wielu sceptyków jest „pełzaczami”, myśląc że zmiana jest powolna, ale zachodzi przez cały czas i niekoniecznie w sposób preferowany przez eurofilów. Jeśli chodzi o mnie, to jestem zarówno „pełzającym”, jak i „szarpiącym”.

Reklama

Niepokojące jest to, że zmiany w UE „pełzają” w złym kierunku. Pierwszą z kategorii jest gospodarka. Unijna Północ i Południe, czy mówiąc inaczej „rdzeń” i „peryferia”, oddalają się od siebie od początku kryzysu strefy euro i nadal będą to robić. Umowa z tego tygodnia, pomimo tego, że pierwotny model przyznawania fiskalnych dotacji tylko nieznacznie uległ w niej podczas targów osłabieniu, nie zmieni tego.

Jeszcze bardziej niepokojący jest inny rodzaj „wstecznego pełzania”. Chodzi o rozbieżność pomiędzy Zachodem i Wschodem w ich stosunku do podstawowych europejskich wartości takich jak demokracja, pluralizm kulturowy i praworządność. Węgry od dekady dryfują w kierunku „nieliberalnego” autorytaryzmu i niektórzy nie uważają ich już za demokrację. Polska zmierza w tym samym kierunku – w tegorocznych tamtejszych wyborach prezydenckich, („nieliberalny” – przyp. tłum.) zwycięzca wygrał kulturową wojnę m. in. z liberałami, kosmopolitami, gejami i lesbijkami.

To dlatego niektóre think tanki i przywódcy zachodnich krajów UE chcieli pierwotnie powiązać wypłatę pieniędzy z Brukseli (zarówno z przyszłego siedmioletniego budżetu, jak również nowej puli środków do walki z koronawirusem) ze stosowaniem się do orzeczeń TSUE w kwestiach takich jak praworządność czy wolność prasy. Jednak po misternych zachowaniach na pokaz polityków, przede wszystkim w wykonaniu węgierskiego premiera Wiktora Orbana, warunek ten został rozwodniony w mglistą obietnicę zajęcia się w najbliższym czasie tym tematem. Ceną porozumienia była unijna kapitulacja.

Warto o tym pamiętać, ponieważ 27 przywódców obwieściło w Brukseli definiowane w szczególny sposób „zwycięstwo”. W rzeczywistości UE pozostaje podzielona i rozdrobniona, a jeśli coś się zmieniło, to na gorsze. Oznacza to, że polityka zagraniczna i obronna Wspólnoty nadal będzie ponosiła porażki. Geopolitycznie rzecz biorąc Europejczycy są w coraz większym stopniu „wegetarianami wśród mięsożerców” takich jak Chiny, Rosja i USA.

Czy oznacza to, że przeznaczeniem UE jest zmierzch, który wcześniej stał się udziałem wielu cywilizacji? Niekoniecznie, ale prawdopodobnie. Ewolucja nie polega na ciągłym postępie na drodze do szlachetnego ideału, ale na dostosowywaniu się do rzeczywistości. Jeśli UE nie będzie w stanie dostosować się wystarczająco szybko, jak argumentowałem, to stanie w obliczu „pełzającej nieistotności”. Albo, co gorsza, „szarpiącej” jej odmiany.