Z Marcinem Kędzierskim rozmawia Emilia Świętochowska

Kiedy oglądał pan zdjęcia z brutalnych interwencji policji wobec protestujących przeciwko atakom na osoby LGBT, to co pan myślał?

Pierwsza myśl była taka, że przemoc jest zawsze czymś złym. Czymś, czego trzeba unikać i czego obawiam się w przestrzeni publicznej. Ale pomyślałem też o policjantach, którzy znaleźli się w trudniej sytuacji, nie mieli jasnych wytycznych, jak się w niej zachować.

Czy pana zdaniem zarzuty obrazy uczuć religijnych za zawieszenie tęczowej flagi na figurze Chrystusa to reakcja adekwatna, proporcjonalna?

Samo powieszenie flagi ruchu LGBT mnie nie obraża. Nie mam z tym specjalnego problemu. Traktuję ten gest jako rodzaj głupiej prowokacji. Na pewno za coś takiego nie zamyka się ludzi w więzieniu. Mam w ogóle problem z instytucją obrazy uczuć religijnych – jest według mnie kontrowersyjna i trudna do pojęcia. I oczywiście reakcja policji była nadmierna. Mogę zrozumieć motywy, które stały za zawieszeniem tęczowej flagi na figurze Chrystusa, choć nie pochwalam takiej manifestacji, bo rodzi ona napięcia, agresję i utrudnia rozmowę. Nie wiem też, czy długofalowo taka prowokacja będzie korzystna dla osób LGBT. Sądzę, że eskalacja przemocy do pewnego stopnia jest jednak na rękę dla obu stron konfliktu. Dla aktywistów – bo do zagranicznych mediów mogą pójść piękne obrazki pokazujące, jak to w Polsce prześladuje się osoby nieheteronormatywne. Z kolei zwolennicy prawego skrzydła Zjednoczonej Prawicy mogą krzyknąć do swojego obozu: patrzcie, trwa cywilizacyjna, ideologiczna wojna z ruchami LGBT, które seksualizują polską młodzież.

Reklama

Osoby LGBT są dziś według pana ofiarami nagonki?

Jeśli chodzi o osoby homoseksualne, to wydaje mi się, że polskie społeczeństwo od dłuższego czasu je akceptuje – i dobrze. Przecież nie jest tak, że na polskiej prowincji bije się gejów. W ostatnim czasie zmieniło się tam sporo pod względem obyczajowym. Natomiast faktycznie, jest pytanie o LGBT…

Zaraz, czyli dla pana osoby homoseksualne i LGBT to dwie różne kategorie?

Jeśli spotkałaby pani Jana Kowalskiego z Biłgoraja czy Krasnegostawu i zapytała go, kim jest homoseksualista, odpowiedziałaby, że to mężczyzna albo kobieta, która jest w związku z osobą tej samej płci. Natomiast jeśli spytałaby pani tego Kowalskiego, kim jest osoba transseksualna czy niebinarna, zapewne stwierdziłby, że to kompletnie abstrakcyjne i wydumane. I między innymi dlatego PiS gra kartą LGBT. LGBT wielu kojarzy się dziś też z hasłem „stop seksualizacji dzieci” wykorzystywanym przez konserwatywnych polityków i działaczy. Niektórzy są zdania, że jest ono całkowicie absurdalne. Ja uważam, że nie.