Pence ma przewodniczyć, jako przewodniczący Senatu, zapowiedzianemu na środę posiedzeniu obu izb Kongresu, na którym ma zapaść formalna decyzja zatwierdzająca wynik głosowania w Kolegium Elektorów. Przyznało ono zwycięstwo Bidenowi stosunkiem głosów 306:232, zgodnie z wynikami listopadowych wyborów.

We wniesionym pozwie republikański deputowany do Izby Reprezentantów z Teksasu Louis Gohmert oraz grupa republikańskich elektorów z Arizony domagali się zastosowania przepisów ustawy z 1887 r. określającej procedurę zatwierdzania przez Kongres wyników głosowania w Kolegium Elektorów.

Przyznaje ona wiceprezydentowi wyłączne prawo do "określania, które z głosów elektorskich z danego stanu zaliczyć do ostatecznego zestawienia".

W praktyce wiceprezydent pełni podczas posiedzenia rolę wyłącznie formalną i nie ma wpływu na wynik głosowania.

Sędzia Jeremy Kernodle, mianowany zresztą przez Trumpa, w uzasadnieniu orzeczenia oddalającego pozew stwierdził, że argumenty powodów "nie mają charakteru merytorycznego" i "nie są w stanie zmienić wyniku wyborów".

Reklama

Podobnie negatywną opinię o pozwie wydał resort sprawiedliwości a jego były już szef i prokurator generalny William Barr oświadczył, że nie widzi powodu aby powoływać specjalnego prokuratora, który zbadałby zasadność zarzutów prezydenta Trumpa. Twierdzi on, że podczas wyborów doszło do masowych fałszerstw.

Barr zrezygnował ze stanowiska w ub. tygodniu.

Trump, jego sztab wyborczy i sojusznicy wnieśli już łącznie ok. 50 pozwów kwestionujących wynik listopadowych wyborów. Prawie wszystkie zostały oddalone lub pozostawione bez rozpoznania. Prezydent przegrał również dwukrotnie w Sądzie Najwyższym.