To, co partię rządzącą irytuje, prędzej czy później wyląduje na biurku prezes Julii Przyłębskiej czule nazywanej przez prezesa PiS „odkryciem towarzyskim”. Odkąd zaś sprawy dotyczące stanu praworządności w naszym kraju zaczęły trafiać do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, było tylko kwestią czasu, kiedy władza zwróci się do swojego ulubionego organu, aby ten coś z tym fantem zrobił. No i stało się. W środę późnym popołudniem rzecznik rządu zapowiedział, że premier Mateusz Morawiecki skieruje do TK wniosek dotyczący „kompleksowego rozstrzygnięcia kwestii kolizji norm prawa europejskiego z konstytucją oraz potwierdzenia dotychczasowego orzecznictwa w tym zakresie”. To oczywiście reakcja na wtorkowy wyrok, w którym Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że zmiany, jakich większość rządząca dokonała w procedurze wyboru sędziów Sądu Najwyższego, mogły naruszać prawo unijne.
Absolwentka Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Z Dziennikiem Gazetą Prawną związana od 2006 r. Od roku zajmuje stanowisko zastępcy kierownika działu Prawo. Specjalizuje się w prawach konsumentów. W zakresie jej zainteresowań leży również wymiar sprawiedliwości, a przede wszystkim problemy związane z funkcjonowaniem sądownictwa powszechnego. Pisze także z zakresu prawa cywilnego oraz procedury cywilnej.
