Wojna na miarę czasów. "Ludzie w większości nie mają poczucia, że potrzebują być wolni" [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
26 grudnia 2021, 11:32
Jeden z protestów w Warszawie
<p>Jeden z protestów Strajku Kobiet w Warszawie</p>/Shutterstock
Spotykam na protestach tych samych znajomych, z którymi manifestowałam opór wobec rządów Jaruzelskiego. I wszyscy zadają to samo pytanie: czy po to chodziliśmy na manifestacje w stanie wojennym, żeby teraz znów chodzić? Z Andą Rottenberg i Małgorzatą Omilanowską-Kiljańczyk rozmawia Magdalena Rigamonti

Mówiłam, że będziemy rozmawiać o gotowaniu.

Anda Rottenberg: No właśnie.

Małgorzata Omilanowska-Kiljańczyk: I o świętach.

I polityce.

M.O.-K.: Na politykę się do końca nie umawiałyśmy.

Polityka kulinarna.

M.O.-K.: W pandemii grupa przyjaciół różnych talentów, ale kompletnych dyletantów kulinarnych, nieznających się na gotowaniu, wymienia się przepisami, które mają dwie cudowne zalety: po pierwsze są sprawdzone, powtarzane od lat i ktoś to je, a po drugie są proste.

Grupa przyjaciół zainspirowana przez Andę Rottenberg, w poczuciu bezradności zaczyna rozmawiać o jedzeniu.

A.R.: To są rozmowy o życiu i jedzeniu, również w czasach, kiedy wielu artystów nie ma co do garnka włożyć.

Sałatka z kartofli, cebuli, soli, pieprzu. Jak za stanu wojennego.

A.R.: I z czasów wojny - jak przepis Małgosi Niezabitowskiej odziedziczony po babci Lili.

M.O.-K.: Są potrawy Andrzeja Stasiuka, Olgi Tokarczuk, Leona Tarasewicza i Zbigniewa Hołdysa.

Anda Rottenberg Fot. Maksymilian Rigamonti
Anda Rottenberg Fot. Maksymilian Rigamonti

Protesty nic nie dają, listy poparcia bądź potępienia nic nie dają, nie działają na władzę.

M.O.-K.: Listy poparcia dają sygnał.

A.R.: Pokazują niezgodę.

Czyli nic nie dają.

M.O.-K.: Dziś nie podejmę się wzywania do wyprowadzenia środowisk artystycznych na barykady w obronie Zachęty czy innych instytucji, w obronie niezależności i wolności sztuki. Nie podejmę się, bo teraz trzeba walczyć o to, żeby ludzie na granicy nie umierali. A umierają. W katolickim kraju, który ma na ustach chrześcijańskie wartości, w XXI w. umierają ludzie w lasach. Z głodu, z zimna, z wyczerpania.

A.R.: Pamiętam zimę stulecia, przełom lat 1978 i 1979. Ściany śniegu. Chodziłam na spacery z psem i spotykałam Marka Grońskiego, a on mnie spytał, kiedy to się wszystko sypnie.

Ta komuna?

A.R.: Mówiłam, że już niedługo, bo przyjdzie moment, w którym ludzie będą mieli więcej do zyskania niż do stracenia. I kiedy nie będą już mieli nic do stracenia, to ruszą. Ten moment, w którym społeczeństwo biednieje, w którym mu się zamyka różne możliwości, a władza robi się coraz bardziej arogancka, znowu nadchodzi.

M.O.-K.: Ludzie w większości nie mają poczucia, że potrzebują być wolni, bo nie rozumieją, na czym polega wolność.

Małgorzata Omilanowska Fot. Maksymilian Rigamonti
Małgorzata Omilanowska Fot. Maksymilian Rigamonti

A.R.: Dopóki ktoś im nie wchodzi do domu i tej wolności nie zabiera.

M.O.-K.: Pojęcie wolności jest rozciągnięte, niejasne. Poza tym wielu z nas ma zakodowane, jeszcze z czasów plemiennych, że potrzebuje wodza.

A.R.: A jak się ma wodza, to się przestaje być odpowiedzialnym za cokolwiek... Więc proszę nam nie zadawać pytań o to, co robić, jak postępować. My rozumiemy, czym jest wolność, czym jest kultura i ubolewamy nad rozkładem państwa, ale w Polsce takich ludzi nie liczy się na miliony.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj