Kumulacja wyborów w 2023 r. Czy PiS przełoży wybory samorządowe na kolejny rok?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 września 2022, 07:33
wybory
<p>Wybory w Polsce</p>/ShutterStock
Wybory samorządowe odbędą się między 31 marca a 23 kwietnia 2024 r., a kadencja władz lokalnych zostaje wydłużona do 30 kwietnia 2024 r. – przewiduje projekt ustawy autorstwa PiS. Tym samym głosowanie na radnych oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów odbędzie się najpewniej nie jesienią przyszłego roku, ale wiosną kolejnego. To oznaczałoby, że wybory samorządowe poprzedzą europejskie.

Karty w tej sprawie zostały wyłożone, teraz idą w tas – PiS ze swoim zapleczem będzie forsował projekt, a opozycja będzie przeciw. Finału nie znamy.

Cała historia potwierdza jednak problemy z myśleniem w dłuższej perspektywie. PiS lubi bohatersko rozwiązywać problemy, które stworzył. Gdy w 2018 r. Zjednoczona Prawica wydłużała kadencję samorządów z czterech do pięciu lat, można było się zorientować, że nałożą się na siebie dwie elekcje i wygeneruje to kłopot. Ekspert od wyborów dr hab. Jarosław Flis pisał w 2018 r. w „Rzeczpospolitej”: „Wydłużenie kadencji wybranego w tym roku samorządu oznacza, że w październiku 2023 roku nastąpi wielka kumulacja. Na ten sam okres wypadną jedne i drugie najważniejsze wybory – licząc według wybieranych osób. Trudno wyliczyć wszystkie możliwe problemy, które będą miały charakter organizacyjny, prawny oraz polityczny”.

Spodziewana niespodzianka

Profesor Flis został prorokiem – dokładnie to, co zapowiadał, znalazło się teraz w uzasadnieniu projektu ustawy o przeniesieniu wyborów. Autorzy wyliczają, jakie potencjalne rafy ominie przesunięcie kadencji. Ich zdaniem, jeśli wybory będą obok siebie, to komitety bez trudu ominą przepisy np. o ciszy wyborczej. Jak? Przykładowo w dniu wyborów, które będą się odbywać jako pierwsze, publikować będą w ogólnopolskich telewizjach sondaże dotyczące głosowania, które odbywać się będzie jako drugie, wpływając tym samym na trwającą elekcję. Na kolejną kwestię od dawna zwraca uwagę PKW – chodzi o prawidłowe rozliczanie finansowe kampanii kandydatów, którzy startują w obu typach wyborów. A należy mieć na uwadze, że w wyborach parlamentarnych około dwóch trzecich kandydatów to tacy, którzy albo są samorządowcami, albo startowali w ostatnich wyborach samorządowych. Wreszcie sami wyborcy mogliby mieć kłopoty z rozróżnieniem, kto startuje w jakich wyborach. Lista tych potencjalnych problemów jest znacznie dłuższa: dotyczy obsady komisji wyborczych, protestów. – Byłby protest za protestem, każdy przegrany mógłby uważać, że jego konkurent, startując w jednych i drugich wyborach, wygrał dzięki nieuczciwej przewadze – zauważa osoba znająca procedury wyborcze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj