Takie zmiany przewiduje uchwalona przez Sejm ustawa z 20 listopada 2020 r. o zmianie ustawy o działach administracji rządowej oraz niektórych innych ustaw. Nowelizacja wraz z uwzględnionymi kilkoma poprawkami trafi teraz pod obrady Senatu. Zdaniem ekspertów rozwiązania w niej zaproponowane są rewolucyjne, a jednocześnie pozbawiające służbę cywilną konstytucyjnego wymogu apolityczności.

Premier podzieli służbę

Ustawa przewiduje dodanie art. 2a w ustawie z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych (Dz.U. z 2020 r. poz. 537). Zgodnie z nim premier będzie mógł określać komórki organizacyjne w urzędach administracji rządowej (np. ministerstwach, urzędach wojewódzkich). W efekcie członkowie korpusu służby cywilnej z tych wydzielonych komórek mają stać się urzędnikami państwowymi (tak jak obecnie jest w Sejmie i Senacie). Podejmując taką decyzją, premier musi uwzględnić charakter zadań w nich wykonywanych, a także konieczność zapewnienia sprawnej organizacji urzędu. Pojawia się wiele wątpliwości, czy urzędnicy mianowani stracą prawo do dodatku służby cywilnej i czy po zmianie decyzji o powrocie do korpusu te prawa zostaną im przywrócone. Zdaniem ekspertów kwestia ta nie została rozstrzygnięta.

– Za chwilę większość departamentów i biur w rządowych instytucjach będzie poza korpusem służby cywilnej. Nie mogą go tak po prostu zlikwidować, bo przeszkodą są zapisy konstytucyjne. Dlatego formalnie korpus dalej będzie istniał, ale większość osób będzie zatrudniana z pominięciem wymogów, jakie są określone dla służby cywilnej – tłumaczy Mariusz Wittczak, poseł KO i członek Rady Służby Publicznej.

Pandemiczne uzasadnienie

Reklama

Rząd zmiany w strukturze zatrudnienia w swojej administracji tłumaczy pandemią. Dodanie art. 2a ma pozwolić na elastyczne podejście do polityki zatrudnieniowej.

– Od ponad 20 lat w najważniejszych urzędach administracji rządowej funkcjonuje służba cywilna, której atrybuty określa art. 153 Konstytucji RP – mówi Jerzy Siekiera, prezes Stowarzyszenia Absolwentów KSAP.

– W służbie cywilnej organizuje się otwarty i konkurencyjny nabór na wolne stanowisko pracy (od 2016 r. z wyłączeniem stanowisk kierowniczych). Przepisy ustawy o pracownikach urzędów państwowych nie przewidują takiego obowiązku. Stanowi to ograniczenie prawa obywateli do dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach, o którym mowa w art. 60 Konstytucji RP – alarmuje Siekiera.

Urzędnicy mianowani, którzy stanowią trzon profesjonalnej administracji, podkreślają również, że zastąpienie reżimu ustawy o pracownikach urzędów państwowych, której geneza sięga czasów stanu wojennego, ustawą o służbie cywilnej pod koniec lat 90. XX w. służyło m.in. implementacji zasad profesjonalizmu i neutralności politycznej w administracji rządowej. Powrót do rozwiązań ustawy o pracownikach urzędów państwowych stanowiłby pod tym względem istotny regres.

– Trzeba też pamiętać o tym, że przechodząc pod pragmatykę służbową o pracownikach urzędów, tam nie ma wymogu apolityczności. Nawet politycy mogą być zatrudniani na podstawie tej ustawy – wskazuje prof. Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zdaniem ustawa z 1982 r. powinna być już dawno uchylona. Wciąż obowiązuje, bo zawiera wygodne rozwiązania dla polityków.

Eksperci podkreślają również, że rezygnując z otwartych naborów, instytucje administracji rządowej zawężają krąg kandydatów, tym samym ograniczając sobie możliwość dokonania najlepszego wyboru w oparciu o merytoryczne kryteria. Część osób nawet z grona posłów ekipy rządzącej ma wątpliwości, czy to właściwy kierunek. – Trzeba się w ogóle zastanowić, w jakim kierunku powinna pójść służba cywilna i jak ma dalej wyglądać po tych zmianach – uważa Tadeusz Woźniak, poseł Solidarnej Polski i przewodniczący Rady Służby Publicznej.

– Po likwidacji konkursów na stanowiska dyrektorskie, mimo obaw opozycji, nie doszło do paraliżu administracji rządowej. Być może trzeba zastanowić się nad maksymalnym uproszczeniem naborów w służbie cywilnej – dodaje.

Apolityczny wiceminister

Kolejna istotna zmiana dotyczy powiększenia grona osób wchodzących do wykazu wyższych stanowisk w służbie cywilnej. Obecnie należą do nich dyrektorzy i zastępcy dyrektorów departamentów m.in. w ministerstwach i urzędach wojewódzkich. Do ich grona mają dołączyć wiceministrowie w randze podsekretarzy. Dzięki temu rozwiązaniu mniej osób będzie należeć do tzw. erki. Stanowiska wiceministrów zachowają tylko sekretarze stanu.

– Jeden resort, jeden sekretarz stanu. To właściwa praktyka. Obecnie w wielu ministerstwach jest ich znacznie więcej – mówi prof. Stefan Płażek.

Zgodnie z uwaloną ustawą podsekretarze w randze wiceministrów pozostaną na dotychczasowych zasadach w Kancelarii Prezydenta. W ministerstwach osoby te trafią bezpośrednio do korpusu służby cywilnej.

Po wejściu w życie nowych przepisów dotychczasowi podsekretarze będą musieli w ciągu 30 dni złożyć na ręce premiera oświadczenia, że spełniają wymagania wynikające z art. 53 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 265). Będą one takie same, jakie obecnie przedstawiają dyrektorzy potwierdzające posiadanie wyższego wykształcenia (magisterskie), kompetencji kierowniczych, a także zaświadczające o niekaralności.

Tadeusz Woźniak przekonuje, że większość osób na stanowiskach podsekretarzy to osoby, które są ekspertami, a nie politykami. I zapewnia, że dla osób, które wybiorą politykę, miejsca w szeregach podsekretarzy nie będzie.

Mnożenie stanowisk

W ministerstwach już zastanawiają się, jak zmienić stan osobowy wiceministrów. Na przykład w resorcie edukacji Dariusz Piontkowski pozostanie na stanowisku sekretarza stanu, a Maciek Kopeć, podsekretarz stanu i czynny polityk, przejdzie do służby cywilnej. Z kolei Marzena Machałek, która jednocześnie jest sekretarzem stanu (wiceministrem) i pełnomocnikiem rządu, będzie pełnić tylko tę drugą funkcję.

Uchwalona ustawa formalnie przewiduje możliwość powołania na stanowisko podsekretarza osobę, która już jest pracownikiem służby cywilnej lub urzędnikiem mianowanym. W tym czasie dyrektor generalny będzie jej udzielał urlopu bezpłatnego na czas pełnienia funkcji podsekretarza.

– Takie same rozwiązania obowiązują wobec dyrektorów, a wszyscy wiemy, że coraz więcej takich posad trafia w ręce sympatyków związanych z obecną władzą – podkreśla Mariusz Wittczak.

Nowelizacja zakłada również, że szef KPRM nie będzie ministrem bez teki. Otrzyma nowy dział w postaci Centrum Administracyjnego Rządu. ©℗

Źródło nieznane

Etap legislacyjny

Ustawa trafiła do Senatu