Na podstawie dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego i wynikających z nich trendów można ostrożnie oceniać, że w całym 2025 r. przeciętne wynagrodzenie w Polsce wzrosło o ok. 7,5 proc., przy inflacji rzędu 2,5 proc. Ze wstępnych szacunków Forsal.pl wynika, że przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na 1 osobę w statystycznym gospodarstwie domowym w naszym kraju wyniósł w minionym roku ponad 3 400 zł przy wydatkach na poziomie 1 925 zł. Oznaczałoby to, że wydatki stanowiły jedynie 56,5 proc. dochodu – TO NAJMNIEJ W HISTORII. W 2024 r. dochód rozporządzalny wyniósł 3167 zł, a wydatki 1878 zł na osobę; wydatki stanowił 59,3 proc. dochodu. Dla porównania – dekadę temu wydatki stanowiły blisko 80 proc. dochodu wynoszącego niespełna 1400 zł na osobę.
Drożyzna to mit. Rekordowa w dziejach siła nabywcza płacy minimalnej i mediany w Polsce
Z opublikowanego właśnie przez GUS szybkiego szacunku wskaźnika cen w grudniu 2025 r. wynika, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2,4 proc. w porównaniu z grudniem 2024 r., czyli pierwszy raz od wielu miesięcy zmieściły się w widełkach odchyleń celu inflacyjnego. Co więcej, mimo szału przedświątecznych zakupów, ceny pozostały na poziomie listopadowym.
Najbardziej rok do roku podrożały nośniki energii (o 2,8 proc.) oraz żywność i napoje bezalkoholowe (o 2,4 proc.). Staniały natomiast paliwa do prywatnych środków transportu (o 3,1 proc.). A wszystko to przy stale rosnących wynagrodzeniach. Jesienią 2025 r. po raz pierwszy w historii przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw przebiła granicę 9 tys. zł brutto. Z kolei w połowie 2025 roku mediana wynagrodzeń przekroczyła mocno 7 tys. zł brutto. Oznacza to, że przez większą część roku połowa Polek i Polaków zarabiało przynajmniej 7,1 tys. zł brutto (lub więcej). Najniższe zarobki odnotował GUS w mikrofirmach (do 9 pracowników): połowa zatrudnionych musiała się tam zadowolić płacą minimalną, czyli 4 666 zł. Od początku 2026 roku płaca ta wzrosła do 4 806 zł brutto.
Oczywiście, za 4 806 zł (czyli 3 605 zł na rękę) nie da się dostatnio żyć, zwłaszcza w pojedynkę i szczególnie w największych miastach. Niemniej jednak skala i tempo wzrostu siły nabywczej polskiej płacy minimalnej nie mają precedensu w Europie i krajach OECD. W poniższej tabeli pokazujemy, ile przykładowych towarów i usług można było kupić za płacę minimalną w 2005 i 2015 roku oraz ile można ich nabyć obecnie. Ceny zaczerpnęliśmy z popularnego „Koszyka cenowego” portalu DlaHandlu.pl (monitorującego na bieżąco sytuację na półkach wszystkich najważniejszych sieci handlowych) oraz raportów GUS. Przypomnijmy, że w 2005 r. płaca minimalna wynosiła 849 zł, zaś w 2015 r. 1750 zł brutto.
Z zestawienia jasno wynika, że wbrew mantrze wielu polityków i medialnych celebrytów o rzekomej „drożyźnie w Polsce”, ceny wszystkich (z drobnymi wyjątkami) towarów i usług rosną w Polsce w ostatnich latach znacznie wolniej od wynagrodzeń, co przekłada się na wzrost płac realnych - czyli zwiększanie siły nabywczej Polek i Polaków. Za płacę minimalną można kupić kilka razy więcej dóbr niż 20 lat temu i około DWA RAZY WIĘCEJ niż dekadę temu. W zbliżonym tempie rosła siła nabywcza mediany – relatywnie zdrożały tu tylko usługi (zwłaszcza lekarskie) oraz… Big Maki (solo, bo w zestawie staniały). Świadkami i beneficjentami tego pozytywnego trendu byliśmy również w roku 2025.
Tania żywność, benzyna i… energia dla gospodarstw domowych
Politycy i celebryci zwykle perorują o cenach żywności, energii, benzyny oraz mieszkań. Tymczasem tzw. twarde dane świadczą jednoznacznie o tym, że żywność zdrożała rok do roku jedynie o 2,4 proc., a więc trzykrotnie wolniej od wzrostu wynagrodzeń, zaś BENZYNA STANIAŁA i STATYSTYCZNY POLAK MOŻE DZISIAJ KUPIĆ NAJWIĘCEJ PALIW W HISTORII. Płaca minimalna stanowi na początku stycznia równowartość 839 litrów benzyny E95. Dekadę temu było to mniej niż 400 litów, a 20 lat temu – 236 litrów.
W 2025 r. taniały również mieszkania. Faktem jest, że do tych obniżek doszło po bardzo bolesnych wzrostach w poprzednich latach, ale nie sposób polemizować z danymi, wedle których spadek cen odnotowano w 11 z 19 największych miast monitorowanych przez Rankomat.pl, zaś realnie (jeśli uwzględnimy wzrost wynagrodzeń) – we wszystkich z wyjątkiem Gdańska. Stabilizacja cen przy coraz większej dostępności kredytów czyni mieszkania bardziej dostępnymi, choć z pewnością nie wszędzie i nie w takiej skali, jakiej oczekuje wielu obywateli.
I wreszcie energia. Ponad dwie trzecie z 16 mln polskich gospodarstw domowych korzysta z taryfy G11. Czyli w tym roku zapłaci za megawatogodzinę 495 zł netto plus pozostałe opłaty, w tym odwieszona mocowa. Przy przeciętnym zużyciu rzędu 150 kWh oznaczać to będzie o 1,50 zł mniej za sam prąd i o 5-7 zł więcej za wspomniane pozostałe opłaty, na czele z przesyłową. U prywatnych dostawców spoza wielkiej czwórki można uzyskać znacznie niższe stawki, co pokazuje, że gdyby rząd PiS nie zabetonował energetyki ustanawiając w niej de facto państwowy monopol, ceny i opłaty mogłyby być znacznie niższe. Ale nawet w obecnej sytuacji wcale nie są „zabójcze”, jak próbują wmawiać Polkom i Polakom niektórzy politycy i medialni celebryci. Za płacę minimalną można kupić 4806 kWh, gdy dekadę temu było to 3500, a dwie dekady temu 2123 kWh (z opłatami). Również za medianę można dziś kupić rekordowo dużo energii. W przypadku gospodarstw domowych nie jest ona zatem droga, lecz najtańsza w historii. Jeśli ktoś głosi, że podwyżka o 6 złotych miesięcznie to „poważne uderzenie w portfele Polaków”, jest po prostu niepoważny lub próbuje cynicznie grać na emocjach mniej świadomych obywateli.
Realne dochody i warunki życia ludzi w Polsce
W debacie publicznej często podnoszony jest „argument”, że przeciętna płaca, ani nawet mediana nie oddają „prawdziwych warunków życia ludzi w Polsce”. Powodem ma być „ogromne rozwarstwienie dochodów”. Tymczasem jest to kolejna brednia, której przeczą wszystkie dostępne dane. Moje wyliczenia dotyczące wzrostu siły nabywczej płacy minimalnej warto zestawić z najważniejszymi wnioskami z opublikowanego pod koniec ubiegłego roku raporty GUS pt. „Dochody i warunki życia ludności Polski – raport z badania EU-SILC 2024”.
Wnioski te są następujące:
Przeciętny roczny ekwiwalentny dochód do dyspozycji na osobę w badaniu z roku 2024 wyniósł 58 881 zł i był wyższy od dochodu z badania z roku poprzedniego nominalnie o 12,4 proc. Najniższym dochodem dysponowali mieszkańcy woj. warmińsko-mazurskiego (49,8 tys. zł, czyli 85 proc. średniej krajowej), a najwyższym - regionu warszawskiego stołecznego (78,6 tys. zł, czyli 133 proc. średniej krajowej).
W latach 2019 – 2024 NAJWIĘKSZYM WZROSTEM DOCHODU W POLSCE CHARAKTERYZOWAŁO SIĘ 20 PROC. OSÓB O NAJNIŻSZYCH DOCHODACH
W okresie między 2019 i 2024 r. mierniki zróżnicowania dochodów (współczynnik Giniego oraz wskaźnik zróżnicowania kwintylowego S80/S20) wskazywały na stopniowy spadek zjawiska rozwarstwienia dochodowego wśród osób zamieszkujących Polskę - wyjątek stanowi 2023 r., w którym wartości obu miar nieznacznie wzrosły.
Odsetek osób o dochodach poniżej progu relatywnego ubóstwa w populacji Polski spadł z 15,4 proc. w 2019 r. do 13,8 proc. w 2024 r., przy czym rośnie udział transferów socjalnych w dochodach osób najuboższych, a maleje udział dochodów z pracy. W dwóch regionach odsetek osób zagrożonych ubóstwem przekraczał 20 proc. Były to regiony: warmińsko–mazurski (21,8) i podlaski (25,5).
W badaniu z 2019 r. przeciętny roczny dochód do dyspozycji na osobę w Polsce stanowił – po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej - ok. 63 proc. średniej unijnej, natomiast w 2024 r. – już ponad 75 proc. W ostatnim badaniu zajęliśmy 12. miejsce wśród 27 krajów Unii Europejskiej, jednakowoż z przeciętnym dochodem ciągle niższym od średniej unijnej.
Nierówności charakteryzujące rozkład dochodów osób mieszkających w Polsce należały do niższych w Unii Europejskiej: polskie Gini to 26,0 zaś relacja kwintyli S80 do S20 – 3,9. W UE było to średnio: Gini: 29,4 oraz S80/S20 – 4,6.
Co nas czeka w 2026 r.? Wszystkie prognozy mówią o dalszym wzroście realnych wynagrodzeń przy hamującej inflacji. Mamy sukcesywnie skracać dystans dzielący nas od najbogatszych krajów i społeczeństw. Obstawiam przy tym w ciemno, że niezależnie od tych jakże pożądanych przez Polki i Polaków zjawisk, usłyszymy jeszcze więcej opowieści o „drożyźnie” i „dramatycznych warunkach życia”. Kto się na nie nabierze?