Ambasador nie odpowiadał wprost na pytania

Rose był pytany o to, czy jego decyzja o zerwaniu ze skutkiem natychmiastowym kontaktów z marszałkiem Sejmu nie osłabia wiarygodności Ameryki i o to, który fragment wypowiedzi Czarzastego można uznać za osobisty atak na prezydenta USA Donalda Trumpa. Ambasador kilkakrotnie nie odpowiedział wprost na te pytania. „Uważa więc pan, że nie powinienem odpowiedzieć na jego ataki na prezydenta?” - pytał, odnosząc się do wypowiedzi Czarzastego.

„Każdy Polak ma oczywiście prawo do dzielenia się swoimi opiniami. Ale my też mamy prawo na te opinie czy oceny reagować. Dziesięć lat od przejęcia przez Donalda Trumpa władzy nietrudno jest zrozumieć, że osobiste ataki na prezydenta nie są produktywne” - powiedział Rose. Na uwagę, że Ameryka utrzymuje stosunki z kontrowersyjnymi postaciami jak chociażby rosyjski przywódca Władimir Putin i pytanie jak to tłumaczy, ambasador USA odpowiedział, że nie musi tego tłumaczyć.

Rose'a pytano też o słowa szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, że oczekuje wytłumaczenia, czy reakcja ambasadora na słowa Czarzastego była wyrazem stanowiska Stanów Zjednoczonych. „Nie miałem żadnego sygnału ze strony ministra Sikorskiego” - odparł ambasador; nie chciał też kontynuować tego tematu. „Bardzo jasno wyraziliśmy nasze stanowisko i nie pozwolimy, aby ta sprawa podważyła w szerszej skali stosunki polsko-amerykańskie” - zaznaczył.

Rose o wojskach USA w Polsce

„W reakcji na apel jednego z użytkowników X, aby wrócił pan do USA, ze swojego prywatnego konta zapytał pan, czy także powinni wrócić amerykańscy żołnierze stacjonujący w Polsce. Wrócą?” - spytano Rose'a. „Amerykańskie wojska rzecz jasna tu pozostaną. Chyba że Polska, z jakichś nieprawdopodobnie głupich powodów, miałaby zdecydować, że już ich nie chce” - odparł Rose.

Na uwagę, że Pentagon szykuje jednak rewizję rozlokowania wojsk USA, ambasador odparł: „Mamy dziś około 9800 żołnierzy i nie dochodzą do mnie żadne oznaki, jakoby ta liczba miała zostać zmniejszona. Prezydent Trump na spotkaniu z prezydentem Nawrockim we wrześniu powiedział, że jeśli to byłoby możliwe, chciałby nawet zwiększyć tę liczbę. Jednak przegląd sił nie został jeszcze ujawniony. Liczba żołnierzy to jest zresztą tylko jedna z miar naszej obecności militarnej w Polsce. Są inne. Ta liczba w każdym razie pozostanie stabilna, o ile nie wzrośnie. Ale to jest decyzja, która należy do prezydenta, do sekretarza wojny, do naszych dowódców. Oni rozstrzygną, jak widzą rozlokowanie naszych wojsk w Europie”.

"Braun jest bardzo antyamerykański"

Ambasadora USA spytano także, czy wyobraża sobie po wyborach parlamentarnych w 2027 r. rząd z udziałem Grzegorza Brauna i jego partii. „Nie chcę w żaden sposób przesądzać wyniku wyborów w Polsce. To nie moja rola. Tę decyzję muszą podjąć polscy wyborcy. Ale Braun jest jednak bardzo antyamerykański. I każdy wie, w tym opozycja, że dla nas byłoby trudno coś podobnego zaakceptować. Że dla nas byłby to poważny problem - odparł Rose.

USA kochają Polskę, chcą mieć z nią silny sojusz

Rose był też pytany o sondaż dla Rzeczpospolitej, z którego wynika, że 53,2 proc. Polaków uważa, iż Stany Zjednoczone nie są wiarygodnym sojusznikiem, a 29,9 proc. widzi w USA alianta wiarygodnego. „Jeśli te wyniki faktycznie odzwierciedlają stan opinii publicznej, to jest to godne pożałowania. I to bardziej dla Polski niż dla Ameryki. Kochamy Polskę, chcemy mieć z nią silny sojusz. Żywimy ogromny respekt dla polskiego narodu i staramy się, aby nasze relacje z Polską były tak produktywne i konstruktywne, jak to tylko możliwe, bo w sposób oczywisty służy to także naszym interesom” - powiedział.