W Sali Kolumnowej w Sejmie po godzinie 10.00 rozpoczęło się wysłuchanie publiczne przed komisją nadzwyczajną do rozpatrzenia projektów aborcyjnych. Przez pierwszą godzinę posiedzenie przebiegało spokojnie.

"Takiej debaty nie mieliśmy od 26 lat"

Po wystąpieniu Mariusza Dzierżawskiego z Fundacji Pro-Prawo do Życia, który mówił o tym, jak niemieccy okupanci w czasie II wojny światowej zezwalali na aborcję w Polsce, z krzeseł podnieśli się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy prawa kobiet do przerywania ciąży. Przeciwnicy liberalizacji podnieśli w górę kartki napisem "Piekło dzieci", wizerunkiem płodu i z czerwoną błyskawicą. Zwolenniczki prawa do aborcji skandowały "Hej, hej, hej, aborcja jest okej". "Mordercy" i "Aborcja to zbrodnia" – odpowiadali przeciwnicy.

Reklama

Przewodnicząca komisji Dorota Łoboda zarządziła kilka minut przerwy. Po niej wysłuchanie zostało wznowione. Grupa zwolenniczek liberalizacji prawa aborcyjnego wyszła z sali. "Nie będziemy rozmawiać i negocjować warunków naszego zdrowia, życia, tego, czy możemy o sobie decydować z osobami, która nas nienawidzą" – powiedziała PAP Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu. "Wychodzimy pomagać w aborcjach, a nie rozmawiać z osobami, które chcą nas zabijać. (...) Moje ciało, moje życie to nie jest przedmiot debaty" – dodała. "Obiecali nam legalizację aborcji, a nie 12-godzinną debatę, czy moja koleżanka może o sobie decydować" – podkreśliła.

Ministra ds. równości Katarzyna Kotula (Lewica) przyznała w rozmowie z PAP, że spodziewała się emocji. "Takiej debaty nie mieliśmy od 26 lat. Oczywiste, że ona budzi emocje, ale trzeba te emocje odłożyć na bok. Trzeba nam merytorycznej debaty o tym, co jest w tych projektach aborcyjnych, w jakim kierunku powinniśmy pójść" – podkreśliła.

"Chętnie będę tu stała nawet 10 godzin, nie ma problemu"

Gdy przed salą Kotula wypowiadała się dla dziennikarzy, za nią stanęła grupa przeciwników aborcji z transparentami "Piekło dzieci". Zwolenniczki liberalizacji próbowały im te transparenty wyrywać. Same miały białe kartki, które – jak mówiły – symbolizowały to, że najlepsze prawo aborcyjne to brak regulacji.

Do kolejnego zamieszania doszło po kilkunastu minutach podczas wystąpienia Marty Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, która zaznaczyła, że 70 proc. ludzi w Polsce chce legalizacji aborcji, a 90 proc. chce dekryminalizacji. Wypowiedź zakłóciło środowisko Kai Godek. Aktywiści wstali i wyciągnęli transparenty. Podniosły się też zwolenniczki liberalizacji prawa aborcyjnego.

Lempart poprosiła prezydium o interwencję i przerwała swe wystąpienie. "Chętnie będę tu stała nawet 10 godzin, nie ma problemu" – powiedziała. Interweniowała wicemarszałkini Monika Wielichowska (KO). "Bardzo proszę o zachowanie spokoju, inaczej będę musiała prosić o interwencję Straż Marszałkowską" – powiedziała. Po chwili zawołała straż. Po pojawieniu się trzech funkcjonariuszy atmosfera się uspokoiła. Uczestnicy wysłuchania wrócili na miejsca. Lempart dokończyła swoją wypowiedź.

Autorki: Paulina Kurek, Anita Karwowska