Nieszczęśliwy jak dziedzic fortuny. Bogacze nie ułatwiają życia swoim dzieciom

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 października 2020, 00:07
Wychowywanie dzieci wedle recept bogaczy rzadko czyni codzienność maluchów łatwiejszą

To pierwsza lokalizacja sieci darmowych przedszkoli obsługujących dzieci w zaniedbanych społecznościach” – pochwalił się na Instagramie Jeff Bezos. Tak zapowiedział zaplanowane na 19 października uroczyste otwarcie placówki edukacyjno-opiekuńczej w Des Moines w stanie Waszyngton. Natychmiast podchwyciły to media, bo przecież o dobro ubogich zadba najbogatszy człowiek świata (189 mld dol.).

Walka z wykluczeniem edukacyjnym najuboższych i oferowanie im szansy na sukces, gdy dorosną, to zbożny cel. Acz złośliwcy wytykają twórcy Amazonu, że więcej dobrego zrobiłby, rezygnując z optymalizacji podatkowej, w której jest mistrzem. Chcąc być bardziej złośliwym, należałoby dodać, że wychowywanie dzieci wedle recept bogaczy rzadko czyni codzienność maluchów łatwiejszą. Choć jeśli są wystarczająco odporne psychicznie, wówczas mogą zajść bardzo daleko.

Syn dusiciela

„Duch protestantyzmu jest religijną afirmacją pracy codziennej; zgodnie z tym duchem obdarza się ją szacunkiem, uznaje za sprawę honoru” – pisał w monografii pod znamiennym tytułem „Etyka protestancka a duch kapitalizmu” ojciec socjologii Max Weber. Dla ludzi, którzy w czasach rewolucji przemysłowej dorabiali się fortun, największymi wartościami były pracowitość, pilność i sumienność. Do tego dochodziła wstrzemięźliwość w epatowaniu bogactwem. Ów wywiedziony z protestantyzmu kult ciężkiej pracy, który rozkwitł w XIX w., najbogatsi usiłowali za wszelką cenę zaszczepić swoim dzieciom. Nawet jeśli sami zdobyli majątek dzięki sprytowi i bezwzględności.

Tak swoje imperium zbudował John D. Rockefeller. Jego wartość autor wydanej w 2008 r. książki „Outliers. The Story of Success” Malcolm Gladwell oszacował na 318,3 mld współczesnych dolarów. Człowiek dwukrotnie bogatszy od Bezosa dorobił się przydomku „Dusiciela z Cleveland”. Trudno o bardziej wymowny sposób zobrazowania, jak Rockefeller rozprawiał się z konkurencyjnymi firmami naftowymi – jego koncern Standard Oil stał się w końcu jedną z pierwszych, światowych korporacji. Był też najprawdopodobniej najukochańszym dzieckiem multimilionera, który unikał życia towarzyskiego i nieliczne wolne chwile spędzał najchętniej w domu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj