Przeciętny Polak nie jest zły, ale słabo wykształcony. Stąd podatność na populizm [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 stycznia 2022, 21:49
uchodźcy migranci
<p>Przeciętny Polak nie jest zły, ale słabo wykształcony. Stąd podatność na populizm [WYWIAD]</p>/shutterstock
- Populistyczne gadanie nie działa na ludzi świadomych, światłych, którzy czytają, jeżdżą po świecie, ale zawsze istniała średnia krajowa, która wcale nie jest złożona z ludzi złych, lecz słabo wykształconych. Są elity, są moralne doły i jest środek, który chłonie jak gąbka te nieprawdy suflowane podstępnie przez rządzących. Tej społecznej hierarchii nie da się zlikwidować, a ta środkowa „średnia krajowa” zawsze chętnie słucha, że jest wspaniała i nic złego jej nie dotyczy. Weźmy ludożerców… - mówi w rozmowie z DGP Jacek Kleyff.

Z Jackiem Kleyffem rozmawia Konrad Wojciechowski

Pan chyba nie lubi określenia „bard”?

Nie bardzo. Bo to takie „przeuroczystościowane”, pompatyczne. Mam taką fraszkę, mogę?

Pewnie.

„Przepastna ballada dobiega końca / Bard artysta nylon po gitarze strąca / Nie czuje widowni, co jest wychodząca /…bo schylon”.

Czyli artysta niepomnikowy?

Nie wiem, nie znam się.

Pytam, bo pewien dziennikarz napisał po koncercie, na którym pan wystąpił („Chopin też był uchodźcą”), że „szumne autorytety są puste w środku jak sowieckie pomniki”. To o panu?

Ja tam na Nowym Świecie wystąpiłem jedynie jako akompaniator muzyczny z Nastą Niakrasavą – artystką śpiewającą po białorusku „Mury”. Jesteśmy scaleni w jednym projekcie scenicznym. Poproszono o te „Mury”, więc wykonaliśmy, ale niczego od siebie nie śpiewałem, więc jakim „autorytetem”? Aczkolwiek Chopin rzeczywiście był uchodźcą, Norwid był uchodźcą. Mnóstwo Polaków dostawało nowe miejsce do życia. Ale jednak, kiedy wielu naszych rodaków wyjeżdżało z PRL-u do Niemiec Zachodnich lub Francji, nie byli tak kulturowo i religijnie wyobcowani jak obecni uchodźcy w Polsce, którzy przybywają do nas z kompletnie innego świata. Dlatego statystyczny Polak czuje przed nimi strach, a populiści na tym żerują i podgrzewają te emocje.

Jedni czują strach, drudzy niechęć, a nikt nie potrafi rozwiązać tego kryzysu.

Przecież na samym początku hierarchowie kościelni ogłosili, że każda parafia powinna przygarnąć pod swój dach jedną rodzinę – dać mieszkanie, zapewnić opiekę (inaczej niż w algierskich gettach pod Paryżem) – i była na to 80-proc. zgoda społeczna. Mamy kilkanaście tysięcy parafii w Polsce. Gdyby przyjęto tych kilkanaście tysięcy rodzin (których członkowie często posiadają wyższe wykształcenie), dzieci nauczyłyby się języka – a w naszej gminie sam chętnie prowadziłbym społecznie zajęcia artystyczne – i w całej Polsce już mielibyśmy kilkadziesiąt tysięcy nowych, kompletnie zasymilowanych, fantastycznych obywateli. Ale to społeczne poparcie z 80 proc. spadło do 40 proc. w parę tygodni od chwili, gdy pewien psychopatyczny, acz charyzmatyczny tzw. inteligent z Żoliborza powiedział publicznie, że uchodźcy sprowadzą (metaforycznie mówiąc) wszy.

Populizm zadziałał, ale przecież nie na wszystkich?

Owszem, znam ludzi, którzy przygarnęli pod swój dach uchodźców, np. Marcin Święcicki, były prezydent Warszawy. Nie ma wielkiego domu, ale już od dawna gości u siebie całą imigrancką rodzinę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj