Wróbel: Historia i Teraźniejszość (oraz trochę przyszłości)

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
3 maja 2022, 11:05
Szkoła
<p>Szkoła</p>/Shutterstock
Nikt by się nie ośmielił narobić sobie kłopotów z HiT-u. Nawet największy dureń wiedział, jak ważne są oceny z tego przedmiotu

Nowy szkolny przedmiot – Historia i Teraźniejszość – wywołał różne reakcje. Moje były takie:

1

Dziewczynki z ostatnich ławek spojrzały na siebie ukradkiem i zachichotały, ale tak bezgłośnie, po szkolnemu: ona, Pani, miała na sobie tę samą amarantowo-czarną suknię. Już dziesiąty dzień! I te same kolczyki, prawdopodobnie złote (chociaż, chociaż) w kształcie gruszki. Nie było wątpliwości, że to polskie gruszki z prasłowiańskiej gruszy. Dziewczynki robiły w tajemnicy Kalendarz Sukni i Gruszy i już cieszyły się na wspólne wpisywanie w kolejny kwadracik ulubionego słowa „znowu!”.

Kiedy pani odezwała się, krotochwilny nastrój prysł:

– Zakładam, że praca domowa znowu zrobiona, prawda?

Prawda. Nikt by się nie ośmielił narobić sobie kłopotów z HiT-u. Nawet największy dureń wiedział, jak bardzo wszyscy przywiązują wagę do ocen z przedmiotu, o którym na prawie każdym apelu mówiła dyrektor szkoły, kiedy skończyła cotygodniową prezentację pt. „Współczesna epoka stawia zadania narodowemu szkolnictwu przyszłości”, przygotowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Edukacyjnej. Dziewczynki z ostatnich ławek jak jeden mąż zgłosiły się do odpowiedzi. To była ich przemyślana taktyka – być w środku Złe, ale na pozór Dobre. Tak to kiedyś Ania wymyśliła i wymyśliła bardzo mądrze.

– Nie, nie – westchnęła Pani – dzisiaj posłuchamy Izabeli.

Izy w klasie raczej nie lubiano. Albo uważano, że jest dziwna, albo w ogóle nie zauważano. Ostatnie ławki dawały i w tej sprawie przykład, mało się do Izy odzywając, pozwalając jej żyć, byle na uboczu. Tylko pilnowały, aby nie psuła średniej ocen całej klasy, skoro te z najlepszą średnią jeździły pod koniec roku na zawody paintballu, a te gorsze na zwiedzanie Lichenia. Ania bardzo lubiła paintball.

Iza wstała, powoli otwierała zeszyt, aż Pani na nią syknęła. Odchrząknęła i zaczęła czytać cichym głosem:

– Ksiądz Kordecki…

– Imię, dziecko, imię miał opat Kordecki – przerwała Pani.

Iza wyraźnie się zdenerwowała. – Zapomniałam o imieniu… – wyszeptała w końcu. Zrobiła się nieprzyjemna cisza zwiastująca burzę, lecz nadchodzące przedstawienie nieoczekiwanie przerwała Ania.

– Mogę powiedzieć, proszę pani? Bolesław!

Pani aż postukała się w głowę:

– Augustyn! Skaranie boskie z wami, znowu jednym uchem wlatuje, drugim wylatuje.

Zwróciła się do Izy:

– Czytaj dalej, psia krew.

Czytała zatem:

– …dowodził bohaterską obroną Jasnej Góry, świętego miejsca wszystkich Polaków… – i po chwili wahania dodała: – i Polek…

– Wystarczy Polaków – poprawiła Pani.

– …przed podstępnym atakiem zdemoralizowanych ideologią gender Szwedów, którzy pragnęli zdobyć i spalić Jasną Górę, wraz ze świętym obrazem Pani Jasnogórskiej, którą nazywali „Ono z Jasnej Góry” i pragnęli zniszczyć. Ksiądz… Augustyn… Kordecki modlitwą dodawał ducha obrońcom. Oblężenie zakończyło się zupełną klęską wojsk genderszwedzkich i już niedługo cała Polska cieszyła się wolnością. Na długie lata ideologia permisywizmu obyczajowego została odparta. Cześć i chwała bohaterom.

Po chwili przerwy Pani przyznała:

– Bardzo ładnie… – aż pogładziła gruszkę. – Pewno nawet nie wiesz, o czym czytasz, ale… no, bardzo ładnie.

Lecz przypomniała sobie:

– A wierszyk?

– Mam – szepnęła Iza.

Z kieszeni fartuszka wyjęła kartkę, po chwili melodyjnym, lecz wciąż cichym głosem zadeklamowała:

„Kiedy z genderem walczyła dzielnie

jak garstka soli niewielka załoga

Z Zachodu talary, ze Wschodu diengi

Słały mocarstwa potępione przez Boga

Na nic dotacje, na nic przekazy pieniężne

Wróg bezsilnie złym okiem błyska

Boża placówka nawet gdy polegnie,

Wiarą w prawdziwe zwycięstwo tryska”.

Ania lekko trąciła sąsiadkę w ławce – Pani miała łzę w oku! Nic dziwnego, że kiedy nauczycielka się odezwała, miała nieco zachrypnięty głos:

– Dobrze, dobrze. No, musiał ci ktoś pomagać, ale to dobrze…

– Brat, tak trochę – szepnęła Iza.

Pani ogarnęła się. Klasnęła nawet w dłonie: – Izo, a podejdź do mnie.

A kiedy tak się stało, Pani prawie wykrzyknęła: – A może byś tak powiedziała bratu, żeby kolczyki ci kupił?

Zaczęła macać uszy uczennicy. Wszystko w porządku, przekłute, ale jednak nie w porządku, bo nic w nich nieumieszczone. Niemal jednym susem podskoczyła do biurka i z satysfakcją wyjęła srebrne kolczyki:

– Wiesz co to?

– No… kolczyki. Jakby liście… z dziurką… – wyjąkała przerażona Iza.

– Ha ha ha! – zaśmiała się teatralnie Pani. – Jakie tam liście… – zgrzytnęła złośliwie, a nachyliwszy się do ucha Izy, szepnęła: – Piękny symbol kobiecości, idiotko…

I wydała głośną komendę:

– Marsz do pielęgniarki. I nie wracaj mi bez kolczyków! Co to za dziewczynka bez kolczyków!

Iza, z wypiekami na policzkach, wzięła w garść srebrne listki i niemal wybiegła z klasy.

W nauczycielkę wstąpił bojowy duch. Inspekcja kolczyków! Przechadzając się po klasie, Pani wydawała pomruki aprobaty. Szczególnie spodobały się jej te Ani:

– Lech i Jarosław… Śliczne…

Wtem ryknęła na Roberta:

– A ty, chłopie, co? Na gwizdek czekasz?

Wszyscy chłopcy zrozumieli wezwanie. Podwinęli nogawki, a Pani z zadowoleniem popatrzyła na tatuaże na ich łydkach. Przeważały „Wilczym tropem” i „Smoleńsk pomścimy”.

Wróciła Iza. Właściwie całą twarz miała koloru cegły, a przy oczach trzymała chusteczkę. Usiadła, a raczej opadła na ławkę, jakby migocące srebrne kolczyki od Pani ważyły tonę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj