Tak też zrobił rządzący po 1989 r. liberalny establishment polityczno-medialno-ekonomiczno-symboliczny. Stworzone przez niego opowieści pozwalają mu upozorować własne nieistnienie. Dzięki tym mitom może mówić: „Ha, ha, a któż to są te elity liberalne? My? Dobre sobie!”. Książka „1989. Pozytywny mit” (i przedstawienie) pomaga to dyskretne panowanie umocnić.
Książka jest dodatkiem do teatralnego spektaklu, który zyskał w ostatnich miesiącach wielką popularność. Symboliczną kulminacją pasma sukcesów było pokazanie „1989” (w reż. Katarzyny Szyngiery) w Teatrze Telewizji po przejęciu TVP przez nową władzę. Nie będę oceniał walorów artystycznych, bo nie one mają zasadnicze znaczenie. Tu chodzi o użyteczność mitu. Projekt „1989” jest dla nowej władzy szalenie użyteczny. Wzmacnia jej pretensje do monopolu na polskie przemiany oraz na ich opowiadanie.
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
