Czym jest transhumanizm?

Na wstępie rozszyfrujmy nazwę. Przez zwolenników określany filozofią i ruchem kulturowym, przez krytyków ideologią, transhumanizm (ang. transhuman ˗ człowiek przejściowy) promuje od kilku dekad biotechnologiczne usprawnienia ludzkiego ciała dzięki technologiom NBIC/GRIN (nanotechnologia, bioinżynieria, technologie informatyczne, kognitywistyka) i rozwojowi sztucznej inteligencji. Transhumaniści to awangarda społeczeństwa informatycznego. Tworzony przez siebie ruch społeczny motywują pragnieniem przekroczenia niedostatków ludzkiej natury i koniecznością zniesienia biologicznych ograniczeń w celu osiągnięcia wyższego stopnia istnienia. Rewolucja 4.0 przynosi więc nie tylko zmiany społeczno-ekonomiczne, lecz wyznacza również nowy etap w sposobach posługiwania się ciałem, zachęcając do jego optymalizacji i wzmacniania. Transhumanizm wyrasta w dużej mierze z uznanych środowisk naukowych i instytucji, a nie tylko niszowych cybernarracji wytworzonych w światku gier komputerowych czy sztuki. Kluczowa dla tej myśli jest figura postczłowieka.

Czyli?

Oksfordzki profesor Nick Bostrom pisze w jednym ze swoich tekstów, że staniemy się postludźmi, gdy chociaż jedna z istotnych dystynktywnych cech naszego gatunku kształtujących kulturę zostanie podniesiona do stopnia wyższego, niż posiadany przez najwybitniejsze żyjące jednostki. Transumanizm nie jest systemem naukowym, dlatego że nie mamy jasno zdefiniowanego punktu odniesienia, do którego przekroczenia dążymy. To co posiadamy, to jedynie historia wyobrażeń o przyszłości, z którą konfrontujemy nasze wizje i wyobrażenia. Nasze myślenie o transhumanizmie odbywa się przez szereg popkulturowych kalek, które były eksploatowane chociażby w kinie czy w komiksie. Przybiera często binarną formę; jest on postrzegany jak zły albo dobry. Rzeczywiste zmiany idą zazwyczaj w zupełnie innym kierunku, czego najlepszym przykładem jest rewolucja przemysłowa. Tworzenie narracji na temat postczłowieka odgrywa jednak ważną rolę, bowiem napędza rozwój nauki i technologii.

Czy ludzie będą chcieli tworzyć cyborgiczne połączenia na linii człowiek-maszyna?

Myślę, że już postawy wobec szczepień pokazały, że stanowiska będą zapewne zróżnicowane również odnośnie tej kwestii. Już dziś obudowujemy się technologią noszoną (wearables), powstają nowe kierunki studiów dotyczące współpracy w relacji człowiek - maszyna. Prowadzę zajęcia na Wydziale Zarządzania UŁ na pionierskim kierunku Automatyzacja Procesów Biznesowych, który cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem zarówno studentów, jak też naszych rynkowych partnerów. Podczas jednej z edycji Future Talks zorganizowanej przez Planet Partners zapytałam menedżerów o to, czy zdecydowaliby się na wzmocnienie swoich możliwości poznawczych, gdyby mieli taką możliwość. Aż 83 proc. z nich stwierdziło, że zdecydowałoby się na cyborgizację, która dałaby im konkurencyjną przewagę.

Transhumanistyczne projekty

Które transhumanistyczne biznesowe projekty są najciekawsze?

Na pierwszy plan wysuwa się cały sektor związany z przedłużaniem ludzkiego życia (ang. Longevity) i telemedycyną (Kordian, MedicAir, AioCare, CareConnect). Ogromnym rynkiem, zwłaszcza po pandemii, będzie SexTech i sektor związany z technointymnością. Mam na myśli nie tyle seksdroidy, co VR porno i szereg aplikacji, które oferować będą erotyczne towarzystwo bytów generowanych cyfrowo, które będziemy mogli personalizować wedle naszych potrzeb i za pośrednictwem informatyki afektywnej będą symulować emocje i doznanie zgodnie z naszymi preferencjami. Niemal każdy sektor sieciowej gospodarki zdominują Digital Humans czyli generowane komputerowo fotorealistyczne wizerunki ludzi ( https://thispersondoesnotexist.com), które podobnie jak teleobecność (czyli działanie na odległość) za pośrednictwem avatarów lub ciał robotycznych, są przyszłością komunikacji w biznesie. Bardzo ważne będą wszystkie innowacyjne rozwiązania łudzące nasze zmysły, symulacje wytwarzające przekonujące iluzje. Kontinuum sztucznej rzeczywistości (Artificial Reality), czyli środowiska integrujące technologie VR, AR w Mixed/Extended Reality, zmierza do pełnej immersji - całkowitego zanurzenia nas w cyfrowe światy przez oddziaływanie na nasze wszystkie zmysły. Łączymy ludzkie ciało z interfejsem cyfrowym. Obraz uzupełniany jest emocjonalnymi syntezatorami mowy, elektryczne stymulacje języka oddziałują na zmysł smaku („Digital Taste Lollipop”), pojawiają się też stymulacje olfaktoryczne. Dzięki wynalazkom takim jak garnitur haptyczny (Tesla Haptic Suit) przeniesiemy nasze ciała i nasze biznesy do Metaversum. Podczas gdy hełmy VR zapewniają symulację świata, który widzimy i słyszymy, garnitur Tesla robi to samo w obszarze dotyku, oferując nam doświadczanie dodatkowego wymiaru rzeczywistości za pośrednictwem drobnej sieci elektrod, co określamy "animacją haptyczną". Możemy poczuć deszcz, objęcie bliskiej osoby lecz również cios i wystrzelony w nas pocisk.

Ważną marketingowo rolę odgrywają również ekstremalne projekty takie jak LifeNaut koncernu farmaceutycznego United Therapeutics, który obiecuje masowej klienteli nieśmiertelność w bliżej nieokreślonej przyszłości. Firma gromadzi genetyczne próbki w celu zintegrowania ich z materią nieorganiczną w postaci śladów cyfrowych i stworzenia cyfrowych klonów mózgu. Również kilka spółek Google’a, m. in. Calico, prowadzi badania nad długowiecznością. Szeroko dyskutowane badania gerontologiczne prowadzi Aubrey de Grey. Wielu genetyków mocno krytykuje podobne projekty. Nie zmienia to jednak faktu, że doprowadzą one do powstania wielu rozwiązań, które rzeczywiście usprawnią ludzką biologię. Problem polega na tym, że nie jesteśmy w stanie zweryfikować obecnie wartości wielu z projektów, nad którymi pracują wspomniane firmy, bowiem wyznaczają sobie one cele, które mogą się zmaterializować dopiero w odległej przyszłości.

Elon Musk pracuje nad projektem Neuralink. Czy połączenie mózgu z maszyną może się udać, a jeśli tak, to jak przełomowe będzie to osiągnięcie?

Faktycznie, łączymy rozmaite maszyny z ciałem od ponad stulecia. W 2008 roku zmarła Dianne Odell, która przeżyła 60 lat w maszynie określanej „żelazne płuca”, po tym jak zachorowała we wczesnym dzieciństwie na polio. Interfejs mózg-komputer (brain-computer interface, BCI), pozwalający na komunikację kory mózgowej człowieka z urządzeniem zewnętrznym jest również zagadnieniem zgłębianym od dziesięcioleci. Początek prac nad tą technologią datuje się na rok 1924, gdy neurolog Hans Berger wykorzystał elektroencefalograf do rejestrowania aktywności mózgu. Na tym polu Musk ma bardzo potężną konkurencję jak np. SynchronMed, Kernel czy technologię BrainGate ˗ bezprzewodowy system zdolny do przekazywania sygnałów z rozdzielczością do pojedynczego neuronu dzięki małemu nadajnikowi umieszczonemu na głowie pacjenta.

Myślę, że projekt Muska jest jak zwykle przełomowy marketingowo. To znakomicie wypromowane rozwiązanie biznesowe. Neuralink może powtórzyć sukces SpaceX w zakresie współpracy instytucjonalnej ˗ zostanie skomercjalizowane i wykorzystane w szerokim zakresie w sektorze medycznym. Neuralink stanie się w przyszłości prawdopodobnie monopolistą w zakresie produkcji robotów medycznych i narzędzi do przeprowadzania skomplikowanych technologicznie operacji. Nowy projekt Muska już jest marką, która może wkrótce odgrywać tak dużą rolę jak Tesla, a w osiąganiu takiej pozycji bardzo pomaga sprawny marketing futurologiczny.

Problem z Neuralinkiem polega na tym, że nie przedstawiono nam żadnych wiarygodnych naukowych badań, na których firma opiera rozwój projektu. Badacze, którzy podpisują się pod tą technologią, są pracownikami Neuralinka. Jesteśmy w sytuacji, w której eksperymenty technologiczne Muska nie są poddawane krytyce ze strony środowiska naukowego, bowiem powstają poza oficjalnym badawczym obszarem.

Czy możemy nazwać Muska transhumanistą?

Możemy powiedzieć, że Elon Musk to współczesna figura postczłowieka bo niewątpliwie przekracza to, co definiujemy jako ludzką normę działania. Pracuje 25 godzin na dobę, stworzył dla swoich dzieci specjalny system edukacyjny Ad Astra, prowadzi biznes na Ziemi, pod Ziemią (Hyperloop) i w Kosmosie (SpaceX), znajdując czas na prowadzenie programów rozrywkowych, potrząsanie rynkiem kryptowalut i zapalenie skręta z Joe Roganem. To postać nie tylko ucieleśniająca amerykański sen, ale też ideologię transhumanistyczną. Zauważmy, że kreuje się na proroka międzyplanetarnej cywilizacji, w czym wydatnie pomagają mu „metafizyczne” zbiegi okoliczności, jak np. fakt, że w książce "The Mars Project" z 1953 roku autorstwa niemieckiego naukowca pracującego nad rakietami V2 Wernhera von Brauna, przywódca Czerwonej Planety zajmuje stanowisko tytułowane "Elon".

Ada Florentyna Pawlak, źródło: Wydział Promocji UŁ / Media

Nauka kontra biznes

Wróćmy do związków pomiędzy Neuralinkiem, a światem nauki. Czy to nie szerszy problem wykraczający poza projekt Muska? Myślę o braku powiązań między uznanymi naukowymi środowiskami, a ośrodkami badawczymi wielkich korporacji, które zatrudniają własnych specjalistów, co do których niezależności możemy mieć wiele wątpliwości.

Zjawisko to możemy nazwać luką poznawczą, która jest coraz bardziej rozległa we współczesnym świecie. Masz pełną rację. Dotyczy to nie tylko transhumanizmu, ale też na przykład rozwoju mediów społecznościowych takich jak Facebook. Firma Zuckerberga tworzyła portal we współpracy z dużą grupą korporacyjnych badaczy, neurobiologów, wykorzystując do konstruowania jego architektury wiedzę dotyczącą działania ludzkiego mózgu. Badania te koncentrowały się chociażby na aktywowaniu układów serotoninowych i dopaminowych, które odgrywają centralną rolę w uzależnianiu nas. To te biochemiczne procesy wyjaśniają fenomen popularności „lajków”. Facebook prowadzi więc eksperymenty na ludzkim ciele, jednak nie zostało to poddane jakiejkolwiek naukowej kontroli. Co więcej, jest to uważane za jak najbardziej normalną sytuację. Nie posiadamy odpowiednich akademickich zasobów, żeby weryfikować te badania i sposób oddziaływania tego typu portali na odbiorców.

Czyli możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z dwoma obcymi sobie światami, nauką korporacyjną i nauką konwencjonalną, które nie komunikują się? Czy częste są przypadki badaczy, którzy łączą pracę na uczelni i w korporacji typu Facebook czy Tesla?

Gwałtowny rozwój oraz społeczna implementacja sztucznej inteligencji i technologii NBIC sprawił, że nie tylko środowisko naukowców i inżynierów lecz również przedstawiciele humanistyki włączają się w dyskurs dotyczący autoewolucji człowieka postulowanej przez transhumanistyczny projekt. Projektowane zmiany ludzkiej biologii, technologiczne doskonalenie ludzkiego ciała i wyposażanie go w niedostępne do tej pory nowe modalności zmysłowe to perspektywa zmuszająca do rewizji rudymentarnych kwestii dotyczących człowieczeństwa w kulturze zdominowanej technologią, w której podstawowe zachowania i wyobrażenia na temat człowieczeństwa ulegają gwałtownym zmianom. Zjawisko to dotyczy w duże mierze europejskiej kultury akademickiej. W USA współpraca nauki z biznesem odbywa się na zupełnie innych zasadach ˗ dzięki fundacji Kurzweila powstały książki prof. Sherry Turkle opisującej niepokojące przemiany obyczajów najmłodszych pokoleń technokultury. Istnieje tam bogata tradycja współpracy obu sektorów i fundowania prywatnych uczelni skoncentrowanych na prowadzeniu badań, na które przeznaczany jest duży kapitał. W Stanach w pełni normalną sytuacją jest to, że akademicki profesor Craig Venter patentuje jednocześnie organizmy żywe. Dzięki tego typu współpracy amerykańskie firmy osiągnęły przewagę nad europejskimi. To oczywiście pewnego rodzaju uogólnienie i należałoby się przyjrzeć konkretnym sektorom. Z drugiej strony można mieć wiele zastrzeżeń do bezstronności badań finansowanych przez korporację. Opiniotwórczy filozof technologii, oksfordczyk prof. Luciano Floridi od dekady utrzymuje się z grantów sponsorowanych przez Google, Microsoft i Facebooka.

Na czym polega konkurencyjna przewaga wielkich korporacji nad środowiskiem naukowym?

Ważnym czynnikiem, który ma istotne znaczenie dla naszych rozważań są big data. Korporacje dysponują ogromnymi bazami danych, do których akademiccy badacze nie mają dostępu. Decyzja o podjęciu wielu projektów naukowych, np. z zakresu badania interakcji ludzi z chatbotami, jest ryzykowna, bowiem wiele z nich przeprowadziły już duże koncerny technologiczne, o czym często nawet nie wiemy. Wielkie firmy prowadzą prace nad różnymi komercyjnymi zastosowaniami swoich odkryć. To daje im przewagę poznawczą nad akademickimi badaczami, która zwiększa się w zastraszającym tempie. Problemem jest też finansowanie naukowych badań. Musiałaby to zrobić rynkowa konkurencja. Duże projekty naukowe to złożone systemy sprzężeń zwrotnych, w których członkowie zespołów i zespoły badawcze uzupełniają się i bardzo trudno jest rozwijać jakiekolwiek technologiczne rozwiązania, nie bazując na dotychczasowych bogatych osiągnięciach. Postęp w naukowych dziedzinach dokonuje się stopniowo i trudno od podstaw stworzyć coś nowatorskiego. Koncerny posiadają już ogromne zasoby i bazę wiedzy, z którą trudno jest konkurować naukowemu środowisku. Poza tym wielkie firmy mają dobrze rozwinięte zespoły head hunterów, których zadaniem jest przechwytywanie najbardziej uzdolnionych badaczy. Firmy te oferują im znacznie lepsze finansowe warunki niż uczelnie. Alternatywą dla amerykańskich uczonych, którzy nie są zainteresowani współpracą z biznesem są ich chińscy, znakomicie wykształceni odpowiednicy.

Być cyborgiem

Magdalena Gacyk opisuje w książce „Zabawy w Boga. Ludzie o magnetycznych palcach” amerykańską społeczność cyborgów. Jakie są najciekawsze przykłady zespolenia człowieka z technologią?

Smartfon, który od 2007 zmienił sposób życia, prowadzenia biznesu, zabawy. Wyszukiwarka internetowa stała się najważniejszym źródłem informacji dzięki zespoleniu z naszym ciałem, a obecność w sieci podstawą tożsamości: googlujesz, więc jesteś.

Dziś wiele z udoskonaleń pojawia się na styku nauki z medycyną. Możemy nawet powiedzieć, że niepełnosprawność jest ambasadorem transhumanizmu w dyskursie publicznym. Chodzi o projekty, których zadaniem jest przywracanie ludziom utraconych funkcji, na przykład poznawczych. To na tym polu obserwuję najbardziej niesamowite osiągnięcia. Przykład? Program implantacji protez siatkówki („bioniczne oko”) dla niewidomych cierpiących na barwnikowe zwyrodnienie siatkówki stworzony przez firmę Second Sight Medical Products. To pierwszy i jedyny rutynowo stosowany na świecie sposób leczenia ciężkiej ślepoty. Kolejne przykłady to automatycznie zintegrowane pompy insulinowe, implanty ślimakowe czy protezy sterowane myślami. Nad tego typu technologiami pracuje się od dawna, natomiast głośne niedawne badania Elona Muska, w których małpy grają w gry komputerowe, sterując kontrolerem umysłem, nie są niczym pionierowym ˗ nad połączeniami ludzkiego mózgu z protezami pracuje się od wielu dekad, na przykład w leczeniu choroby Parkinsona, w którym stosuje się implanty zapobiegające drżeniu ciała. To wszystko przykłady z instytucjonalnego obszaru.

Czy możesz nam przybliżyć oddolne ruchy biohakerskie?

Transhumanizm to zarówno ruch odgórny, czyli działania finansowej elity, jak również oddolne społeczności biohakerskie. Biohakerzy odgrywają ważną rolę w rozwoju transhumanizmu, bowiem dostarczają nam podstaw do tworzenia wyobrażeń na temat tego, jakie granice może przekraczać nasze ciało. O ile wspomniane Second Sight czy protezy powstały na skutek współpracy uczelni i firm w sektorze formalnym, o tyle w przypadku biohackingu mamy do czynienia z tzw. czarną medycyną, czyli wykonywaniem zabiegów na marginesie w warunkach garażowych. W pewnym momencie oddolne działania zaczynają jednak wchodzić do głównego nurtu i są komercjalizowane.

Magda Gacyk pisze dużo o drugiej stronie, tzw. grinders movement, czyli społeczności hakerskiej dążącej do ulepszania własnego ciała za pomocą cybernetycznych urządzeń czy wprowadzania do organizmu substancji biochemicznych. Filozofia transhumanistyczna jest bardzo hedonistyczna. Wspomniany ruch działa poza oficjalnym obszarem i dostarczył wielu estetycznie spektakularnych ulepszeń. Jednym z jego przedstawicieli jest biohaker Tim Cannon, który zdecydował się na wszczepienie sobie pod skórę ogromnego urządzenia do zbierania danych, na przykład mierzenia temperatury (które dzisiaj są w stanie gromadzić proste aplikacje). Inny przykład to implanty do słuchania muzyki, które są wszczepiane na zewnętrznej części uszu. Zdaniem ich propagatorów zmieniają doświadczenie odbioru dźwięku. Wszystko to jednak pozostaje w sferze subiektywnego doznania cyborgów, bowiem nie mamy możliwości zweryfikowania procesów, które zachodzą w ich ciałach.

Jednym z głównych tematów popkultury spod znaku fantastyki naukowej jest powstanie klasy nadludzi. Czy „ulepszenia” ludzkiego ciała będą dostępne tylko dla społecznej elity?

Postawię sprawę inaczej. Nie każde technologiczny upgrade musi okazać się przewagą, a w niektórych sferach funkcjonowania lepiej mogą wręcz radzić sobie osoby, które nie zostaną „ulepszone”. Technologia bazuje na przykład na kulturze obrazu, która nie rozwija ludzkich zdolności umysłowych tak dobrze jak kultura pisma. Powtórzę, organizm wzmocniony technologicznie nie musi mieć przewagi nad biologicznym, a zastosowane narzędzia mogą mieć korzystne albo niekorzystne praktyczne życiowe zastosowanie. Technologiczne wzmocnienia mogą być ponadto uwarunkowane i sterowane zewnętrznie, co ograniczy ludzką niezależność.

Żyjemy w erze narcyzmu technologicznego i mamy tendencje do myślenia o wzmacnianiu ciała w kontekście indywidualizmu. Niwelowanie różnic pomiędzy jednostkami może stanowić ewolucyjne zagrożenie, ponieważ z punktu widzenia antropologii ewolucyjnej to różnorodność jest czynnikiem wzmacniających społeczności. W społeczeństwie mocno zmodyfikowanym technologicznie przewagą może okazać się unikalność wynikająca z braku ulepszeń.

Ada Florentyna Pawlak - antropolożka technologii, prawniczka i historyczka sztuki, wykładowczyni akademicka (IEiAK UŁ, Artes Liberales UW, Wydział Zarządzania UŁ, Akademia im. Leona Koźmińskiego w Warszawie) i speakerka w Digital University w obszarze społecznych kontekstów nowych technologii. Trzykrotna stypendystka Rektora Uniwersytetu Łódzkiego. Wiceprezeska TEFT (Towarzystwo Etyki i Filozofii Techniki), jedna z założycieli Polskiego Stowarzyszenia Transhumanistycznego. Specjalizuje się w obszarze społecznych implikacji sztucznej inteligencji i transhumanizmu. Prowadzi zajęcia dotyczące antropologii technologii i kultury cyfrowej, technointymności i współpracy człowieka z maszyną.