Forsal logo

Kiedy zadeklarowanie ateizmu staje się przejawem kontrkulturowego bunt

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
14 lutego 2021, 17:42
Ateizm. Ateista
<p>Ateizm</p>/ShutterStock
Odrzuciwszy fetysze cywilizacyjnej krucjaty i fałszywego mesjanizmu, zostaniesz sam. A mimo to masz być wiernym zasadom, reagować intuicyjnie, ale właściwie – chociaż, być może, jesteś niczym, a świat po prostu istnieje, zmienny i nieprzewidywalny

Ateizm to szczególne pojęcie. Jako opcja światopoglądowa – przynajmniej w Polsce – ma w sobie coś z coming outu, a zarazem: coś z demonstracyjnego aktu opuszczenia wspólnoty, mniejsza, że iluzorycznej. Ateizm często pojawia się w ustach rządzącej prawicy i kapłanów Kościoła katolickiego jako oskarżycielski epitet pod adresem tych, którzy nie popierają lokalnego sojuszu tronu i ołtarza, kwestionują prawo państwa do narzucania społeczeństwu religijnych norm – w tym rozumieniu ateista to po prostu człowiek niemoralny, przesiąknięty miazmatami zachodniej „cywilizacji śmierci”, sprowadzony na złą drogę, ale ów człowiek jest też, naturalnie, zbłąkaną owieczką.

Jednakże w kraju, w którym co i rusz wybuchają afery pedofilskie z udziałem księży, a jednocześnie minister edukacji stwierdza z powagą, że najlepszym źródłem wiedzy o ludzkiej seksualności są dzieła Jana Pawła II, ateizm, przynajmniej deklaratywny, może być przejawem kontrkulturowego buntu. A także próbą zaaplikowania sobie duchowej terapii.

Sekularyzacja Zachodu jest faktem – fala sekularyzacyjna ogarnia także Polskę – ale zarazem proces ten rodzi rozmaite pytania. Na przykład: czy ludzie, których Kościół nazywa „ateistami praktycznymi”, którzy „żyją tak, jakby Boga nie było”, czyli, prościej, nie praktykują otwarcie religii, naprawdę są ateistami i nie wierzą w istnienie stwórcy oraz wszelakie byty nadprzyrodzone? Bardzo pouczający jest tu przypadek Czech – tamtejsze społeczeństwo, które stereotypowo uchodzi za jedno z najbardziej ateistycznych na świecie, w istocie jest społeczeństwem postkatolickim (i w jakiejś mierze również postprotestanckim): to zbiorowisko prywatnych, synkretycznych, zindywidualizowanych religii. „Kiedy mówimy o czeskim ateizmie, proponuję raczej pojęcie «cosizm». To jest najbardziej rozpowszechniona wiara Czechów – «w Boga wprawdzie nie wierzę, ale coś nad nami musi być». «Cosizm» ma wiele postaci” – pisał wybitny katolicki intelektualista, ks. Tomáš Halík (cytuję za artykułem Anieli Różańskiej „(A)religijność po czesku – ateizm, analfabetyzm religijny czy coś więcej?”, Edukacja Międzykulturowa 10/2019).

Za tym pytaniem idą kolejne: czy każdy apostata, który wypisał się z Kościoła katolickiego, automatycznie staje się ateistą? Czy każda zwolenniczka świeckiego państwa to ateistka? To pytania retoryczne, bo oczywiście wiadomo, że nie – żyjemy w świecie, który wymaga od nas często zdecydowanych, zero-jedynkowych manifestacji poglądów, w Polsce kwestie wiary i niewiary są silnie polityczne, a tam, gdzie wkracza polityka, pojęcia stają się sloganami.

Tymczasem wyjaśnienia wymaga samo pojęcie ateizmu – wieloznaczne, trudno uchwytne, niekiedy opisujące zjawiska i postawy wzajemnie sprzeczne.

Nadchodzą nowi ateiści

Nim jednak spróbujemy uchwycić te definicyjne sprzeczności, przyjrzyjmy się pewnej wpływowej grupie intelektualistów, nazywających samych siebie nowymi ateistami.

Ateizm stał się tematem modnym i medialnym w pierwszej dekadzie naszego stulecia – i nie był to już ów piętnowany po tysiąckroć demoniczny ateizm nazistowskich krematoriów, sowieckich łagrów i chińskiej rewolucji kulturalnej, lecz ateizm w tweedowej marynarce, wspierany autorytetem akademii i nauki. Ten nowy ateizm pojawił się (może raczej – uaktywnił) w obiegu idei i dyskursie publicznym – początkowo w świecie anglojęzycznym – po zamachach na WTC z 11 września 2001 r. jako reakcja na terroryzm zasilany fundamentalizmem religijnym. Gniew nowych ateistów szybko uległ generalizacji i skierował swoje ostrze nie tylko w stronę islamu, lecz w stronę religii w ogóle (w każdym razie: w stronę rozmaitych odmian monoteizmu).

Do Polski nowy ateizm dotarł wraz z publikacją dwóch głośnych książek: „Boga urojonego” Richarda Dawkinsa (przeł. Piotr J. Szwajcer, CiS 2007), gdzie ów brytyjski biolog dowodził, że religia jest zarazem rodzajem zbiorowej choroby umysłowej i irracjonalnym stekiem bzdur...

Źródło: Magazyn - eDGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj