Ach, co to był za głos. Renatę Lewandowską nazywano polską Janis Joplin

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
26 grudnia 2020, 07:00
renata Lewnadowska dotyk
<p>Renata Lewandowska "Dotyk"</p>/Media
Jeśli ktokolwiek ją pamięta, to z przeboju, którego nigdy nie lubiła. Internet dał jej drugą szansę, ale Renata Lewandowska już nie chce śpiewać

Opole 1974. Konferansjer zapowiada, że za moment na scenie pojawi się Grupa I. Wychodzą trzy kobiety i jeden mężczyzna, mieszany kwartet wokalny. Takie wówczas były modne. Artyści w dzwonach i brokatach. A piosenka? Wielki hit festiwalowy. „Jak dobrze wstać, skoro świt…” – do dziś nucą starsi słuchacze. „Radość o poranku” to niby prosta, popowa kantylena, ale rozpisana na głosy. Zaczynała anielskim głosem Marlena Drozdowska, a kończyła czystym altem Ewa Olszewska. Ale co się działo w środku! W środku była Renata Lewandowska z obłędną solówką z soulowym pazurem, jakby niepasującą do anielskich refrenów.

„Rakieta ziemia-woda-powietrze-niebo” – komentuje internauta pod filmikiem na YouTubie, który dokumentuje audiowizualny zapis opolskiego koncertu. „Głos jak dzwon” – pisze ktoś inny. „Renata Lewandowska zrobiła tu piosenkę w piosence” – chyba najtrafniej ujmuje to wykonanie kolejny z dyskutantów. Tej wymianie zdań przygląda się bohaterka nagrania, która prowadzi tu własny kanał. Czasami coś doda, zdementuje, polubi czyjś komentarz. I promuje nową płytę, a w zasadzie longplay, którego nigdy nie nagrała – z zebranymi piosenkami z lat 70. Płyta ukazała się w połowie listopada i nosi tytuł „Dotyk”.

Renata Lewandowska 40 lat temu zakończyła świetnie zapowiadającą się karierę muzyczną i nagle zniknęła z estrady. Słuch po niej zaginął, a teraz wreszcie można dotknąć jej piosenek, rozpakowując płytę. „Czarną płytę”, bo album ukazał się jedynie na winylu. Cztery dekady temu też wydawano tylko winyle – nikt nie marzył o kompaktach, MP3, streamingu. Płyta to konkret, pamiątka, dowód rzeczowy. A internet domagał się twardych dowodów na istnienie Renaty Lewandowskiej. No i je dostał.

Polska Janis Joplin

Zapomnianych dziewczyn z tamtych i późniejszych lat jest mnóstwo. Zapomnianych z różnych względów: bo przedwcześnie odeszły (Ludmiła Jakubczak, Teresa Haremza); rozstały się z muzyką (Natasza Czarmińska); wybrały emigrację (Teresa Tutinas). Niektóre nadal nagrywają płyty, pokazują się w mediach, sporadycznie koncertują, ale popyt jakby słabszy (Wanda Kwietniewska, Patrycja Kosiarkiewicz). Tylko znane piosenki przypominają, że były kiedyś gwiazdami. A niektóre – jak Renata Lewandowska – nawet nie weszły na tę „aleję gwiazd”. Znali ją bywalcy warszawskich klubów – Hybryd i Medyka. Jeździła na FAMĘ do Świnoujścia, na giełdy i kiermasze piosenek, na przeglądy studenckie w całej Polsce, stając się atrakcją muzyczną w akademickich kręgach. Kiedyś to właśnie kluby były trampoliną na dużą estradę, choć droga – dajmy na to – z Piwnicy Pod Baranami na opolski festiwal jednym dłużyła się w nieskończoność, a innych wiodła dyskretnym skrótem.

O Renacie Lewandowskiej zrobiło się głośniej, gdy w 1970 r. wystąpiła w Opolu w białym stroju weselnym i razem z żeńskim chórem odśpiewała „Ach, co to był za ślub” – wówczas spory przebój grupy Quorum. Piosenka spodobała się przewodniczącemu Radiokomitetu, który przyznał jej nagrodę. Rok później wokalistka zaśpiewała w filmach „Milion za Laurę” oraz „Pięć i pół bladego Józka”, a w końcu pomogła wylansować „Radość o poranku”, którą zdominowała nieprawdopodobnym głosem. Szczupła, o łagodnych rysach twarzy i śnieżnobiałym uśmiechu, z wodospadem rudych włosów – mogła się podobać na scenie. Polska Janis Joplin – piali z zachwytu widzowie, choć gdy śpiewała, inni mieli przed oczami Arethę Franklin.

Głos nie z tej ziemi, a jednak nie przebił się do świadomości słuchaczy. Dziś nawet wiele osób z branży pamięta Lewandowską jak przez mgłę albo nie przypomina jej sobie wcale. – Zupełnie nie kojarzę, nie znam. Nigdy nie spotkałam jej na naszej drodze estradowej – mówi Ewa Konarzewska, jedna z późniejszego składu Alibabek, które… wspierały Lewandowską podczas nagrywania utworu „Olbrzymi twój cień”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj