Niechętnie sięgamy po prasę, informacji nie szukamy już nawet na popularnych portalach w sieci, tylko zawierzamy Facebookowi czy Twitterowi. Często nawet nie czytamy, bo zasmakowaliśmy w memach – staliśmy się pokoleniem TL;DR (Too long; didn’t read, czyli „za długie; nie przeczytałem”). – Nastolatkowie koncentrują się na tytule i nagłówku, rzadko docierają do końca materiału. Starsi, choć starają się w całości czytać artykuły, z reguły nie zwracają uwagi na źródło informacji– tłumaczy Małgorzata Kilian, założycielka Stowarzyszenia Demagog, weryfikującego wypowiedzi polityków.

Na dodatek zmienił się nasz sposób konsumowania informacji. Samo oglądanie czy czytanie, nawet pobieżne, już nie wystarcza, bo równolegle sprawdzamy zasłyszane czy przeczytane informacje w sieci albo komentujemy wydarzenia na portalach społecznościowych. – Ale uwaga człowieka jest w znacznej mierze linearna. Choć możemy jednocześnie rozmawiać i prowadzić samochód, to konsumpcja dwóch mediów w tym samym czasie powoduje, że na ogół przeoczamy dużą część informacji – mówi prof. Tomasz Gackowski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego.

>>> Czytaj też: Facebook niszczy twoje zdrowie psychiczne [INFOGRAFIKA] 

W odbieraniu różnorodnych przekazów przeszkadzają nam też inne wrodzone uwarunkowania: lubimy te rzeczy, które znamy. Więc wybieramy te media, z przekazem których się zgadzamy. Zgodnie z badaniami psychologa Elliota Aronsona, potencjalna konfrontacja z faktami niepasującymi do naszej wizji powoduje niepokój, lęk, może wręcz wyzwolić agresję. – Mamy tendencję do upraszczania świata. Stereotypizujemy coraz więcej zjawisk, a technologia często nas w tym wspiera poprzez dopasowywanie treści do naszych zwyczajów czy zainteresowań – dodaje Gackowski.

Jaką linię redakcyjną ma Facebook?

Platformy społecznościowe, uchodzące do tej pory za bezstronne przekaźniki, coraz częściej oskarżane są o preparowanie komunikatów docierających do użytkowników. – Pomimo obietnic Marka Zuckerberga technologia używana przez FB nie jest „przezroczysta”. Facebook zatrudnił kilkadziesiąt tysięcy osób do recenzowania treści umieszczanych w sieci. To budzi poważne wątpliwości, bo z pewnych pobudek ktoś decyduje się blokować konkretne komunikaty i konta. Pojawia się zatem pytanie o linię redakcyjną FB. Jeśli zostanie oficjalnie sprecyzowana, takie działania stają się zrozumiałe, ale w takim razie Facebook musi przestać udawać, że jest bezstronny, skoro ma dziennikarzy bądź cenzorów – ocenia prof. Tomasz Gackowski.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP