Profesor Małgorzata Polz-Dacewicz, kierownik Zakładu Wirusologii z Laboratorium SARS UM w Lublinie w rozmowie z PAP podkreśliła, że chorują coraz młodsze dzieci, dlatego lepiej wykonać test nawet prywatnie i mieć pewność, że dziecko jest zdrowe.

"Objawy grypopodobne, przeziębieniowe powinny skłonić rodziców do zrobienia dziecku testu. Jednak wiem, że ludzie - z różnych powodów - nie chcą robić wymazów. Rodzice nie chcą testować dzieci, bo wynik dodatni będzie skutkował kwarantanną, więc przymusową izolacją. Niektórzy uważają też, że to przeziębienie i samo przejdzie" – powiedziała.

Reklama

W ocenie profesor takie postępowanie jest złe, ponieważ choroba rozwija się podstępnie, "niekiedy bardzo szybko, a wtedy czasem jest już za późno".

"To, co chciałabym podkreślić, to w przypadku, kiedy nie mamy żadnych objawów, testowanie się testem antygenowym nie ma sensu, bo wynik wyjdzie ujemny. Jeżeli są objawy, to można zrobić test antygenowy. Ale najlepszy będzie zawsze test PCR, zarówno u dzieci, jak i u dorosłych" – dodała Małgorzata Polz-Dacewicz.

W niedzielę Ministerstwo Zdrowia poinformowało o kolejnym przypadku wariantu omikron wykrytego u 7-letniej dziewczynki z Gdańska, która miała wykonany test z powodu objawów infekcji paragrypowej.

Jak zaznaczono - "wcześniej zakażenie przeszła jej mama". "Dzieci z klasy były skierowane na kwarantannę, a te z najbliższego kontaktu mimo braku objawów są kierowane na test" - podało MZ.

Pierwszy przypadek wariantu omikron w Polsce - potwierdzony w czwartek przez katowicki sanepid - stwierdzono u obywatelki Lesotho. W piątek zanotowano drugi potwierdzony przypadek wariantu omikron koronawirusa w kraju; zakażona to trzyletnia dziewczynka z Warszawy.