Sąd administracyjny w Stuttgarcie orzekł, że zdrowie mieszkańców jest ważniejsze od interesów kierowców samochodów i producentów. Sędziowie uznali, że można zakazać wjazdu aut z silnikiem diesla do miasta. Ich zdaniem władze Badenii-Wirtembergii nie mogą jedynie czekać na ruch przemysłu motoryzacyjnego. "Zakaz wjazdu jest najbardziej skutecznym instrumentem obniżenia trującego dwutlenku azotu" - stwierdził sąd.

Niemieckie media traktują orzeczenie sądu w Stuttgarcie jak wyrok precedensowy, który będzie miał wpływ na decyzje w innych dużych miastach Niemiec.

Kolejnym ciosem w ostatnich dniach była decyzja niemieckiego ministra transportu Alexandra Dobrindta, który zakazał poruszania się po drogach samochodów marki Porsche Cayenne. Ograniczenia obejmują modele z silnikiem diesla 3.0 TDI. Powód? Nielegalne manipulowanie emisją spalin. Jednocześnie do serwisu zostało wezwanych 22 tys. właścicieli tych aut.

W Niemczech trwa krajowa debata nad dieslem. W zeszłym roku 46 proc. aut, które zjechały z taśm produkcyjnych, były wyposażone w te silniki. Spada entuzjazm w stosunku do diesla. Konsumenci w związku z licznymi skandalami tracą zaufanie to tej technologii.

Globalny skandal z fałszowaniem emisji spalin w Grupie Volkswagena okazał się nie jedynym w branży. Najnowsze kłopoty niemieckich producentów samochodów zaczęły się od okładki w szanowanym tygodniku Der Spiegel, który sugerował, że Volkswagen, Daimler i BMW od lat 90. działały jako kartel. Opisano, w jaki sposób firmy utworzyły liczne grupy robocze w celu uzgodnienia wspólnych standardów i specyfikacji - na przykład utrzymanie stosunkowo niewielkich zbiorników z AdBlue w silnikach Diesla, co spowodowało, że było znacznie więcej miejsca dostępnego pod maską.

Reklama

Mnożące się skandale to duży cios dla Niemców, którzy od dawna są dumni z sektora samochodowego - stanowi on około 20 proc. krajowych dochodów przedsiębiorstw i 18 proc. eksportu.

>>>Czytaj więcej: Leonid Bershidsky: Narodowy producent aut w Niemczech?