Projektuje ciuchy dla ludzi, którzy lubią publicznie pokazywać, że ich życie jest usłane 100-dolarowymi banknotami. Ludzi, którzy noszą na nadgarstkach zegarki tak duże, że człowiek jest autentycznie zaskoczony, iż co godzinę nie wyskakuje z nich kukułka. Ludzi, których domy pod względem wielkości przypominają tureckie hotele. We wszystkich 50 łazienkach, jakie w nich znajdziecie, zainstalowano krany z 24-karatowego złota. Po odkręceniu czerwonego kurka leci wódka Grey Goose, a z niebieskiego – szampan Moët. Innymi słowy, Plein projektuje ciuchy dla całej moskiewskiej Rublowki. Jego buty odbijają światło z większą mocą niż panele słoneczne orbitalnego satelity. Marynarki wyglądają, jakby ktoś miał je na sobie podczas malowania mieszkania i wywalił się na puszki z farbą. Zwykły pasek do spodni, który przypomina brylantową kolię zdjętą z witryny Cartiera, kosztuje nawet kilka tysięcy złotych. Za dżinsy trzeba zapłacić równowartość 4–5 tys. zł. A cena tenisówek rośnie wraz z liczbą lumenów – najdroższe chodzą po 15 tys. zł.

>>> Czytaj też: Jak zamienić diesla w elektryka. Ten startup chce masowo przerabiać stare samochody 

Zastanawiacie się pewnie teraz, kto, na Boga, pragnie wydać takie pieniądze, żeby przebrać się za papugę arę. Chyba całkiem sporo osób, bo Plein w ubiegłym roku na czysto zarobił… 30 mln euro. Sądząc po jego zdjęciach na Instagramie, pieniądze te wydaje głównie na wizyty u barbera, swoje własne ciuchy i życie zgodne z ich stylem: jest dużo kolorów, blichtru i efekciarstwa. Oczywiście nie może zabraknąć samochodów – są i błyszczące mercedesy, i lambo, i ferrari. Niedawno na tym ostatnim pan Plein postawił buty autorskiego projektu, cyknął im foto i zamieścił na Insta. Bardzo nie spodobało się to Włochom. Stwierdzili, że – uwaga, uwaga! – Plein chce wypromować się na ich garbie i nielegalnie wykorzystał logo ich marki. Prawnicy firmy zażądali usunięcia fotki z sieci i jeszcze zasugerowali, że projektant ma… fatalny styl. Taka sugestia padła z ust gości pochodzących z tego samego kraju, co Armani, który na projektowanych przez siebie ciuchach zwykł umieszczać napis takiej wielkości, by z łatwością dał się odczytać z międzynarodowej stacji kosmicznej.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP