Coraz droższe sądy pracy. Wszystko przez podwyżki płacy minimalnej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
13 lipca 2023, 08:07
firma, praca, biuro
Pracownicy w biurze/shutterstock
Już za kilka miesięcy najmniej zarabiający pracownicy będą musieli zapłacić równowartość swojej pensji, jeśli zechcą wnieść do sądu pracy pozew, w którym będą dochodzili sprawiedliwości po bezprawnym zwolnieniu. A to z powodu rekordowo rosnącego wynagrodzenia minimalnego.

Z informacji DGP wynika, że interwencję w tej sprawie w Ministerstwie Sprawiedliwości podejmą w środę przedstawiciele Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Mają przygotowany projekt, który ma zmienić nienowelizowane od 18 lat przepisy.

Rzecz w tym, że w sprawach o przywrócenie do pracy za wartość przedmiotu sporu przyjmuje się roczne wynagrodzenie zwolnionego, który składa do sądu pozew o uznanie wypowiedzenia czy dyscyplinarki za bezprawne i domaga się przywrócenia go na dotychczasowe stanowisko. Na szczęście w przepisach jest też limit – jeśli roczne zarobki nie przekraczają 50 tys. zł, pracownicy nie wnoszą opłat sądowych w sprawach rozpatrywanych przez sądy pracy. Powyżej tej kwoty wnoszą opłaty stosunkowe, w wysokości 5 proc. wartości sporu od pozwu, apelacji, zażalenia, skargi kasacyjnej i skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia.

Prawie cała pensja za pozew

Oznacza to, że w przyszłym roku, po tym jak minimalne wynagrodzenie wzrośnie najpierw do 4242 zł, a od lipca do 4300 zł, praktycznie każdy zatrudniony w Polsce pełnoetatowiec będzie musiał wnieść 5 proc. opłatę stosunkową, bo jego roczna pensja przekroczy 50 tys. zł. W praktyce osoba otrzymująca wynagrodzenie minimalne w wysokości 4300 zł brutto miesięcznie – z czego na rękę dostaje 3231,53 zł – za pozew o przywrócenie do pracy będzie musiała zapłacić 2580 zł. Bez tej opłaty sąd pracy nie zajmie się sprawą.

– Może to być bardzo dużym utrudnieniem ograniczającym dostęp do sądu, zwłaszcza dla osób zwolnionych bez wypowiedzenia – komentuje Bartłomiej Jędrzejak, adwokat w kancelarii DT Gujski Zdebiak. – Tacy pracownicy z dnia na dzień tracą pracę i zostają bez środków do życia. Chcąc walczyć o przywrócenie do pracy, musieliby zapłacić prawie całe swoje miesięczne wynagrodzenie za pozew do sądu pracy, co z kolei mogłoby pozbawić ich i ich rodziny środków do życia – dodaje mec. Jędrzejak.

Problem wynika głównie z tego, że limit wartości przedmiotu sporu w wysokości 50 tys. zł został ustalony jeszcze w 2005 r., gdy minimalne wynagrodzenie wynosiło 849 zł. Od tamtej pory nie uległ on zmianie. Zdaniem OPZZ ta kwota nijak się ma do obecnych realiów. W ciągu ostatnich 18 lat minimalne wynagrodzenie wzrosło ponad czterokrotnie, a przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej jest wyższe o prawie 4 tys. zł. DGP skierował w tej sprawie pytanie do resortu sprawiedliwości, jednak mimo monitów nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi do czasu zamknięcia wydania gazety.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj