Taka poprawka senacka znalazła się w tarczy 4.0 (tj. ustawie o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19), którą w piątek przegłosował Sejm.

Do tej pory w imieniu zleceniobiorców wniosek o postojowe musiał być złożony za pośrednictwem zleceniodawcy. Problem w tym, że niektórzy z nich, z różnych powodów, odmawiają dopełnienia tej formalności. Kilka dni temu opisywaliśmy dramatyczną sytuację zatrudnionych na umowy zlecenia z branży hotelarskiej, którym zleceniodawca odmawiał złożenia wniosku o postojowe lub zwlekał ze złożeniem pod nim podpisu. A bez niego ZUS nie rozpatrywał podania (pisaliśmy o tym w DGP nr 116/2020 „Byli zleceniodawcy nie chcą czy nie mogą pomóc?”). Teraz ma się to zmienić.

O postojowe będzie mógł wystąpić również sam zleceniobiorca. Do wniosku będzie musiał dołączyć m.in. oświadczenie (składane pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń) potwierdzające, że zleceniodawca odmówił złożenia dokumentów w jego imieniu.

Zleceniobiorcy w euforii

– To rewelacyjna wiadomość – mówi, nie kryjąc emocji, Aleksandra Sosińska, która do połowy marca pracowała na umowie zlecenia w hotelu Willa Port w Ostródzie. Potem umowę rozwiązano, a ona została bez środków do życia. Od tygodni była jedną z wielu osób, które regularnie prosiły swojego byłego zleceniodawcę o podpis. Była też stałym gościem w siedzibie regionalnego ZUS, dopytując, czy podpisany wniosek został w końcu złożony.

Reklama

– Nowy przepis daje nadzieję osobom w podobnej sytuacji. Ja straciłam pracę ponad trzy miesiące temu, od ponad dwóch toczę walkę o podpis. O pieniądzach na koncie nie wspominając – zaznacza nasza rozmówczyni.

Zmianę przepisu komentuje też Karolina Jóźwik, która dostała wypowiedzenie z lidzbarskich Term Warmińskich w połowie marca. – Szkoda, że o zmianie pomyslano tak późno, ale może koszmar się skończy – ocenia. Kilka dni temu, już po publikacji DGP, kolejny raz udała się do byłej pracy. Najpierw usłyszała, że wniosek poszedł. Poprosiła o potwierdzenie wysłania. Nie dostała. Otrzymała za to skan dokumentów, które miały pójść do ZUS, i okazało się, że są błędy w datach umów. Wypełniła więc kolejny wniosek i wróciła z papierem, podsuwając go pani prezes do podpisu. W końcu się udało, ale pewna jest, że przepis w nowym brzmieniu pozwoli zaoszczędzić ludziom wielu nerwów.

ZUS też zadowolony

Anna Ilukiewicz z warmińsko-mazurskiego oddziału ZUS jest zdania, że zmiana przepisu uporządkuje sytuację. Dotyczy w końcu ludzi, którzy uczciwie pracowali i mają prawo ubiegać się o pomoc zagwarantowaną przez państwo. Przyznaje, że docierały do niej liczne sygnały z różnych przedsiębiorstw, w których zleceniodawca nie podpisywał wniosków. Dlatego teraz spodziewa się, że pracy urzędnikom ZUS przybędzie, bo zwiększy się liczba podań.

Pracy może być też więcej z innego powodu. – Załóżmy, że ktoś wypełni wniosek, a podczas jego rozpatrywania okaże się, że nie został zgłoszony do ubezpieczeń lub zleceniodawca odprowadzał mu składki w złej wysokości. To niestety wciąż nierzadki proceder – podkreśla nasza rozmówczyni.

Tłumaczy, że wówczas ZUS będzie wszczynać postępowania kontrolne.

Jej zdaniem sprawą do rozstrzygnięcia przez ustawodawcę jest to, co zrobić ze złożonymi już przez zleceniobiorców wnioskami, które nie miały podpisów zleceniodawcy: zgłaszać się do tych osób z prośbą o uzupełnienie braków formalnych i rozpatrywać prośby, czy też będą musieli oni składać nowe dokumenty.

Prawnicy z mniejszym entuzjazmem

Eksperci do nowych regulacji nie podchodzą już tak entuzjastycznie. Zdaniem dr. Tomasza Lasockiego z Wydziału Prawa i Administracji UW, zmiana na pewno pomoże zleceniobiorcom, ale nowe przepisy mogłyby być prostsze.

– Wystarczyłoby napisać, że zleceniobiorca ma prawo samodzielnie złożyć wniosek o postojowe, a nie żądać od niego dodatkowych oświadczeń. Przecież ZUS ma z urzędu wiedzę, czy podanie dotyczące konkretnej osoby wpłynęło czy też nie – wskazuje.

W jego ocenie zaproponowana konstrukcja może z kolei rodzić problemy dowodowe.

– Brak złożenia wniosku przez zleceniodawcę nie musi wynikać z odmowy, ponieważ zleceniodawca może być np. na kwarantannie i nie mieć możliwości złożenia dokumentów, a więc przepis będzie skuteczny tylko częściowo – podkreśla.

Zwraca uwagę, że oświadczenie składane jest pod groźbą odpowiedzialności karnej.

– Można sobie wyobrazić, że w jednostkowych przypadkach zleceniodawca wyprze się tego, że nie chciał współpracować. Wówczas będziemy mieli słowo przeciwko słowu. Uważam, że niepotrzebnie komplikuje się cały proces – wskazuje dr. Lasocki.

W podobnym tonie wypowiada się Marcin Frąckowiak, radca prawny z Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy. W jego ocenie konieczność występowania z wnioskiem do zleceniodawcy, oczekiwanie na jego odpowiedź, a w przypadku odmowy obowiązek złożenia przez zleceniobiorcę oświadczenia, to niepotrzebne mnożenie formalności.

– Domyślam się, że chodziło o utrzymanie generalnej zasady, że to jednak zleceniodawca składa wniosek o postojowe. Uważam jednak, że powinno to leżeć w gestii samego zainteresowanego, czyli zleceniobiorcy – dodaje.

W przyjętej przez Sejm ustawie za sprawą senatorów doprecyzowano też przepis, który ma pomóc przedsiębiorcom, którzy podlegając ubezpieczeniom z innego tytułu (np. umowy o pracę), opłacają składki na ubezpieczenia społeczne z tytułu działalności. Chodzi m.in. o osoby prowadzące firmę i zatrudnione na część etatu, które podlegają ubezpieczeniom społecznym z obu tytułów. Były one dotychczas wyłączone z postojowego. Tarcza 4.0 miała to zmienić, ale przepis został sformułowany w taki sposób, że mógł w praktyce budzić wątpliwości. W Senacie naprawiono ten błąd, a posłowie przyjęli tę poprawkę.

Źródło nieznane

Postojowe w liczbach