Jak zapewniał w środę podczas konferencji prasowej premier Justin Trudeau, dla tych, którzy stracili pracę z powodu koronawirusa, przewidziano 2 tys. CAD miesięcznie przez cztery miesiące; środki te mają trafić do Kanadyjczyków w ciągu 10 dni od złożenia wniosku.

Na cały pakiet pomocy składają się zarówno zasiłki dla pracowników, osób samozatrudnionych, osób, które straciły pracę, jak i wsparcie dla firm i organizacji non profit. Przewidziano również zawieszenie spłaty kredytów studenckich, pomoc dla osób bezdomnych i pomoc dla rdzennych mieszkańców kraju. Będzie wsparcie dla banków i osób z kredytami hipotecznymi.

Tylko w ubiegłym tygodniu o zasiłek dla bezrobotnych zwróciło się 929 tys. Kanadyjczyków.

Reklama

Oczekiwane szybkie uchwalenie przepisów przekształciło się w 24-godzinną debatę, która zaczęła się w południe we wtorek w Izbie Gmin (izbie niższej parlamentu), a skończyła dzień później głosowaniem w Senacie.

13 marca parlament Kanady zawiesił obrady w związku z epidemią, jednak dla przyjęcia planu pomocowego niezbędne stały się zmiany legislacyjne. Posiedzenie Izby Gmin zwołano na wtorek, posiedzenie Senatu na środę, politycy uzgodnili ponadpartyjne poparcie. Tuż przed rozpoczęciem posiedzenia Izby Gmin Trudeau podkreślał, że legislacja związana z kryzysem na tle koronawirusa jest przeprowadzana przez parlament, bo rząd zobowiązał się, że „będzie chronił i podtrzymywał nasze wartości demokratyczne i (…) demokratyczne instytucje”. Podkreślał konieczność szybkich działań.

Jednak głosowanie, które miało trwać cztery godziny, zmieniło się w negocjacyjny maraton w Izbie Gmin, zakończony po 18 godzinach. W obradach uczestniczyło ok. 30 parlamentarzystów, takich, którzy mogli dojechać własnym transportem. Nieoczekiwanie po pierwszych minutach ceremoniału i formalności posiedzenie zawieszono.

Opozycja zakwestionowała zasadność przyznania rządowi na 21 miesięcy szerokich uprawnień do wprowadzania podatków i pożyczania pieniędzy bez kontroli parlamentu. W mediach społecznościowych pojawił się hasztag #TrudeauDictatorship (ang. dyktatura Trudeau). We wtorek rano premier tweetował, że rząd wycofuje się z kwestionowanych zapisów. Jednak w przepis w innej części dawał ministrowi finansów dostęp „do wszelkich środków finansowych niezbędnych do jakichkolwiek działań, wliczając w to wypłaty dla prowincji i terytoriów”.

To właśnie doprowadziło do negocjacji, planowanych na dwie godziny. Po ponad pięciu dziennikarze CBC i Global News tweetowali, że szef opozycyjnej partii BC Yves-Francois Blanchet powiedział, że spotkano się „gdzieś pośrodku” i zasugerował głosowanie, w którym rząd otrzyma większość. Negocjacje utrudniał konserwatysta Scott Reid, który oświadczył, że ponadpartyjna umowa narusza prawo „do właściwej analizy legislacji”. Media społecznościowe szybko mu wypomniały, że wiele osób straciło pracę, ale Reid, który pochodzi z bogatej rodziny właścicieli dużej sieci dyskontów, nadal otrzymuje pensję parlamentarzysty. Po kolejnych dwóch godzinach dziennikarz CTV tweetował, że rząd przekazał przeredagowany projekt, przed godz.6 rano w środę Izba Gmin przegłosowała zmienione projekty i przekazała je do Senatu.

W ostatnich dniach kanadyjskie media wskazywały dodatkowy problem: rządowe propozycje nie obejmowały osób samozatrudnionych, jeśli nie są chore, poddane kwarantannie czy też nie muszą zajmować się dziećmi. Osób samozatrudnionych według urzędu Statistics Canada jest 1,7 mln.

Negocjacje w parlamencie przyniosły zmiany dla tej grupy, ponieważ – jak relacjonowali dziennikarze – po zmianach w treści ustaw pojawi się program, który ma obejmować wszystkich Kanadyjczyków, którzy w ub.r. osiągnęli przynajmniej 5 tys. CAD dochodu z umowy o pracę lub samozatrudnienia. Portal do składania wniosków będzie dostępny w kwietniu.

>>> Polecamy: Francja zmienia kodeks pracy. Czas zatrudnienia wzrośnie do nawet 60 godzin tygodniowo