W toku narastającego sporu politycznego pomiędzy obu krajami władze ChRL sięgnęły już po gospodarcze środki nacisku na Australię, wprowadzając szereg formalnych i nieformalnych ograniczeń dotyczących importu australijskich towarów - od wołowiny i wina, po drewno i jęczmień.

Edukacja jest obecnie jedyną dużą branżą eksportową Australii, która jest „uzależniona od Chin, a jednocześnie którą Pekin może wziąć na celownik bez znaczącego uszczerbku dla samego siebie” – przekonują autorzy opracowania Dirk van der Kley i Benjamin Herscovitch z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego, cytowani przez portal 7news.

Reklama

Badacze postulują utworzenie w australijskim rządzie stanowiska ambasadora edukacji, który pokierowałby specjalnym zespołem w ministerstwie spraw zagranicznych i handlu, by zachęcić do przyjazdu studentów z innych krajów, poza Chinami.

Według danych hongkońskiego dziennika „South China Morning Post” Chińczycy odpowiadają za ponad jedną trzecią wartego 40 mld dolarów australijskich (117 mld zł) rynku kształcenia zagranicznych studentów.

„Waga sektora edukacyjnego dla australijskiej gospodarki, pracujących w nim ludzi, tysięcy studentów i ich rodzin, nie powinna być niedoceniana” – mówił szef australijskiej izby handlowej w Pekinie Nick Coyle, cytowany "SCMP" w marcu.

Konflikt zaczął już wpływać na chińsko-australijską wymianę edukacyjną. Trzy na pięć instytucji działających w tej branży oceniało w niedawnym sondażu, że zainteresowanie Chińczyków studiami w Australii spada wraz z zaostrzeniem napięć politycznych.

Sytuację pogorszyła również pandemia koronawirusa, podsycając w Australii nastroje antychińskie i antyazjatyckie, niekiedy prowadząc do ataków na tle rasistowskim.

Władze ChRL ostrzegały w ubiegłym roku swoich obywateli przed „dyskryminacją rasową i przemocą wobec Azjatów” w Australii. Resort edukacji zalecał Chińczykom planującym studia w Australii, aby „starannie rozważyli ryzyko” przed udaniem się do tego kraju.

Ostrzeżenia wpisują się w napięcia polityczne. Chińskie MSZ przedstawiło pod koniec ubiegłego roku długą listę zarzutów pod adresem władz Australii. Znalazły się na niej rzekome „błędy w sprawach dotyczących kluczowych interesów Chin, takich jak Hongkong, Sinciang czy Tajwan”, w tym działania podejmowane w Radzie Praw Człowieka ONZ i wsparcie dla idei członkostwa Tajwanu w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

W odpowiedzi na te zarzuty premier Australii Scott Morrison podkreślił, że jego kraj posiada wolne media, wybranych demokratycznie posłów i zabiera głos na temat praw człowieka na forum międzynarodowym. „Jeśli to jest przyczyną napięć w tych relacjach (z Chinami), to wydaje się, że te napięcia wynikają po prostu z tego, że Australia jest Australią” – powiedział.