Francja: Le Pen lekceważąco o prezydencie, debata się zaostrza

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 czerwca 2024, 20:33
Marine Le Pen
Marine Le Pen/ShutterStock
Wypowiedź liderki skrajnej prawicy Marine Le Pen, iż prezydent Francji jest tylko "honorowym" zwierzchnikiem sił zbrojnych, zaostrzyły debatę przed niedzielną pierwszą turą wyborów do parlamentu. Chodzi o równowagę sił w przyszłej kohabitacji prezydenta i premiera, być może ze skrajnej prawicy.

Le Pen oświadczyła, że w przypadku prezydenta "zwierzchnik sił zbrojnych" to "tytuł honorowy", bo to premier kontroluje wydatki. Kontekstem była wojna Rosji przeciwko Ukrainie: Le Pen dodała, że "prezydent nie będzie mógł wysłać żołnierzy" do Ukrainy.

Francois Bayoru: Le Pen podważa konstytucję

W reakcji sojusznik polityczny Emmanuela Macrona, Francois Bayoru zarzucił liderce skrajnej prawicy, że podważa konstytucję. Sprawiło to, że Le Pen w czwartek zamieściła w mediach społecznościowych komentarz o "sferze zarezerwowanej dla prezydenta", ale powtórzyła, że "premier poprzez kontrolowanie budżetu dysponuje sposobem, by sprzeciwić się" wysłaniu wojsk za granicę.

Le Pen nie zamierza stanąć na czele rządu. Jej partia, Zjednoczenie Narodowe (RN), zmieniła w ostatnich latach nazwę (z Frontu Narodowego na RN) i przewodniczącego. Jest nim 28-letni Jordan Bardella i to on jest oficjalnym kandydatem na premiera skrajnej prawicy. Perspektywy tej nie można wykluczyć w świetle sondaży, które przyznają RN zwycięstwo w wyborach.

Jeśli partia obejmie władzę, to "nie po to, aby udawać"

Choć Bardella zastrzegł, że podejmie się tej funkcji tylko wtedy, gdy RN uzyska większość bezwzględną w parlamencie (289 mandatów), to wiceszef RN Sebastien Chenu zapowiedział, że jeśli partia obejmie władzę, to "nie po to, aby udawać". Słowa Le Pen - jak zauważa AFP - są sygnałem "szorstkiej kohabitacji", czyli współrządzenia prezydenta i premiera wywodzących się z różnych opcji politycznych.

Jeśli do niej nastąpi, pojawi się kwestia podziału kompetencji. Ogółem polityka wewnętrzna należy do rządu, a polityka zagraniczna i zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi - do prezydenta. Zarazem, konstytucja głosi, że rząd "dysponuje administracją i siłami zbrojnymi". We francuskich mediach nie brak głosów, że podział kompetencji jest dwuznaczny i decyduje o nim praktyka. Jak przypomniał ostatnio dziennik "Le Monde", w przeszłości problem rozwiązywano mianując na stanowiska ministra obrony i szefa MSZ polityków, którzy byli do zaakceptowania zarówno przez prezydenta, jak i premiera.

Z Paryża Anna Wróbel 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj