Europejska autonomia strategiczna

Reklama

Co wojna w Ukrainie oznacza dla Europejskiej autonomii strategicznej? Czy idea ta nie jest już w pewnym sensie martwa - w kontekście dużych różnic w reakcji i zaangażowaniu pomiędzy państwami wschodniej flanki NATO a Niemcami i Francją?

Aby budować autonomię strategiczną w obecnej architekturze instytucjonalnej Unii Europejskiej, bezwzględnie konieczne są wspólna wizja, współpraca i zaangażowanie większości państw członkowskich. Dlatego wybuch wojny w Ukrainie stanowi dla autonomii strategicznej egzystencjalny test, ponieważ zmusił państwa UE do jakiejś reakcji. Od skuteczności tej reakcji oraz jednomyślności rządów zależeć będzie to, jak poszczególne państwa Unii będą postrzegać zasadność budowania autonomii strategicznej oraz wiarygodność tej idei.

Choć idea ta pochodzi z Francji, to w ostatnich latach cieszyła się szczególnym wsparciem nie tylko Paryża, ale też Berlina. Co więcej, pod wieloma względami zyskiwała ona coraz więcej zainteresowania w całej Europie i dotyczyła nie tylko twardego bezpieczeństwa militarnego, ale również na przykład bezpieczeństwa energetycznego.

Kluczowy jest tu również wątek transatlantycki, ponieważ autonomia strategiczna ma wyposażyć Europę w niezależne od USA zdolności do działania. Także po to, aby Europa mogła realizować te zdolności tam, gdzie Amerykanie z jakiegoś powodu nie mogą, nie chcą lub mają inne zdanie. Z tego powodu ta koncepcja od początku była naznaczona pewnym napięciem i powodowała podziały pomiędzy tymi państwami członkowskimi, szczególnie Francją, które uważały, że Europa jest gotowa na strategiczne uniezależnienie się od Ameryki, a tymi państwami, szczególnie na wschodzie UE, które uważały, że skuteczne uniezależnienie się USA nie przyniesie ekwiwalentnego poziomu bezpieczeństwa w regionie.

Dlatego reakcja Francji i Niemiec jest tak ważna, jest testem dla wiarygodności francusko-niemieckiego przywództwa w Unii Europejskiej. Jest również testem dla potencjalnego oparcia i budowania przyszłej europejskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa o te dwa państwa. Patrząc na reakcję rządów w Berlinie i w Paryżu, wyciągamy wnioski co do tego, czy możemy je traktować jako współgwarantów naszego bezpieczeństwa.

Przywództwo francusko-niemieckie

A możemy ich tak traktować? Czy test przywództwa Francji i Niemiec w obliczu rosyjskiej agresji nie został już oblany? Macron regularnie telefonuje do Putina, z kolei Niemcy nie chcą drażnić Rosji i zwlekały z pomocą Ukrainie.

O ile jest jeszcze trochę za wcześnie, aby wydawać wyrok co do przyszłości koncepcji Europejskiej autonomii strategicznej, to dynamika obecnych wydarzeń rzeczywiście nie sprzyja temu, żeby państwa wschodniej flanki NATO zaakceptowały francuską wizję autonomii.

Wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze, rozmowy Macrona z Putinem w oczach Europejczyków ze wschodu wydają się być nieuzasadnione, bo nie przynoszą żadnych wymiernych efektów, a dodatkowo budują wizerunek Putina jako przywódcy, z którym niejako na równi siadamy do stołu i rozmawiamy. Dzieje się to w sytuacji, gdy na świecie próbuje się izolować rosyjskiego prezydenta.

Z kolei drugi czynnik działa na rzecz niskiej wiarygodności Berlina. Chodzi o niezrozumiałą reakcję czy powolność kanclerza Olafa Scholza we wdrażaniu procesu przekazywania systemów uzbrojenia Ukrainie.

W tej sytuacji obawy państw, takich jak Polska, Estonia czy Rumunia, są zrozumiałe. Kraje te zastanawiają się, czy gdyby celem rosyjskiej agresji, jakiej przedmiotem jest obecnie Ukraina, stało się którejś ze wschodnich państw UE, to czy Berlin i Paryż byłyby w stanie skutecznie wspierać naszą suwerenność i integralność terytorialną.

Wątpliwości co do przywództwa Francji i Niemiec pojawiają się nie tylko w naszej części Europy, ale także na północy Kontynentu. Finlandia i Szwecja planują wejść do NATO, a w opublikowanym niedawno raporcie grupy roboczej szwedzkiego parlamentu o konsekwencjach wojny w Ukrainie stwierdza się, że wyraźnie brakuje politycznej woli wśród państw UE do budowy kolektywnej obrony w ramach Unii. Czy w ten sposób także i północ nie postawiła już krzyżyka na koncepcji Europejskiej autonomii strategicznej?

Słuchając wywiadów z decydentami z tych krajów, kilkukrotnie już spotkałem się ze sformułowaniem, że koncepcja Europejskiej autonomii strategicznej jest martwa. Rzeczywiście, obecna dynamika działa na niekorzyść tej idei, ponieważ dla wszystkich państw na wschodzie UE staje się oczywiste, że to NATO jest głównym gwarantem bezpieczeństwa i nie ma dla niego alternatywy. Zaangażowanie USA oraz wielopoziomowe wsparcie, jakiego Amerykanie udzielają Ukrainie, nie ma odpowiednika w żadnym innym państwie UE, a już z pewnością nie w Paryżu czy w Berlinie.

Natomiast trzeba tu zrobić jedno zastrzeżenie. Otóż zbudowanie Europejskiej autonomii strategicznej nie musi się wykluczać z członkostwem w NATO czy partnerstwem z tym Sojuszem. Jeśli UE dostosowałaby koncepcję autonomii strategicznej do nowych warunków geopolitycznych, to mogłaby budować tę ideę jako system narzędzi politycznego działania w obszarach, które uzupełniałaby się z NATO. Na przykład wobec Mołdawii, która doświadcza coraz większej rosyjskiej presji. To państwo, które Unia może wspierać na wielu poziomach – politycznym, instytucjonalnym, informacyjnym, finansowym – oraz wykorzystywać cały zasób posiadanych narzędzi budujących bezpieczeństwo w innych niż wojskowość obszarach w bezpośrednim otoczeniu geopolitycznym UE. W moim przekonaniu jest to zdecydowanie właściwy kierunek dla Unii, którego NATO nie będzie w stanie realizować, gdyż nie ma takich narzędzi.

Zatem przekształcenie Europejskiej autonomii strategicznej w koncepcję komplementarną wobec NATO mogłoby stanowić sposób, aby ta koncepcja w ogóle mogła przetrwać w obecnych warunkach geopolitycznych?

Na przykład. Ale zwróćmy też uwagę na jeszcze jeden aspekt, czyli wysoką zdolność przywódców Unii Europejskiej do jednomyślnego działania w obszarze sankcji politycznych względem Rosji. Za wspólnym stanowiskiem państw UE uruchamiane są konkretne działania, które uderzają w Rosję. To bardzo ważny aspekt autonomii strategicznej, którą Europa posiada. Oczywiście w sensie obrony terytorium, NATO jest niezastąpione, ale istnieje cały szereg innych sektorów i polityk, gdzie UE oraz przywódcy europejscy od 24 lutego aktywnie działają. Polityka ta w długim terminie przełoży się na kondycję rosyjskiej gospodarki, a co za tym idzie także zdolność Rosji do prowadzenia wojny. Zatem w tym przypadku Europa jak najbardziej działa jak aktor w polityce międzynarodowej i jest w stanie wpływać na sąsiadujące mocarstwo.

Nowy biegun strategiczny

Coraz częściej słychać głosy, że powstaje nowy biegun strategiczny w Europie - państwa wschodniej flanki NATO, Szwecja, Finlandia – ze swoją odmienną od niemieckiej i francuskiej perspektywą bezpieczeństwa. Na ile taki proces rzeczywiście ma miejsce?

Nie można jeszcze ocenić, czy powstanie nowy biegun strategiczny w Europie. Będzie to zależało od woli współpracy poszczególnych rządów. Na pewno zmienił się paradygmat co do priorytetów polityki bezpieczeństwa i szerszej orientacji strategicznej od Skandynawii po Europę Południowo-Wschodnią. Rosyjskie zagrożenie stało się głównym elementem polityki europejskiej. Nie ma dziś w Europie ważniejszego tematu niż reakcja na rosyjską agresję w Ukrainie. Wymusza to na rządach państw członkowskich podejmowanie niekiedy bardzo trudnych i kosztownych decyzji, które są jednak realizowane, ponieważ prowadzi to do osiągnięcia długoterminowych celów strategicznych, czyli osłabienia Rosji i uniezależnienia się od rosyjskich surowców.

W tej sytuacji państwa naszego regionu zyskują większy ciężar polityczny niż miały do tej pory, bo są po prostu bliżej centrum wydarzeń w Ukrainie, są także bardziej narażone i wymagają od siebie, ale również od innych państw większego zaangażowania. Głosy tych krajów, ich potrzeby i obawy nie mogą być już ignorowane i zostaną przyjęte jako kwestie priorytetowe w UE. Z tego punktu widzenia jest to dla nas korzystny rozwój wydarzeń. Szkoda tylko, że dokonuje się to w takich warunkach.

Właściwie wszystkie przewidywania naszej części Europy po prostu się potwierdziły.

Tak, one się potwierdziły, co dla społeczności europejskich analityków było dość dużym szokiem. Pojawiło się też bardzo dużo głosów na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy, że ostrzeżenia od lat podnoszone przez Polaków, Litwinów, Estończyków czy Finów nie były przejawem jakiejś rusofobii wynikającej ze złych relacji z Rosją. Były po prostu trzeźwą oceną stanu zagrożeń i bezpieczeństwa w obecnej konfiguracji geopolitycznej w Europie Wschodniej.

Kontrowersyjne wystąpienie prezydenta Francji

Jak w tym kontekście należy oceniać niedawne wystąpienie Emmanuela Macrona w Parlamencie Europejskim? Prezydent Francji mówił m.in. o konieczności uniezależnienia się Europy nie tylko od Chin, ale również od USA, wezwał do rozmów z Rosją, opowiedział się za odejściem od zasady jednomyślności w UE. Do kogo w aktualnej sytuacji były skierowane jego słowa?

Po odejściu kanclerz Angeli Merkel Macron jako wybrany na drugą kadencję prezydent największego obok Niemiec państwa w UE, w naturalny sposób staje się najważniejszym przywódcą politycznym w Unii. Ma on pełną świadomość wyjątkowości tego momentu oraz tego, że jego rola uzyskała szczególny ciężar. Panuje przekonanie, że do tej pory brakowało silnego przywódcy politycznego, który miałby wizję i wolę reformowania Unii. Angela Merkel była silnym przywódcą politycznym, ale nie miała wizji. Była politykiem zachowawczym jeśli chodzi o dalsze pogłębianie integracji europejskiej. Macron z kolei nie jest zachowawczy i chce kontynuować dziedzictwo francuskich prezydentów. Jego wystąpienie było skierowane właśnie do tych polityków w Brukseli i Strasburgu oczekujących przywództwa politycznego, które pozwoli zrobić kolejny krok na dalszej drodze do budowania Unii.

Te argumenty mogą być niezrozumiałe w naszym regionie i być odbierane jako demonstracja rozbieżności – szczególnie w kontekście sytuacji w Ukrainie.

Myślę, że Macron nie chciał demonstrować rozbieżności z Europą Środkowo-Wschodnią. Oczywiście to wystąpienie było kontrowersyjne i może być źle odczytywane w naszej części Europy. Jest to uzasadnione, ponieważ Macron zdaje się mieć stosunkowo niewiele wrażliwości dla narracji, które dla nas są kluczowe - na temat porządku politycznego w Europie, historii czy roli Rosji. Natomiast nie sądzę, żeby to wystąpienie było przejawem wrogości. Francuski prezydent powiedział również, że los Ukrainy powinien decydować się przy udziale Ukraińców i musimy zrobić wszystko, aby wspierać Kijów i upewnić się, że Rosja nie wygra tej wojny.

Ale jednocześnie rozmawia z Putinem i nie chce dopuścić do upokorzenia Rosji.

Trzeba pamiętać, że państwa „starej Europy” zostały ukształtowane przez doświadczenie dwóch wojen światowych. II wojna jest tam postrzegana jako wynik upokorzenia, jakiego Niemcy doznały po I wojnie. Pewnie stąd wynikają słowa Macrona. Natomiast wystąpienie prezydenta Francji rzeczywiście nie miało większego wyczucia dla kluczowych zmartwień Europejczyków z państw członkowskich na wschodzie i zapewne nie antycypował on tego, jak jego wystąpienie zostanie odczytane w naszej części Europy.

Nie ma też co ukrywać, że jego wizja nie jest podzielana przez państwa naszego regionu. Telefony Macrona do Putina, jego próby mediacji i dbanie o możliwość wyjścia z twarzą przez Rosję, nie są, mówiąc oględnie, dominującym poglądem w stolicach od Helsinek po Bukareszt. Tutaj prezydent Francji napotka na silny opór ze strony państw na wschodzie UE.

BIO: Michał Rekowski – dyrektor ds. badań w Instytucie Kościuszki, dyrektor programowy Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa - CYBERSEC. Doktorant w Katedrze Bezpieczeństwa Narodowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie zajmuje się m.in. tematyką Europejskiej Autonomii Strategicznej. Kierownik projektu badawczego „Rola instytucji Unii Europejskiej w budowaniu Europejskiej Autonomii Strategicznej” finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. Pomysłodawca, współautor i redaktor raportu eksperckiego „Geopolityka nowych technologii cyfrowych” (2020).
Michał Rekowski był prelegentem Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC 2022, które odbyło się w dniach 17-18 maja 2022 roku w Katowicach. Forsal.pl był partnerem medialnym tego wydarzenia.