Chińskie kamery i inne narzędzia nadzoru być może nie widzą wszystkiego, ale wytworzone w społeczeństwie poczucie bycia obserwowanym wystarczy, by władze osiągały swoje cele - oceniają dziennikarze amerykańskiego dziennika „Wall Street Journal" Liza Lin i Josh Chin, autorzy książki „Surveillance State" (Państwo inwigilacji).

Na początku lat 20. XXI wieku około 350 mln kamer monitoringu obserwowało w Chinach miejsca publiczne, a z 840 mln używanych w kraju smartfonów napływał strumień danych lokalizacyjnych. Z władzami świadomie współpracowały przy tym chińskie firmy technologiczne – pisze „SCMP".

Reklama

„Prawie wszystkie takie technologie zostały wynalezione w Dolinie Krzemowej przez firmy Google, Facebook oraz Amazon i udoskonalone przez nie, można także uznać, że były skuteczniej przez nie wykorzystywane w zbieraniu danych i ich użyciu do analizy i przewidywania ludzkich zachowań” – ocenia Chin.

„W Chinach nie ma takiego wyboru”

Na Zachodzie te narzędzia miały jednak być stosowane do zbierania danych o konsumentach, by lepiej pozycjonować reklamy, co określane jest obecnie mianem „kapitalizmu inwigilacji” (surveillance capitalism). Rządząca Chinami Komunistyczna Partia Chin (KPCh) używa ich w inny, bardziej złowrogi sposób.

„Różnica pojawia się, gdy pożeni się te technologie z władzą państwową (…). Facebook może zrobić z twoimi danymi wiele rzeczy, być może nawet więcej niż chiński rząd. Ale masz wybór, używać czy nie używać Facebooka, a w Europie możesz teraz zażądać od niego usunięcia wszystkich swoich danych. W Chinach nie ma takiego wyboru” – zaznacza Chin.

Facebook nie może cię aresztować, Google nie może cię wsadzić do więzienia, a Amazon nie może wykonać na tobie egzekucji – dodaje „SCMP”.

Władze ChRL nagłaśniają przypadki mające dowodzić, że dzięki narzędziom nadzoru ludziom żyje się bezpieczniej i wygodniej. Tymczasem na zachodzie Chin władze używają takich systemów do kontrolowania mniejszości etnicznych i „flagowania” osób uznanych przez algorytmy za potencjalne zagrożenie.

Przywódca kraju Xi Jinping „myśli, że ma system, który jest nie tylko bardziej wrażliwy, ale też może przewidywać przyszłość, jeśli da mu się wystarczającą ilość danych i zastosuje właściwe algorytmy” – twierdzi Josh Chin.

Władza „zasiała w umysłach Chińczyków, że są obserwowani"

Hongkońska gazeta porównuje chiński system do panoptykonu - zaprojektowanego przez brytyjskiego utylitarystę Jeremy’ego Benthama więzienia, w którym strażnicy z centralnego punktu mogą teoretycznie obserwować wszystkich skazanych. Nie jest możliwe, by patrzyli na wszystkich jednocześnie, ale więźniowie nie mają pewności, czy w danej chwili są obserwowani, i to ma wystarczyć, aby wyeliminować niepożądane zachowania.

Komunistyczna Partia Chin usiłuje najwyraźniej rozciągnąć ten efekt na cały kraj – ocenia „SCMP”. Gazeta zaznacza, że chińskie kamery i inne systemy nadzoru nie widzą wszystkiego, ale władze wytworzyły w obywatelach poczucie ciągłej obserwacji. Chińska władza „zasiała w umysłach Chińczyków, że są obserwowani przez cały czas, i to z pewnością przynosi jej korzyści” – dodaje Josh Chin.