"Ukraina z przykrością przyjmuje decyzję Republiki Białorusi o przekazaniu Rosji wcześniej zatrzymanej grupy osób należących do prywatnej wojskowej firmy +Wagner+" - oświadczyło biuro prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Zaznaczono przy tym, że "bezsprzecznie, Republika Białorusi jest niezależnym państwem z własną pozycją, ale ukraińska strona oczekiwała właściwszej pod względem prawnym i wyważonej decyzji" - dodano we wpisie zamieszczonym na Facebooku.

Reklama

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow ocenił z kolei, że decyzja Mińska jest "nieprzyjacielskim krokiem w stosunku do Ukrainy", który "nie odpowiada duchowi wzajemnych relacji".

Według niego wpłynie to negatywnie na stosunki między dwoma państwami, jako że Ukraina zebrała wystarczająco dużo dowodów świadczących o udziale członków tzw. grupy Wagnera w konflikcie w Donbasie na wschodzie kraju po stronie prorosyjskich separatystów.

Przypomniał też, że we wtorek biuro prokuratora generalnego Ukrainy zwróciło się do białoruskiej prokuratury generalnej z wnioskami o wydanie 28 zatrzymanych tam osób, podejrzanych o udział w walkach po stronie separatystów w Donbasie. Jak podało biuro prokuratora generalnego, wśród zatrzymanych było 9 obywateli Ukrainy. Biuro podkreśliło też, że 28 osób zostało poinformowanych o podejrzeniu o "udział w organizacji terrorystycznej".

W piątek prokuratura generalna w Moskwie poinformowała, że 32 obywateli Rosji zatrzymanych w lipcu na Białorusi wróciło do kraju. Podano, że ludzie ci zostali przekazani Rosji "w ścisłej zgodzie z normami prawa międzynarodowego", prawa rosyjskiego i białoruskiego oraz w ramach współpracy organów prokuratury obu państw.

Agencja Interfax, powołując się na poinformowane źródło, podała, że osobom tym nie grozi postępowanie karne. W komunikacie rosyjskiej prokuratury nie wymieniono nazwisk zwolnionych Rosjan. Nie wspomniano też o ich domniemanych związkach z firmą najemniczą nazywaną "grupą Wagnera".

Po zatrzymaniu tych osób 29 lipca br. pod Mińskiem władze białoruskie oznajmiły, że ludzie ci mieli przeniknąć na terytorium kraju w celu zdestabilizowania sytuacji przed wyborami prezydenckimi 9 sierpnia. Rosja zaś twierdziła, że mężczyźni podróżowali przez Białoruś tranzytem, udając się do Stambułu, skąd mieli lecieć do Ameryki Południowej. MSZ w Moskwie zażądało uwolnienia zatrzymanych obywateli Rosji.