Tejchman: Suwerenność to ochrona obywateli, a nie puste gesty [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 listopada 2020, 08:16
Unia Europejska
<p>Unia Europejska</p>/ShutterStock
Polska na złość Brukseli może odmrozić sobie uszy i doprowadzić do tego, że nie trafią do nas fundusze unijne. Jeżeli się postaramy – ominą nas też pieniądze na odbudowę po pandemii, a model zielonej transformacji nie będzie uwzględniał polskich interesów - pisze w opinii Marek Tejchman, zastępca redaktora naczelnego DGP.

Może uda się nam sparaliżować również na długie miesiące unijne procedury budżetowe i doprowadzić do zastąpienia ich prowizorkami. Jeżeli będziemy naprawdę efektywni, przyspieszymy wzrost znaczenia strefy euro jako głównego pola integracji.

Pytanie tylko po co? W imię czego toczymy ten bój? Po co Polsce kolejny rok walki z instytucjami unijnymi? I co dzięki temu udaje się nam załatwić? Zasady delegowania pracowników, przywileje firm transportowych, równe traktowanie firm usługowych? Tak drobne sprawy nie są dla nas priorytetowe. Kluczowa jest suwerenność definiowana jako możliwość samodzielnego kształtowania rzeczywistości ustrojowo-politycznej. Ta suwerenność w dyskursie publicznym nazywana bywa wolnością i łączona z wartością dla każdego z nas Polaków kluczową – niepodległością. Jaka jednak szkoda, że w czasie kiedy powinniśmy świętować listopadową rocznicę, musimy patrzeć na to, jak ta wartość zostaje zmieniona w polityczną maczugę.

Jeżeli w imię suwerenności, wolności i niepodległości ryzykujemy poniesienie katastrofalnych skutków gospodarczych, utratę cywilizacyjnych szans rozwojowych, to powinniśmy mieć pewność, że takie poświęcenie ma sens. Jeżeli jednak obrona suwerenności jest de facto obroną 5 lat wątpliwej jakości pracy ustawodawczej, której głównym realnym skutkiem jest możliwość obsadzania stanowisk w wymiarze sprawiedliwości przez zaufanych politycznie ludzi, to wyrządzamy wielką szkodę wolności i niepodległości. Kompromitujemy te idee, kładąc je na szali w imię obrony wątpliwych politycznych osiągnięć niezbyt wielkiej frakcji w obozie władzy.

Warto mieć świadomość, że Unia Europejska jest w jednym ze swoich momentów ustrojowych. Wielodniowy unijny szczyt pokazał, że po brexicie polityczna siła działających wspólnie Niemiec i Francji jest olbrzymia. Jednocześnie przyspieszenie polityki klimatycznej i związane z nią działania inwestycyjne i regulacyjne krok po kroku wzmacniają rolę organów wspólnotowych. Ten proces ulega przyspieszeniu również w związku z COVID-19. Po okresie początkowej niepewności okazuje się, że to środki unijne są kluczowe w odbudowie gospodarki i ochronie obywateli. Powinniśmy spróbować tak kształtować ten stale na nowo definiujący się ustrój unijny, żeby jak najlepiej chronił interesy polskich obywateli. Na tym polega istota suwerenności. Nie na wielkich gestach i pustych słowach, ale na praktycznym egoizmie i asertywności. Na dbaniu o swoje i kształtowaniu rzeczywistości, a nie na jej negowaniu.

Ci, którzy szermują hasłem suwerenności dla politycznej korzyści, mogą doprowadzić do tego, że obywatele zobaczą, że lepiej o ich interesy dbają unijne instytucje wspólnotowe niż władze w Warszawie. Paradoksalnie po wielkiej fali wielkich patriotycznych haseł jeszcze chętniej będą popierali zwiększanie roli instytucji wspólnotowych. I być może będą mieli rację.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj