W artykule ze środy czasu miejscowego "WSJ" przewiduje, że Biały Dom za Bidena będzie "bardziej multilateralny i proeuropejski" niż za Donalda Trumpa, a administracja Demokraty "będzie chciała pokazać Amerykanom rezultaty i przekonać wyborców Trumpa, że lepiej współpracować z sojusznikami niż się kłócić". "By tego dokonać, będzie potrzebować porozumień" - twierdzi nowojorska gazeta.

Europejskich przywódców czekają, według dziennika, "trudne wybory" w kwestiach handlowych, wydatków na zbrojenia czy współpracy z Waszyngtonem w kwestii polityki wobec Chin. Były to "punkty tarć" już za prezydentury Baracka Obamy.

"Jak dotąd przywódcy (UE) wysyłają pozytywne sygnały, ale Amerykanie znający Europę ostrzegają, że miłe słowa nie wystarczą" - pisze "WSJ". "UE nie może po prostu siedzieć i bić brawo" - uważa cytowany przez gazetę Anthony Gardner, który był ambasadorem USA przy UE za rządów Obamy, a teraz doradza zespołowi Bidena.

"Jesteśmy w pełni świadomi niebezpieczeństwa, jakie grozi za mówienie, że dobre dni wróciły" - dziennik przytacza słowa anonimowego europejskiego dyplomaty. "Widzimy ryzyko dla Europy w USA - (w tym) że (Amerykanie) uwierzą, że tylko gdy kopniesz Europejczyków, to oni się ruszą" - dodaje.

Reklama

Dlatego też podejmowane są działania. "W Paryżu i Berlinie urzędnicy pracują nad sposobami zacieśnienia współpracy obronnej i dyplomatycznej z Waszyngtonem. W Brukseli przygotowują transatlantycką listę spraw do załatwienia, którą mają przedstawić administracji Bidena (...)" - relacjonuje "WSJ". Europejczycy mają wiązać nadzieję z tym, "że pomogą ułatwić powrót USA do międzynarodowych porozumień", w tym Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz układu nuklearnego z Iranem.

"W kwestii Iranu europejscy dyplomaci już współpracują z Rosją i Chinami, by zapewnić, że wygaśnięcie zakazu dotyczącego broni konwencjonalnej z października nie pozwoli Teheranowi na rozwój jego uzbrojenia. Urzędnicy europejscy twierdzą, że mogą współpracować z zespołem Bidena w celu wzmocnienia porozumienia nuklearnego, w tym w zakresie ograniczania irańskiego programu balistycznego oraz polityki regionalnej" - pisze "WSJ".

W przypadku Chin europejskie stolice liczą według dziennika na zwiększoną koordynację z Waszyngtonem. "Mają nadzieję, że nowa administracja przyjmie oferty UE dotyczące wspólnego nacisku na Światową Organizację Handlu (WTO), by przeciwstawiła się działaniom Pekinu, które wielu uznaje za zakłócające handel, w tym wymuszaniu transferów technologii oraz wielkim dotacjom" - uważa "WSJ".

Dziennik przyznaje, że "europejscy urzędnicy nalegają, aby UE w kwestii Pekinu podążała własną ścieżką, chroniąc swoje wielkie interesy gospodarcze". Równocześnie jednak "niektórzy widzą rosnącą wspólną gotowość do stawienia czoła chińskim wyzwaniom w zakresie cyberbezpieczeństwa, dezinformacji, przestrzeni kosmicznej i globalnej ekspansji gospodarczej w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku".

"UE ma wpływ na Chiny (...) Jeśli usiądziemy z UE i wywrzemy presję na Chiny, to te będą musiały zareagować" - twierdzi Gardner.

W tym kontekście "WSJ" przypomina, że Niemcy "sugerowały stałą obecność amerykańskiej marynarki wojennej obok okrętów europejskich na Morzu Południowochińskim". Natomiast Francuzi, Niemcy i Holendrzy opowiadają się za "zwiększeniem handlu i powiązań politycznych" z sąsiadami ChRL.

W kwestii obronności "WSJ" pisze także o różnicach w ramach UE. "Prezydent Francji Emmanuel Macron opowiada się za zwiększeniem wojskowej siły (UE) w celu wzmocnienia politycznego znaczenia Unii. Niemcy są ostrożniejsze, a przywódcy Europy Środkowej i Wschodniej utrzymują, że tylko NATO i Stany Zjednoczone mogą ochronić (państwa regionu)" - zauważa dziennik.