Rządy krajów unijnych ograniczają też swą obecność dyplomatyczną do stolicy Kataru, Ad-Dauchy, między innymi ze względu na bezpieczeństwo swego personelu.

Katar stał się głównym pośrednikiem i mediatorem w kontaktach Zachodu z talibami. W Ad-Dausze od 2013 roku mieściło się polityczne biuro talibów i nadal utrzymują oni tam swą reprezentację.

Dyplomatów i urzędników unijnych niepokoi brak bezpieczeństwa w Afganistanie; są też nieufni wobec nowego rządu tymczasowego powołanego przez talibów, w którym nie ma kobiet ani reprezentacji mniejszości religijnych i etnicznych - wyjaśnia Reuter.

"Talibowie będą musieli dokonać wyboru między pieniędzmi a izolacją" - powiedział agencji jeden z unijnych dyplomatów, który podkreślił też, że talibowie nie budzą zaufania i UE "niewiele od nich oczekuje".

Ograniczone konwoje z pomocą humanitarną docierają do Afganistanu, ale Unia - najbardziej hojny donator na świecie - przygotowując pakiet finansowy dla tego kraju, chciałaby wykorzystać ten fundusz do wywarcia nacisku na talibów i zmuszenia ich do respektowania praw człowieka - pisze Reuter.

"Zabiegamy o gwarancje dotyczące korytarzy dla pomocy humanitarnej, którym nie groziłyby ataki, ingerencja (talibów), i w których udział mogłyby brać kobiety" - powiedział wysokiej rangi dyplomata UE.

Chodzi również o to, by dostawy żywności nie były przejmowane przez talibów, jak i o to, by nie mogli oni decydować, do których regionów trafi ta pomoc - wyjaśniają dyplomaci.

W ubiegły wtorek szef unijnej dyplomacji Josep Borrell powiedział, że Unia nie ma innego wyjścia, jak rozmawiać z talibami, którzy przejęli władzę w Afganistanie. "Zaangażowanie nie oznacza uznania. Nie, angażowanie oznacza rozmowę, dyskusję i uzgadnianie – jeśli to możliwe" - dodał.

Jak dotąd żadne państwo nie uznało rządu talibów, a tylko trzy kraje uznały ich rządy, gdy po raz pierwszy sprawowali władzę w Afganistanie w latach 1996-2001.

Agencja Reutera podaje, że teraz unijna dyplomacja skoncentruje się na kontaktach z państwami sąsiadującymi z Afganistanem, aby uniknąć sytuacji, w której do Europy dotrze wielka fala afgańskich uchodźców.

Przywódcy Unii będą omawiali plany wobec Afganistanu z USA i innymi państwami Zachodu jeszcze w tym tygodniu podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Na razie nie jest jasne, czy talibowie zdecydują się oddelegować na nie swojego przedstawiciela - podaje Reuter.

Specjalny wysłannik UE do Afganistanu Tomas Niklasson spotkał się niedawno w Katarze z zastępcą szefa komisji politycznej talibów Szerem Mohammadem Abbasem Stanikzai i usłyszał, że dyplomaci unijni byliby mile widziani w Kabulu.

Jednak skład rządu talibów i ich postępowanie w kwestii praw człowieka ograniczyły dyskusje w Brukseli dotyczące rozszerzenia kontaktów z Kabulem - wyjaśnia Reuter.

Oczekuje się zatem, że personel dyplomatyczny UE będzie miał swoją bazę w Ad-Dausze, a do Kabulu będzie się udawał tylko na określone spotkania.

W ubiegłym tygodniu Wysoka Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (UNHCHR) Michelle Bachelet powiedziała, że talibowie łamią swoje obietnice i m.in. nakazują kobietom, żeby zostawały w domach, pozbawiają nastolatki dostępu do edukacji oraz wciąż przeprowadzają rewizje w domach, szukając swych byłych wrogów.

W niektórych miejscach w Afganistanie dziewczynkom powyżej 12. roku życia zakazano wstępu do szkół, a kobietom nakazano przebywać w domach. Bojownicy nie dotrzymali obietnicy udzielenia amnestii byłym urzędnikom oraz pracownikom służb bezpieczeństwa powiązanym z poprzednim rządem. Nie powstrzymują się także od tropienia swoich oponentów.