O powadze sytuacji świadczy fakt, że największa europejska gospodarka i jednocześnie główny orędownik zeroemisyjności przygotowuje się do ponownego uruchomienia elektrowni węglowych i rozważa bolesne cięcia produkcji przemysłowej. Nasilenie problemów z dostawami energii i błękitnego palia zmusiłoby rząd w Berlinie do wprowadzenia najwyższego trzeciego poziomu alarmu, co oznaczałoby m.in. przejęcie przez federalne służby kontroli nad dystrybucją gazu.

Reklama

Chemiczny gigant na gazowym minusie

BASF, największa na świecie firma chemiczna pod względem wolumenu sprzedaży, opracowuje plan awaryjny dla swojej filii w Ludwigshafen. To największy w Niemczech przemysłowy odbiorca energii, który wykorzystuje ponad 1 proc. całkowitej mocy zużywanej w kraju.

Oddział BASF w Ludwigshafen składa się z około 200 zakładów produkcyjnych, w których praca może być kontynuowana dopóki podaż gazu nie spadnie poniżej 50 proc. maksymalnego zapotrzebowania fabryki na ten surowiec. Nawet przy zmniejszonej wydajności do jej zasilenia potrzeba 6 terawatogodzin energii elektrycznej rocznie.

Dokładny wolumen redukcji podaży gazu będzie zależeć od jego dostępności oraz możliwości zastąpienia błękitnego paliwa ropą naftową, powiedział BASF Reuterowi. Jeśli jednak podaż spadnie znacznie poniżej 50 proc. w dłuższym okresie, koncern będzie musiał wstrzymać produkcję. BASF zapowiedział także, że ustalenie, które elektrownie zostaną wyłączone jako pierwsze, będzie następstwem rozmów z klientami i politykami. Niektóre z wytwarzanych przez koncern towarów są niezbędne do produkcji żywności, przemyśle farmaceutycznym i w przemyśle samochodowym.

„Jeśli dojdzie do sytuacji kryzysowej, będziemy musieli przedyskutować z Federalną Agencją ds. Sieci, które elektrownie powinniśmy zamknąć,” – oświadczył koncern, odmawiając dalszego komentowania swojego planu awaryjnego dla Ludwigshafen.

Powrót elektrowni węglowych

Również kierownictwo konkurującego z BASFem, producenta specjalistycznych chemikaliów spółki Lanxess, szuka sposobów zapobieżenia przestojom. Jedną z opcji jest opóźnienie planowanej likwidacji elektrowni węglowych, które nadal eksploatuje w swoich niemieckich zakładach w Leverkusen i Krefeld. Spółka należąca do 2005 roku do firmy Bayer zwraca jednak uwagę, że podniosłoby to śladowy węglowy w jej produktach.

Firma Kelheim Fibre, dostarczająca włókna wiskozowe stosowane między innymi w produktach higienicznych, rozważyła możliwość wydania milionów euro na dostosowanie swojej elektrowni gazowej do opalania pochodnymi ropy naftowej. W związku z tym bawarski koncern zwrócił się do państwa o pomoc w sfinansowaniu modernizacji, która kosztowałaby co najmniej 2 miliony euro.

„Sytuacja gospodarcza nadal się pogarsza, a nasze dostępne rezerwy gwałtownie się wyczerpują” – oświadczył Wolfgang Ott, dyrektor pionu CSR w Kelheim Fibre. „Ropa ma tylko jedną zaletę: jej dostawy są zabezpieczone” – dodał, mówiąc, że przebudowa zakładu zajęłaby 6-8 miesięcy. Ott powiedział również, że grupa rozmawiała również o uruchomieniu linii kredytowych u państwowego pożyczkodawcy KfW, który przygotował program wsparcia dla firm dotkniętych gwałtownym wzrostem cen gazu.

Aurubis, czołowa europejska huta miedzi, podobnie jak Kelheim Fibre, szuka również innych zamienników gazu, ale dostosowanie elektrowni do ich wykorzystania jest kosztowne i czasochłonne.

BASF, Lanxess, Kelheim Fibre i Aurubis należą do najbardziej energochłonnych firm w Niemczech. Każdego roku zużywają one energię wartą 17 miliardów euro.

Niemcy ofiarą niskoemisyjnego sukcesu

Niemcy są pionierem ograniczania emisji CO2 w Unii Europejskiej. Do czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę bardzo wiele uwagi poświęcali wprowadzeniu przepisów wymuszających jego redukcję, tak aby jak najszybciej zrealizować unijne cele klimatyczne. Drastyczne ograniczenie dostaw rosyjskiego gazu zmusiło niemiecki przemysł do zmiany priorytetów i rozpoczęcia walki o utrzymanie produkcji. Nawet kosztem spowolnienia wysiłków na rzecz walki z globalnym ociepleniem.

Niemiecki minister gospodarki Robert Habeck, członek Zielonych, ostrzegł, że większe uzależnienie od węgla jako źródła energii spowoduje wzrost śladu węglowego w Niemczech. Dziś działania Rosji określił mianem „ataku ekonomicznego”

„Ograniczanie dostaw gazu to atak ekonomiczny na nas. Strategia rosyjskiego prezydenta Władimira Putina polega na wzbudzaniu niepewności, podbijaniu cen i podziałach. Gaz i energia są używane jako broń przeciwko Niemcom” – oświadczył Habeck. „Mamy kryzys gazowy. Gaz jest obecnie towarem deficytowym. Ceny już są wysokie, i musimy się przygotować na dalsze podwyżki”. Minister zapowiedział również, że rząd podejmie „wszystkie środki polityczne” aby zabezpieczyć wystarczającą ilości gazu aby niemiecka gospodarka mogła funkcjonować. Podkreślił przy tym, że obecnie najwyższym priorytetem jest napełnienie magazynów gazu przed zimą oraz oszczędzanie błękitnego paliwa zarówno przez przemysł jak i użytkowników prywatnych. Poszukiwani będą również alternatywni dostawcy gazu i rozwijane odnawialne źródła energii.

autorzy: Patricia Weiss i Christoph Steitz