Chociaż głośna muzyka prawie całkiem zagłusza rozmowę, swobodne gesty i poufałe uśmiechy obu mężczyzn zdradzają, że znają się na tyle, by nie silić się na powściągliwość. Jeden, wyraźnie pobudzony, podrygując w rytm eurodance’u, przelatuje wzrokiem po parkiecie wypełnionym co najmniej tuzinem cheerleaderek i pokazuje palcem na jedną z tańczących kobiet. Drugi porozumiewawczo kiwa głową, nie odrywając oczu od imprezującego tłumu. Moment później zatacza się z rozbawienia, gdy jego towarzysz komentuje mu do ucha walory którejś z podskakujących dziewczyn.

– Ona jest gorąca – to jedyne słowa, jakie udaje się wyłowić reporterom telewizji NBC, którzy nagrali całą scenę.

Z przyszłym prezydentem

Wtedy, w 1992 r., był to po prostu kolejny obrazek dokumentujący na potrzeby jednego z talk-show hulaszczy tryb życia czołowego nowojorskiego celebryty niedługo po pierwszym rozwodzie. Dzisiaj jest to dowód na to, że Donald Trump, dziś prezydent Stanów Zjednoczonych, był prawdopodobnie w znacznie bliższych relacjach z osławionym handlarzem niewolnic seksualnych, niż sam obecnie twierdzi. Mężczyzną, który towarzyszy mu na przyjęciu w jego florydzkiej posiadłości Mar-a-Lago i z rozbawieniem wysłuchuje lubieżnych uwag, jest bowiem Jeffrey Epstein, zamożny, dobrze ustosunkowany finansista i filantrop, oskarżony niedawno o wykorzystywanie seksualne kilkudziesięciu nieletnich dziewcząt oraz kierowanie ponadnarodową siatką młodocianych prostytutek (grozi mu za to 45 lat więzienia).

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP