Widzieliśmy rękę Rosji tam, gdzie jej nie było. Jest nowy raport o bałtyckich incydentach

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 marca 2026, 13:22
[aktualizacja 12 marca 2026, 15:09]
statek
Widzieliśmy rękę Rosji tam, gdzie jej nie było. Jest nowy raport o bałtyckich incydentach/X.com
Do tej pory automatycznie przypisywano rosyjskim służbom niemal każdy przypadek uszkodzenia kabli ułożonych na dnie Morza Bałtyckiego. Teraz fińskie służby wywiadowcze twierdzą, że był to błąd. – Uważamy, że nie było w tym celowego działania państwa rosyjskiego – stwierdził Juha Martelius, szef agencji wywiadowczej Supo.

To nie Rosja zrywała kable? Inne kraje też tak twierdzą

Taki pogląd na te incydenty przejawia się także w kręgach służb wywiadowczych innych krajów – przyznał Martelius w rozmowie z tygodnikiem "Suomen Kuvalehti".

Do uszkodzeń kabli przesyłowych – w tym energetycznych i telekomunikacyjnych czy też rurociągów – dochodziło głównie w rejonie Zatoki Fińskiej od jesieni 2023 r. Były one powszechnie łączone w opinii publicznej z działaniami Rosji. Jednak – jak podkreślono w materiale tygodnika – nie przedstawiono żadnych dowodów, które jasno wskazywałyby na Kreml jako na sprawcę.

W kilku przypadkach zerwanie kabli powiązano ze statkami należącymi do rosyjskiej tzw. floty cieni transportującymi surowce z portów w rejonie Petersburga. Do uszkodzeń dochodziło, gdy jednostki wypływające z Rosji ciągnęły za sobą kotwice po dnie morza na odcinku wielu kilometrów.

Kabli jest coraz więcej. Egzotyczne załogi są nieporadne

W opublikowanym w tym tygodniu przez Supo corocznym przeglądzie sytuacji bezpieczeństwa stwierdzono również, że do uszkodzeń kabli na Bałtyku przez kotwice statków "dochodziło regularnie w tym stuleciu, choć incydenty te nie były wcześniej szeroko komentowane". Zdarzało się to najczęściej w okresie jesienno-zimowym.

Zwrócono również uwagę na coraz większy ruch na Bałtyku statków należących do różnych państw, których załogi nie są przyzwyczajone do trudnych warunków pogodowych na północy. Jednocześnie liczba kabli ułożonych na dnie stosunkowo płytkiego Morza Bałtyckiego (średnia głębokość ok. 54 m) wzrosła dwukrotnie w ciągu ostatnich kilku lat.

Takie działania to byłby strzał w stopę dla Rosji

Według raportu Supo, choć akty sabotażowe mają w Rosji "długą tradycję", to w przypadku Morza Bałtyckiego chodzi o "żywotne interesy" Moskwy. Szlak bałtycki jest drogą Rosji na Zachód. Obecnie ma dla niej kluczowe znaczenie ze względu na transport ropy, która jest fundamentem rosyjskiej gospodarki i pozwala finansować wojnę na Ukrainie.

Za sprawą doniesień medialnych opinia publiczna – jak podkreślono w raporcie służb – może mieć "mylny" obraz działań Rosji i jej możliwości. W rzeczywistości Kreml nie jest wszechmocny, lecz koncentruje swoje zasoby na działaniach, które najbardziej sprzyjają jego własnym interesom.

Zakłócenia w żegludze morskiej na Morzu Bałtyckim nie wpisują się w te motywy – wynika z analizy Supo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj