Kampania wyborcza w USA skupiła się na nierówności rasowych. Biden o przeciwniku: Trump nie zatrzyma przemocy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 września 2020, 08:24
Joe Biden
<p>Joe Biden</p>/Shutterstock
Prezydent Donald Trump "nie zatrzyma przemocy", a za jego rządów kryzysy "wciąż się mnożą" - ocenił w poniedziałek kandydat Demokratów w nadchodzących wyborach prezydenckich w USA Joe Biden.

Po 11 dniach po przyjęciu partyjnej nominacji Demokratów na kandydata na prezydenta Biden wypowiedział się w Pittsburghu, w Pensylwanii. Tematem były trwające w USA niepokoje społeczne i gwałtowne protesty, które niekiedy przeradzają się w zamieszki. Stany Zjednoczone mierzą się z nimi od końca maja, po zamordowaniu przez policję w Minneapolis Afroamerykanina George'a Floyda.

"Wywoływanie zamieszek to nie protestowanie. Plądrowanie to nie protestowanie. Podpalanie to nie protestowanie" - wymieniał w trakcie swojego przemówienia Biden. Podkreślił, że "przemoc nie przyniesie zmiany".

Jednocześnie kandydat Demokratów krytykował ubiegającego się o reelekcję Trumpa, oskarżając go o "dolewanie oliwy do ognia".

"Czy ktokolwiek wierzy, że będzie mniej przemocy w Ameryce, jeśli Donald Trump zostanie ponownie wybrany?" - pytał Biden. "Potrzebujemy w USA sprawiedliwości i bezpieczeństwa. Mierzymy się z kilkoma kryzysami, które pod rządami Donalda Trumpa wciąż się mnożą" - ocenił.

Biden ocenił, że obecny prezydent "dawno zrzekł się moralnego przywództwa" i "nie może zatrzymać przemocy, gdyż sam latami ją wzniecał".

Na 64 dni przed wyborami prezydenckimi debata dotycząca protestów, a co za tym idzie nierówności rasowych, reformy policji oraz polityki bezpieczeństwa, staje się głównym tematem kampanii.

We wtorek Trump odwiedzi niewielkie miasto Kenosha, w stanie Wisconsin, na ulicach którego od ponad tygodnia dochodzi do zamieszek. Spowodowało je siedmiokrotne postrzelenie w plecy przez policję 23 sierpnia 29-letniego Afroamerykanina Jacoba Blake'a. Od tego dnia w Kenosha oraz w Portland, w stanie Oregon, w zamieszkach zginęły trzy osoby.

Trump zarzuca zarządzającym miastami Demokratom bezradność wobec przemocy oraz uleganie radykalnym ugrupowaniom. Wypomina też Bidenowi, że "siedzi w piwnicy" i nie wyjeżdża z rodzinnego Wilmington, w stanie Delaware. Od marca - gdy kampania prezydencka została znacząco ograniczona z powodu koronawirusa - 78-letni kandydat na prezydenta rzadko opuszcza to miasto.

Portal The Hill odnotowuje, że wielu Demokratów nalega, by w kampanii Biden stał się bardziej widoczny. Od drugiego tygodnia września były wiceprezydent ma ruszyć w trasę, m.in. do Pensylwanii i Wisconsin. To jak ubiegający się po raz trzeci o prezydenturę Biden poradzi sobie z niepokojami w amerykańskich miastach "może ukształtować kontury jesiennej kampanii" - ocenia dziennik "New York Times".

Polecamy: USA nie odrobiły rosyjskiej lekcji. Sankcje gospodarcze wobec Chin mogą przynieść tylko szkody

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj