Departament Stanu USA na razie nie skomentował tych informacji, jednak w ubiegłym tygodniu Pompeo powiedział, że Waszyngton podjął kroki dyplomatyczne, aby uzyskać trwałe rozwiązanie konfliktu i wezwał Armenię oraz Azerbejdżan, by "wdrożyły uzgodnione zobowiązania dotyczące zawieszenia broni".

W poniedziałek Armenia i Azerbejdżan po raz kolejny wzajemnie oskarżyły się o łamanie zawieszenia broni w walkach o Górski Karabach. Rozejm był już dwukrotnie uzgadniany przez skonfliktowane strony, ale w obu wypadkach niemal natychmiast był naruszany.

Na razie nie wiadomo, czy szefowie dyplomacji skonfliktowanych krajów spotkają się z Pompeo razem czy osobno.

Rząd w Baku poinformował, że azerski minister Bajramow spotka się też z przedstawicielami Grupy Mińskiej, która przez wiele lat odgrywała rolę mediatora w konflikcie o Górski Karabach.

Armenia nie podała szczegółów planu dotyczącego pobytu szefa jej dyplomacji w Waszyngtonie.

Reklama

Turcja, którą Armenia oskarża o próbę zdestabilizowania całego Kaukazu poprzez silne poparcie dla Azerbejdżanu w tym konflikcie, zaprzeczyła tymczasem we wtorek zarzutom o wysyłanie na pomoc azerskiej armii w Górskim Karabachu najemników, doświadczonych na wojnach w Syrii i Libii.

Ankara zwiększyła w tym roku sprzedaż broni dla Azerbejdżanu, ale utrzymuje, że nie angażuje się bezpośrednio w ten konflikt.

Prezydent związanej z Moskwą paktem wojskowym Armenii Armen Sarkisjan powiedział w wywiadzie dla francuskiej telewizji France 24, że interwencja Rosji lub innych krajów w konflikt o Górski Karabach może doprowadzić do wojny na miarę "drugiej Syrii".

Występując w parlamencie Azerbejdżanu przewodniczący tureckiego parlamentu Mustafa Sentop przedstawił Armenię jako agresora i skrytykował próby mediacji podejmowane przez Paryż, Moskwę i Waszyngton.

"Jeśli są szczerzy, mówiąc o drodze do pokoju, to ci, którzy prowadzili Armenię na smyczy i wspierali ją przez lata, muszą przerwać tę niebezpieczną grę i przestać wspierać Armenię" - oznajmił Sentop i powiedział, że Grupa Mińska jest w stanie "śmierci mózgowej".

Górski Karabach poinformował, że od początku konfliktu zginęło tam 772 wojskowych i 37 cywilów. Baku podało, że zginęło 61 azerskich cywilów, ale nie poinformowało o ofiarach wśród żołnierzy.

Obie strony konfliktu uzgodniły dwukrotnie zawieszenie broni - pierwsze weszło w życie 10 października, drugie o północy z soboty na nadzielę w miniony weekend. Za każdym razem walki jednak były kontynuowane, a zarówno z Baku, jak i z Erywania padały wzajemne oskarżenia o łamanie ustaleń rozejmu.

Społeczność międzynarodowa coraz bardziej obawia się kryzysu humanitarnego w spornych rejonach.

Wiadomo powszechnie, że Azerbejdżan jest wspierany przez Turcję, a Armenia, która wspiera separatystów finansowo i militarnie, jest w sojuszu wojskowym z Rosją. Jak pisze Reuters, rosną więc obawy, że regionalne mocarstwa zostaną wciągnięte w tę wojnę.

Ponadto rośnie niepokój o bezpieczeństwo rurociągów, którymi gaz i ropa transportowane są z Azerbejdżanu na światowe rynki energetyczne.

Górski Karabach, zamieszkany głównie przez chrześcijańskich Ormian, odłączył się od Azerbejdżanu, tureckojęzycznego i szyickiego kraju na krótko przed rozpadem ZSRR w 1991 roku, co doprowadziło do wojny, w której zginęło 30 tys. osób. Zawieszenie broni, przerywane pojedynczymi starciami, obowiązywało od 1994 roku. Walki na dobre rozgorzały na nowo 27 września.