Jeśli chodzi o relacje między potęgami, to konflikt i rywalizacja nie są tym samym. Konflikt ma miejsce wtedy, gdy państwa używają przemocy w celu osiągnięcia celów politycznych – innymi słowy chodzi o wojnę. Rywalizacja to z kolei przepychanki i działania poza ramami konfliktu zbrojnego, to sztuka manewrowania w celu uzyskania korzyści geopolitycznych w warunkach napiętego pokoju. Od czasu zakończenia zimnej wojny rozróżnienie to nie było aż tak bardzo istotne dla amerykańskiego Departamentu Stanu, jak dziś.

Pentagon nie ma dziś ważniejszego zadania niż przygotowanie się do ostrego i intensywnego konfliktu z Rosją lub z Chinami. Niemniej musi także przygotować się na bardziej subtelną i długoterminową rywalizację o wpływy. Wymaga to delikatnego balansowania - biorąc pod uwagę, że przygotowania do wojny i do rywalizacji w warunkach pokoju mogą pociągnąć amerykańskie wojsko w różnych kierunkach.

Najbardziej świeżym przykładem istnienia tego rodzaju napięcia był krótki dokument opublikowany w tym miesiącu pod nazwą „Irregular Warfare” („nieregularna wojna”) jako aneks do Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Sama Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, którą opublikowano w 2018 roku, skupiała się w dużej mierze na przekierowaniu Pentagonu z wcześniejszej wojny z terroryzmem na zagrożenia ze strony Chin i Rosji.

Od tego czasu amerykański Departament Obrony podkreślał tworzenie zdolności i koncepcji wojskowych niezbędnych po powstrzymywania, a w razie konieczności, także do odparcia i pokonania rosyjskiej lub chińskiej agresji na takich niebezpiecznych obszarach, jak region Morza Bałtyckiego czy Cieśnina Tajwańska.

Niemniej rywalizacja z Chinami i Rosją może obejmować znacznie więcej możliwości niż pełnowymiarowa wojna. Możliwości te dotyczą na przykład rywalizacji „w cieniu” – zmiany status quo bez uciekania się do otwartej przemocy lub prób osłabienia rywali poprzez subtelne i dwuznaczne strategie.

Stąd duże znaczenie nieregularnych działań wojskowych. Koncepcja ta, jak czytamy w dokumencie Pentagonu, „sprzyja podejściom pośrednim i asymetrycznym”, takim jak podważanie legitymizacji wrogiego rządu, wzmacnianie sojuszników i partnerów przeciwko przymusowi lub inne sposoby przeciwstawiania się autorytarnym rządom bez przekraczania wejścia w otwarty konflikt.

Rosja rozmieszcza swoich najemników, aby wzmocnić wpływy od Ukrainy po Afrykę. Wykorzystuje dezinformację i sieje polityczny zamęt, aby osłabić zachodnie systemy polityczne. Stopniowa ekspansja Chin na Morzu Południowochińskim opiera się na prowokacjach, które nie dają wystarczającego casus belli. USA muszą w tej sytuacji prowadzić swoje własne działania regularne, które powstrzymają konkurentów i zmienią układ sił w rywalizacji.

W pewnym sensie aneks dotyczący nieregularnych działań wojennych ma zapobiec zmarnowaniu przez USA doświadczenia, które Ameryka uzyskała w czasie globalnej wojny z terroryzmem.

Po wojnie w Wietnamie USA porzuciły wiele z tego, czego dowiedziały się o działaniach przeciwpowstańczych. Ta luka w pamięci instytucjonalnej pociągnęła za sobą wysokie koszty w Iraku i Afganistanie. Dziś Pentagon rozumie, że doświadczenie pracy z nieregularnymi siłami, takimi jak Syryjskie Siły Demokratyczne, mogą okazać się pomocne w walce o wpływy z Rosjanami na Bliskim Wschodzie lub w Afryce Subsaharyskiej.

Ujmując rzecz szerzej, Pentagon zmaga się z głównym paradoksem rywalizacji potęg.

Przygotowanie się na pełnowymiarową, regularną wojnę z Chinami lub Rosją jest kluczowe do zapewnienia odstraszania, a poprzez to i pokoju. Dlatego jednak, że konsekwencje takiej regularnej wojny potęg byłyby dewastujące, to konkurenci USA posiadają bardzo silne zachęty do testowania Waszyngtonu oraz jego sojuszników na froncie wojny informacyjnej, przymusu ekonomicznego, działań paramilitarnych oraz innych środków, które nie należą do obszaru regularnej wojny. Z tego powodu Pentagon próbuje wykorzystać swoje zdolności w ramach mniej brutalnych, nieregularnych i bardziej przeciągających się w czasie działań.

Amerykańska Strategia Obrony Narodowej wprowadziła koncepcję „poszerzania przestrzeni rywalizacji” – to pomysł, zgodnie z którym większość działań geopolitycznych odbywa się pomiędzy dwoma przeciwnymi stanami pokoju i wojny. Biuro wsparcia przy Kolegium Połączonych Szefów Sztabów skłania personel wojskowy do myślenia w kategoriach ciągłego prowadzenia kampanii, a nie konkretnych kampanii i starć, które mają swój wyraźny początek i koniec.

Aby móc liczyć się w rywalizacji potęg – uważają urzędnicy Pentagonu – Departament Obrony USA nie może skupiać się tylko na regularnej wojnie, bo ta może się nigdy nie wydarzyć. Co to może oznaczać w realnym świecie?

Z pewnością istnieje wiele obszarów, w których Pentagon może odegrać ważną rolę w ramach codziennej rywalizacji. Misje pokazujące obecność – rozmieszczenie sił wojskowych, czy to kilku wyspecjalizowanych jednostek czy grupy lotniskowców, jako symboli amerykańskiego zaangażowania – mogą wzmocnić postrzeganie siły USA na spornych obszarach w Azji Wschodniej czy na Zachodnim Pacyfiku.

Misje szkoleniowe i działania mające na celu wzmocnienie wrażliwych sojuszników i partnerów, takich jak Filipiny czy Ukraina, mogą zmniejszyć wpływ sił autorytarnych. Światowej klasy wywiad Pentagonu oraz zdolności w cyberprzestrzeni mogą pomóc w identyfikacji i odpowiedzi na wrogie działania w „szarej strefie”, gdzie dochodzi do rywalizacji mocarstw.



Jednak w tym miejscu sprawy się nieco komplikują. Po pierwsze, Pentagon nie będzie w tym przypadku główną instytucją jeśli chodzi o rywalizację w czasach pokoju. Obecna era rywalizacji mocarstw nie będzie taka jak w czasach globalnej wojny z terroryzmem, kiedy to działania wojskowe były głównym ramieniem amerykańskiej strategii.

Obecnie rywalizacja będzie zachodziła w obszarze działań gospodarczych, wpływów dyplomatycznych oraz działalności wywiadowczej. Użycie amerykańskiego wojska może jawić się imponująco w każdej sytuacji, gdy będzie to możliwe. Ale to inne departamenty – Departament Stanu, wspólnota wywiadowcza, Departament Skarbu – powinny generalnie przejąć inicjatywę.

Drugi problem polega na tym, że zbyt duże skupianie się na rywalizacji może być niszczące, jeśli osłabi to zdolności Pentagonu do przygotowania się konfliktu. Misje pokazujące obecność są użyteczne jeśli chodzi o pokazanie flagi, ale mogą również zakłócać ćwiczenia i gotowość bojową.

„Konsekwencje przegrania wojny mocarstw są poważniejsze niż konsekwencje klęski w szarej strefie” – piszą analitycy obronności Jum Mitre oraz Andre Gellerman.

Pentagon, dodają analitycy, w najlepszy sposób może wpływać na codzienną pracę dyplomacji pokazując, że może odnieść zwycięstwo, kiedy padną pierwsze strzały w regularnej wojnie.

Dlatego zwycięstwo w wielkiej wojnie mocarstw będzie wymagało od Pentagonu włączenia się w długie walki o pozycję i wpływy. Niemniej będzie również wymagało przygotowania się na intensywne walki, do których może dojść, gdy rywalizacja ustąpi miejsca otwartemu konfliktowi. W tym kontekście głównym zadaniem Pentagonu oraz cywilnych przywódców Ameryki będzie określenie, jak dużo może zrobić Departament Obrony USA w ramach długiej rywalizacji, bez ryzyka utraty zdolności w przypadku wybuchu otwartego konfliktu.