Z Arlie Russell Hochschild rozmawia Jakub Dymek

Przed wygraną Donalda Trumpa w 2016 r. ukazała się pani książka „Obcy we własnym kraju. Gniew i żal amerykańskiej prawicy', która pomogła zrozumieć, dlaczego biała amerykańska prowincja tak nie znosi wielkomiejskich elit i czuje się – jak w tytule książki – „obco” we współczesnej Ameryce. Dziś – po przegranej Trumpa – te podziały są łagodniejsze czy wręcz się zaostrzyły?

Jest gorzej. Podziały i polaryzacja były obecne w naszym życiu politycznym na długo przed Trumpem, ale bardzo się wzmocniły. Media karmiły się tym. Podam przykład. Rozmawiałam z człowiekiem ze stanu Kentucky, który wyszedł z bezrobocia, nauczył się programować, cztery lata wcześniej poparł Trumpa – dziś już nie był jednak taki pewien, na kogo głosować. Mówił, że widzi Amerykę jak przez trzy różne ekrany – obraz na jednym nie pasuje jednak do tego na pozostałych. „Nie wiem już, co jest prawdziwe” – powiedział.

Dlaczego?

Mieszka w Louisville, mieście, gdzie policja zastrzeliła w tym roku ratowniczkę medyczną Breonnę Taylor. Był to jeden z powodów wybuchu wielkich protestów pod hasłem Black Lives Matter w tym roku. Mężczyzna wysiada z samochodu pod sklepem i tam trwają dwie demonstracje – za i przeciwko policji – a naprzeciwko stoją uzbrojeni ludzie, prawicowe i lewicowe bojówki w samochodach terenowych. Zagląda na Facebooka i tam z kolei nikt nie wierzy w żadną symetrię, każdy jest przekonany, że znajduje się po tej dobrej stronie. Mój rozmówca musi wyrzucać ludzi z grona znajomych, bo nie może znieść radykalizmu tych dyskusji. A potem wchodzi do sklepu i tam co? „O, dzień dobry, miło cię widzieć, jak się masz?” – wszyscy są dla siebie mili, uprzejmi, życie toczy się dalej. Która Ameryka jest prawdziwa? Nie wiemy już, jak bardzo rzeczywisty obraz pokazuje każdy z tych ekranów i na ile im zaufać.

Reklama

Media internetowe z całą pewnością pogłębiły problem. Ameryka jest podzielona społecznie, politycznie, geograficznie – ale podział kulturowy jest z nich chyba najostrzejszy?

Szybko streszczę mój pogląd na ten temat. Globalizacja od lat 70. wyłoniła zwycięzców i przegranych. Jak urodziłeś się pod jednym adresem, trafiałeś do zwycięzców, a jak pod innym, do przegranych. W ostatnich latach mamy do czynienia z wielką mobilizacją pod przywództwem charyzmatycznego lidera – niektórzy powiedzieliby nawet „guru'. I to jest mobilizacja „elity spośród przegranych'. Nie upokarzająco biednych, ale też nie śmietanki Doliny Krzemowej. To z prowincji, wśród pracujących w małych miastach, z regionów, gdzie perspektywy są niewesołe, wywodzą się najbardziej zdeterminowani wyborcy Trumpa. To jest kwestia klasy społecznej, ale i kultury. Trump okazał się być antydepresantem dla grupy dotkniętej społeczną degradacją – przede wszystkim białych mężczyzn, bez wyższego wykształcenia. Należy się im przyglądać, bo wiele mogą w amerykańskiej polityce zmienić – w jedną i drugą stronę.

Głosowanie na Trumpa było najszybszym sposobem, by pokazać liberalnym, wielkomiejskim elitom, co się o nich myśli? Drogą do odreagowania pogardy, z jaką ci biali mężczyźni czują, że się ich traktuje?

Tak jest. Według sondaży exit poll 58 proc. białych wyborców i aż 61 proc. białych mężczyzn zagłosowało na Trumpa. I to po czterech latach jego prezydentury, gdy nie był już niespodzianką. Ludzie mogli, że tak powiem, „skosztować” polityki w jego wydaniu. I po tym poparło go jeszcze więcej, bo aż 70 proc. białych wyborców bez wyższego wykształcenia. Musimy przyjąć ten fakt do wiadomości zamiast powtarzać, że coś z tymi ludźmi jest nie tak. Dzieją się bardzo, bardzo, bardzo ważne rzeczy i należy je zrozumieć, a nie zamykać na nie oczy.

Cały wywiad z Arlie Russell Hochschild przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP

Arlie Russell Hochschild - socjolożka, emerytowana profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, autorka wielu prac z dziedziny socjologii polityki i emocji, ostatnio „Obcy we własnym kraju. Gniew i żal amerykanskiej prawicy” (Krytyka Polityczna, 2017), za którą w 2016 r. była nominowana do prestiżowej National Book Award. Regularnie publikuje w „The New York Times”, „New York Review of Books” i amerykańskiej edycji „Guardiana”